Anandamid – nasz wewnętrzny kannabinoid

Anandamid

Nadal stosunkowo mało osób ma świadomość, że ciało każdego z nas wytwarza swoją własną substancję, która jest bardzo podobna do THC, czyli tetrahydrokannabinolu – psychoaktywnego składnika marihuany. Anandamid, bo on nim mowa, to tzw. kannabinoid endogenny, czyli produkowany „własnoręcznie” przez organizm ludzki.

Reklama

Przeprowadzono wiele badań, które pozwoliły sprawdzić, jak anandamid wpływa na komórki mózgowe naszego ciała. Okazało się, że podobnie jak THC z zioła, wykazuje wszechstronne działanie: od przeciwbólowego, przeciwzapalnego i uspokajającego, po polepszające nastrój, jak i zwiększające przyjemność z, już i tak przyjemnych, czynności, jak np. z uprawiania seksu. Seks i trawa to podstawa – pamiętacie takie powiedzenie?

Anandamid – za co odpowiada?

Ten endogenny kannabinoid został wyizolowany w 1992 roku na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie przez dwóch uczonych: chemika analitycznego z Czech, prof. Hanusa i amerykańskiego doktora farmakologii molekularnej, Williama Devane’a. Anandamid ma skrót AEA.

Po dogłębnym zbadaniu anandamidu okazało się, że jest on neurotransmiterem (neuroprzekaźnikiem) i endokannabinoidem, czyli naturalnie występującym kannabinoidem. AEA jest wytwarzany przez organizm każdego z nas i śmiało można go nazwać naszym własnym THC. Anandamid to związek, który może (i to robi) silnie wiązać się z receptorami kannabinoidowymi ludzkich szarych komórek, ale nie tylko ponieważ jest on obecny w mózgach wielu innych zwierząt.

Nazwa anandamidu wzięła się z języka sanskryckiego, w którym słowo „ananda” oznacza nic innego, jak „szczęście” i „błogość”. Anandamid działa na te same receptory naszego centralnego układu nerwowego, co marihuana – CB1 i CB2 (te ostatnie znajdują się w naszych komórkach immunologicznych, jelicie, żołądku i obwodowym układzie nerwowym).

Liczne badania przeprowadzone na przestrzeni lat, od wyizolowania związku, wykazały, że anandamid ma bardzo pozytywny wpływ na układ krwionośni człowieka – obniża ciśnienie krwi, działa przeciwbólowo oraz znacznie wzmacnia układ odpornościowy. Znacznie polepsza kreatywność, sprawia, że niejadki zaczynają jeść, poprawia procesy kognitywne (poznawcze, jak uczenie się). Dobrze wpływa na libido, czyli popęd seksulany oraz pomaga w zagwarantowaniu dobrego snu. Reguluje także nasze emocje, jak i działa na procesy fizjologiczne zachodzące w ludzkim ciele.

Anandamid poprawia znacznie nastrój osób depresyjnych, łagodzi lęki i przerywa ataki paniki, podobnie jak THC. Wygląda na to, że jego właściwości mogą być bardzo pomocne w przypadku niektórych schorzeń, jak np. schizofrenia, depresja, a nawet przypadłości na tle neurodegeneracyjnym.

Jest jednak jeden wielki minus anandamidu – przyjmowany w dużych dawkach ma działanie poronne i przerywa ciążę. Co ciekawe, w niskich stężeniach pomaga przyszłej mamie donosić potomka. Dużą zaletą tego kannabinoidu endogennego jest to, że znacznie spowalnia rozrost komórek nowotworowych oraz zapobiega ich rozprzestrzenianiu się po organizmie – dodatkowo blokuje powstawanie nowych komórek raka, co pozwala zapobiegać przerzutom.

Anandamid sam się wytwarza i sam się uwalnia

Anandamid został nazwany „szczęśliwy” i „błogi” ponieważ w mózgu człowieka wyzwala się w sposób naturalny, gdy jesteśmy szczęśliwi. Można podkręcić jego uwalnianie się w organizmie – sprzyja temu intensywny lub długotrwały wysiłek fizyczny, ale także przeróżne zabiegi relaksacyjne wykonywane na naszym ciele. Masaże, głaskanie itd. – wówczas także wyzwala się kannabinoid szczęścia.

Działanie anandamidu nie trwa długo. Już po 30 minutach ulega rozkładowi i jest metabolizowany przez nasz organizm. Co istotne, należy uważać ze stosowaniem diet wysokokalorycznych, ponieważ taki sposób żywienia zwiększa poziom anandamidu w wątrobie. Powoduje to przybieranie na masie, a dokładnie tkance tłuszczowej, co po prostu prowadzi do otyłości.

A teraz ciekawostka. Anandamid występuje nie tylko w ciele niektórych zwierząt, ale także i innych organizmów. Znajdziemy go w czarnych truflach oraz w… kakao. To dlatego zjedzenie czekolady potrafi wprawić w doskonały nastrój i skutecznie nas relaksuje.

Reklama

Ostatnio popularne

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Reklama

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Reklama

Wczoraj w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się spotkanie z przedstawicielami Wolnych Konopi. W spotkaniu udział wzięli bliscy współpracownicy Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka, którzy są byłymi sędziami, a obecnie pełnią funkcję dyrektorów departamentów w jego Resorcie. „Byli oni bardzo dobrze przygotowani do spotkania, zadawali merytoryczne pytania i pokazali, że są zainteresowani zmianami. W ich mniemaniu obecna Ustawa o Przeciwdziałaniu Narkomanii nie spełnia swoich podstawowych założeń i przynosi więcej strat niż pożytku” – przekazał nam Łukasz Rydzik, który brał w spotkaniu udział. Pozytywnych zaskoczeń było więcej, ale czy jest szansa na dekryminalizację posiadania niewielkich ilości ziela na własny użytek bez zmiany ustawy? 

Reklama

Wolne Konopie w Ministerstwie Sprawiedliwości – czy jest szansa na dekryminalizację ziela bez zmiany ustawy?

Wolne Konopie w Ministerstwie Sprawiedliwości spotkały wczoraj się z jego przedstawicielami, w spotkaniu udział wzięli Jakub Gajewski, Andrzej Dołecki, Maciej Kowalski oraz Łukasz Rydzik. Z przedstawicielami WK początkowo miał się spotkać Minister Sprawiedliwości – Waldemar Żurek. Jednak ze względu na obowiązki, szef Resortu Sprawiedliwości nie dał rady pojawić się osobiście. Stawili się natomiast jego bliscy współpracownicy, szefowie departamentów w resorcie, którymi są byli sędziowie.

Byli sędziowie poruszyli bardzo ważną kwestię, mówiąc, że w trakcie swojej praktyki zawodowej, wielokrotnie mieli do czynienia z różnymi negatywnymi skutkami czy agresją po użyciu alkoholu. Natomiast nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś był agresywny po spożyciu marihuany

-przekazał nam Łukasz Rydzik.

Byli sędziowie przyznali też, że może być ciężko zmienić ustawę ponieważ jest to rola polityków.

Z naszej strony padła wtedy propozycja, aby prokurator generalny, którym jest Waldemar Żurek, wydał wytyczne dla prokuratorów, aby sprawy za posiadanie do dziesięciu gramów marihuany były z automatu umarzane przez prokuratorów w całym kraju

-przekazał nam Łukasz Rydzik

Jako wartość graniczną zaproponowano dziesięć gramów.

Podczas spotkania, byli sędziowie oznajmili też coś, czego zapewne mało kto mógł się spodziewać:

Z perspektywy sędziów pojawiło się stanowisko, że bardziej niż za depenalizacją, są oni za legalizacją posiadania marihuany na własny użytek, gdyż w ich przekonaniu działalność grup przestępczych jest sporym problemem dla systemu sprawiedliwości w Polsce, a przy legalnym obrocie substancją taką jaką jest marihuana grupy te straciłyby znaczną część dochodów

-poinformował nas Rydzik

I to jest także bardzo mocna deklaracja ze strony przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy w końcu zaczynają widzieć prawdziwe skutki obecnego prawa, które są jedynie negatywne.

Byli sędziowie podnosili także argumenty, że prawdziwym problemem jest w naszym kraju alkohol i tragiczne skutki jego spożywania, nie tylko zdrowotne ale także takie jak agresja po alkoholu, przestępstwa po alkoholu czy wypadki – to jest ogrom zła, jakie powoduje alkohol. Sędziowie podkreślili, że w trakcie całej swojej pracy zawodowej nie spotkali się z takimi zdarzeniami po marihuanie. 

Sędziowie byli też bardzo dobrze przygotowani do spotkania i zdecydowanie dawali do zrozumienia, że wg. nich zmiana jest konieczna. Przed spotkaniem przygotowali m.in. wyliczenia mówiące na co można by przeznaczyć pieniądze zaoszczędzone na depenalizacji marihuany. Wyliczyli, że za te środki można dokonać:

  • zakup 500 karetek rocznie
  • budowę 100 km dróg ekspresowych rocznie
  • budowę 5 szpitali onkologicznych rocznie
  • co roku przyznanie „trzynastki” dla każdego nauczyciela/pielęgniarki

I chociaż wartości tych wyliczeń różnią się bardzo, to sam fakt ich przygotowania jako argumentu za depenalizacją ze strony wymiaru sprawiedliwości uznać należy za jeden z kamieni milowych w debacie nad dekryminalizacją marihuany. 

Z naszej perspektywy spotkanie było bardzo merytoryczne i jesteśmy z niego zadowoleni. Prześlemy do Ministerstwa szczegóły, o które prosili dyrektorzy departamentów. Nasze postulaty zostaną przedstawione Ministrowi Sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Waldemarowi Żurkowi i pozostajemy w kontakcie jeżeli chodzi o próby zmiany tego chorego prawa

-powiedział nam Łukasz Rydzik

Na spotkaniu poruszono także temat nierównego stosowania prawa przez prokuratorów z różnych części kraju. Byli sędziowie poprosili w tym wypadku o to, aby przesłać informacje, które to potwierdzają. Chodzi o przesłanie sygnatur akt takich spraw, które mają pokazać jak to wygląda w rzeczywistości, że za w jednym mieście ktoś za dziesięć gramów suszu marihuany dostał umorzenie ze względu na nieznaczną ilość (art. 62a U.oP. N.), a w innym mieście ktoś dostał wyrok za posiadanie dwóch gramów. Takie sytuacje to Polska codzienność i cieszy fakt, że szefowie departamentów w Resorcie Sprawiedliwości uważają, iż należy się nad tym pochylić. 

Każdy kto miał taka sprawę i chce pomóc może wysłać swoją sygnaturę na adres rzecznik@wolnekonopie.org.

Teraz byli sędziowie będą się naradzać i konsultować z Resortem Sprawiedliwości oraz zapewne Resortem Zdrowia – jak można doprowadzić do dekryminalizacji pewnych ilości marihuany na własny użytek.

Możliwości wg. nas są dwie:

  • na podstawie art. 62a U.o.P. N. – można wprowadzić wytyczne jego stosowania za każdym razem gdy ilość suszu nie przekracza dziesięciu gramów
  • na podstawie Art. 1 ust. 2 Kodeksu Karnego (KK), który stanowi, że nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, którego społeczna szkodliwość jest znikoma lub żadna.

Poinformujemy gdy tylko pojawią się nowe informacje w sprawie.

Reklama

Gazeta Wyborcza opublikowała kilka dni temu artykuł, w którym wprost pada stwierdzenie, że legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie ciężkich narkotyków, głównie kokainy. Tylko, że to kłamstwo i manipulacja, której dopuściła się autorka tekstu – Agnieszka Nowak. Pani redaktor podkreśla, że chociaż legalizacja miała ograniczyć czarny rynek to nic takiego się nie stało i przyniosło więcej szkód niż pożytku. Tylko, że artykuł jest o sytuacji w Niemczech, gdzie do legalizacji marihuany nie doszło, u naszych zachodnich sąsiadów zioło zostało zdekryminalizowane, a nie zalegalizowane. Oto więcej informacji.

Reklama

Gazeta Wyborcza: „Legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie twardych narkotyków”

W Gazecie wyborczej ukazał się artykuł „Marihuana w Europie. Państwa UE nie radzą sobie z używkami”, który nafaszerowany jest nieprawdziwymi informacjami i zwykłymi kłamstwami.

Dane z Unii Europejskiej pokazują, że sposób regulacji nie przekłada się wprost ani na skalę konsumpcji, ani na bezpieczeństwo publiczne.

-czytamy w GW, to zdanie jest kłamstwem i zaraz do tego dojdziemy.

Dalej pani redaktor pisze, że:

Niemcy zalegalizowały marihuanę, a wraz z nowymi przepisami przyszła zmiana obyczajów. Konopie indyjskie zyskały na popularności szczególnie wśród młodych Niemców, którzy coraz częściej wybierają je zamiast alkoholu czy papierosów. Legalizacja miała być sposobem na ograniczenie czarnego rynku i lepszą kontrolę nad używaniem substancji.

Po zmianach prawa Niemcy zaczęli jednak częściej sięgać także po kokainę – narkotyk zaliczany do tzw. twardych. Wzrosła liczba zgonów z powodu przedawkowania, a służby alarmują, że rynek narkotykowy stał się bardziej zróżnicowany, niekoniecznie bezpieczniejszy. Legalna marihuana nie wyeliminowała nielegalnych substancji – raczej wpisała się w szerszy krajobraz używek.

I tu jest już grubo, liczba kłamstw w tych kilku zdaniach jest porażająca.

  1. Przede wszystkim Niemcy nie zalegalizowały marihuany! To co tam się wydarzyło to jedynie dekryminalizacja uprawy do trzech roślin konopi indyjskich oraz posiadania do 25 gramów suszu w przestrzeni publicznej oraz do 50 gramów w domu. Prawo to nie dotyczy osób, które na stałe w Niemczech nie mieszkają (wymaga się min. pół roku meldunku, dopiero po tym okresie obowiązuje nowe prawo dla danej osoby). Nie wolno też wspólnie spalić jednego jointa, ani uprawiać krzaków kilku osobom w jednym namiocie – generalnie nie jest to żadna legalizacja, a jedynie dekryminalizacja z wieloma obostrzeniami.
  2. Konopie nie zyskały na popularności wśród młodzieży po zmianie prawa, to zwykłe kłamstwo. Spożycie marihuany wśród młodzieży spadło po jej zalegalizowaniu, natomiast wśród dorosłych odnotowano bardzo niewielki wzrost. Pisaliśmy o tym T U T A J
  3. To, że w ciągu ostatniego roku wzrosło spożycie kokainy nie ma związku przyczynowo-skutkowego z dekryminalizacja marihuany! Wzrost spożycia tzw. „koksu” to trend widoczny w wielu krajach na całym świecie i w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z prawem dotyczącym marihuany. To jest kolejne wyssane z palca kłamstwo.

I to w sumie tyle, bo artykuł w dalszej części porusza bardzo pobieżnie bo w dwóch zdaniach sytuacje we Francji:

Francja obrała drogę przeciwną. Jedno z najbardziej restrykcyjnych praw dotyczących marihuany w Europie nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów. Jak pokazuje raport Francuskiego Obserwatorium Narkotyków i Uzależnień (OFDT), rynek narkotykowy nad Sekwaną w ostatnich latach nie tylko nie skurczył się, ale znacząco urósł.

-czytamy w Wyborczej

Tylko, że stwierdzenie, iż Francja ma jedno z najbardziej restrykcyjnych praw co do marihuany to jest niezła odklejka pani redaktor. We Francji kary za nielegalne posiadanie marihuany są znacznie niższe niż np. w Polsce. Bez problemu można kupić marihuanę na ulicy.

Następnie czytamy, że Polacy mają dość karania za posiadanie niewielkich ilości marihuany na własny użytek. I to koniec artykułu.

Niestety po przeczytaniu tego artykułu część osób będzie przekonana, że legalizacja marihuany prowadzi do wzrostu jej spożycie przez młodzież i do zażywania twardych narkotyków!

Oczywiście pani redaktor nie podała ani jednego źródła swoich urojeń, które spisała w artykule, zaczynając od wspomnianego stwierdzenia, że sposób podejścia państwa do marihuany nie ma znaczenia dla poziomu jej konsumpcji. 

Otóż jak już wspomniałem – MA. Dane z wielu krajów na całym świecie pokazują, że spożycie marihuany, zwłaszcza wśród młodzieży, zawsze spada tam – gdzie właśnie zmieniono przepisy z represyjnych na tolerancyjne wobec marihuany. W USA, gdzie rozpoczęła się zarówno fala prohibicji sto lat temu jak i fala legalizacji w ciągu ostatniej dekady – spożycie marihuany wśród młodzieży spadło o 25%, pisaliśmy o tym T U T A J.

Reklama

Stwierdzenie przez redaktorkę Gazety Wyborczej, że legalizacja marihuany nie działa – jest zwykłym kłamstwem.

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi młody kierowca z małej miejscowości został uznany za winnego. Wszystko zaczęło się od zbyt szybkiej jazdy młodego kierowcy. 20-latek z Żędowic wspomina, że za przekroczenie prędkości miał zostać pouczony. W pewnym momencie mundurowi mieli mu powiedzieć, że będzie miał  też zrobiony narkotest. „Pomoże pan w statystykach” – mieli powiedzieć policjanci z drogówki. Test wykazał marihuanę, a kierowcę skutego zawieziono do szpitala, a w sieci chwalili się jakby złapali Escobara, co w małej społeczności odbiło się szerokim echem. Co ciekawe, nikomu też nie pokazano wyników testu ze śliny. Oto więcej informacji.

Reklama

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi zniszczono mu życie

Gdy rodzice wysłali 20-letniego mieszkańca Żędowic do kwiaciarni po bukiet na uroczystość gdzie wybierała się cała rodzina, nie spodziewali się jaki będzie tego finał. Młody mężczyzna na wydarzenie nie dojechał, po drodze za przekroczenie prędkości zatrzymał go patrol policji. Chwilę później w radiowozie mundurowi wykonali mu narkotest ze śliny. Urządzenie wskazało, że spożywał marihuanę. Po sześciu tygodniach wynik badania krwi jednak temu zaprzeczył. Jednak w międzyczasie życie 20-latka się posypało, a mała lokalna społeczność szybko uznała go za winnego nie czekając na wyniki.

Od policjantów maił też usłyszeć, że „pomoże w robieniu statystyk”.

Dorota Janać, rzeczniczka komendy policji w Strzelcach Opolskich przekonywała, że to niemożliwe. Bo, jak twierdzi, żaden funkcjonariusz nigdy by się tak nie odezwał.

Choć sam młody mężczyzna przyznał, że owego stwierdzenia nie odebrał negatywnie. Myślał, że to jakaś akcja testowania kierowców. Była to też jego pierwsza kontrola w życiu. Wsiadł do radiowozu. Tam odbył się narkotest. I się zaczęło.

Policjanci śmiali się ze mnie, że niby wyszła mi marihuana. Przeszukali mnie, a potem samochód. Zakuli mnie w kajdanki jak bandziora, choć się nie stawiałem, nie pyskowałem. Dwa razy pytałem, czy mogę zobaczyć wynik tego testu. Udawali, że nie słyszą, choć byłem tuż obok

– opowiada.

Potem zadzwonili po mojego ojca, żeby zabrał auto. Jemu też nie pokazali wyniku. Ojciec był na mnie wściekły i ja się nie dziwię. Nikt mi nie wierzył. Zawieźli mnie skutego do szpitala na badania. Był środek dnia: pełno ludzi, w szpitalu byli znajomi mojej mam. Straszny wstyd, nikomu nie życzę. Skuli mnie z tyłu, więc nie umiałem się nawet wyprostować, okropne upokorzenie.

– relacjonował poszkodowany

Na wynik badania krwi 20-latek czekał sześć tygodni, choć usłyszał, że to potrwa około trzech. W międzyczasie mundurowi wszczęli dochodzenie ws. kierowania samochodem „pod wpływem środków odurzających”.

Młody mężczyzna stracił prawo jazdy. Na stronie internetowej i facebookowym profilu komendy policji w Strzelcach Opolskich – a potem w różnych mediach – ukazały się publikacje opisujące zatrzymanie 20-latka. Z informacją, że „grozi mu do trzech lat więzienia”. W tak małej społeczności każdy wiedział już o kogo chodzi.

Nie podali nazwiska, ale był wiek, marka samochodu. Zresztą, zatrzymali mnie przy głównej drodze, a potem zakutego w kajdanki wprowadzili do szpitala. Wszyscy we wsi szybko dowiedzieli się o kogo chodzi

-mówi młody kierowca

Przez te półtora miesiąca wpadłem w dół psychiczny. Nie mam rozpoznania od lekarza, czy to była depresja, ale nie wychodziłem z domu, przyszłość widziałem w czarnych barwach. Zresztą, zabrali mi prawo jazdy, a ja autem dojeżdżałem do szkoły i pracy, więc nie miałem jak. Akurat zaczęły się ferie, miałem plany dużo pracować, zarobić. Wszystko przepadło. Nie mogłem dostać się na strefę w Sieroniowicach. Byłem przed maturą. To cud że ją zdałem, bo nie umiałem się uczyć

– wspomina 20-latek z Żędowic

THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono, postępowanie umorzono

W komunikatach podawano, że „kierowca zachowywał się nienaturalnie, a jego oczy były przekrwione, mundurowi chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że 20-latek znajduje się pod wpływem środków odurzających, poddali go badaniu testem narkotykowym. Wynik badania okazał się być pozytywny. Młody człowiek przyznał się, że jest pod wpływem marihuany – informowały lokalne media.

A jednak po sześciu tygodniach – dochodzenie zostało umorzone.

Młody mieszkaniec Żędowic cały czas zastanawiał się jak to wszystko jest możliwe, jaki był ten narkotest i co oni z nim zrobili?

 Myślałem, że pójdę siedzieć, uwalą mnie i poprawię im statystyki. Byłem dla nich tylko cyferką. Nie człowiekiem. Na domiar złego, policja podała w komunikacie – i wszystkie media to powtarzały – że się przyznałem! Nikt nie chciał słuchać, że to nieprawda. No bo kto uwierzy komuś, kogo prowadzili w kajdankach?

-relacjonuje poszkodowany

Jak czytamy w postanowieniu postępowanie umorzono „wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego”. Uzasadnienia nie było.

Dwa dni później 20-latek odzyskał prawo jazdy. W międzyczasie była jeszcze rozprawa sądowa w sprawie przekroczenia dozwolonej prędkości o 11 km/h. Skończyło się karą pieniężną i obciążeniem kosztami sądowymi.

To też był dla mnie szok. Czemu zrobili mi rozprawę, skoro nikt mi nie proponował mandatu

– podkreślił młody człowiek.

20-latek z Żędowic postanowił skierować do sądu skargę na policjantów oraz złożyć wniosek o zadośćuczynienie. Skontaktował się z adwokatem, który powiedział, że będą potrzebne informacje, co zawierają akta sprawy. Złożył więc wniosek do strzeleckiej prokuratury o wgląd.

Ale otrzymał odmowę. Gdyż jak stwierdzono „nie jest stroną” w sprawie i „brak innych okoliczności wskazujących na interes prawny w udostępnieniu akt”, a wszelka dokumentacja została mu „doręczona”.

Ale ja nie dostałem dokumentacji, do dziś nie znam wyniku badania krwi. Czy była jakaś substancja, która mogła zafałszować wynik, a jeśli tak, to jaka. Nie wiem, co wykazał policyjny narkotest. Nie pokazano mi go. Odpowiedź z prokuratury jest dla mnie kuriozalna. Zrozumiałem jedno: nie chcą pokazać mi tych akt, może dlatego, że chciałem skierować sprawę do sądu? Teraz domagam się już tylko jednego: aby usunięto nieprawdziwe informacje na mój temat

– komentuje poszkodowany

Jest to jedna z zapewne wielu spraw, gdzie systemowa patologia doprowadza do zrujnowania życia obywateli, a odpowiedzialni za to funkcjonariusze zapewne nie dostaną za to żadnej kary, a wszelkie służby i prokuratura robią wszystko, aby ukryć swoje skandaliczne zachowanie.

Prokurator rejonowa oznajmiła jeszcze coś istotnego: bohater naszego artykułu nie przyznał się do brania narkotyków, bo… nie był przesłuchiwany. Prokuratura podkreśla, że zaistniało tylko podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Z akt wynika, że w czasie kontroli zachowywał się w nietypowy sposób i policja nabrała podejrzenia, że może być pod wpływem działania zabronionych substancji. Zbadano ślinę urządzeniem przesiewowym i ponieważ wynik był pozytywny, zostało wykonane badanie krwi. Biegły toksykolog ustalił substancję, „która nie jest zabroniona ustawą o przeciwdziałaniu narkotyków”. To wszystko.

Jaka to była substancja? Tego się nie wiadomo. Wiadomo jedynie, iż THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono. 

źródło: opolska360.pl

Reklama

W Nowogardzie doszło ostatnio do niecodziennej sytuacji. Wszyscy funkcjonariusze otrzymali nagłe wezwanie do komisariatu, będący na urlopach musieli je przerwać i także się stawić. Powód? Obowiązkowe testy na narkotyki po tym, jak w jednym z radiowozów znaleziono młynek do marihuany. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Oto więcej informacji.

Reklama

Nowogard: Wszyscy policjanci wezwani na testy narkotykowe. Powód? W radiowozie znaleziono młynek do marihuany

Z informacji uzyskanych przez dziennikarzy Onetu wynika, że funkcjonariuszy z Nowogardu pod koniec grudnia zaskoczyło nagłe polecenie stawiennictwa w komisariacie. W niedzielę 28 grudnia ubiegłego roku, komendant powiatowy policji w Goleniowie nakazał obowiązkowe przybycie także tym policjantom, którzy tego dnia nie pełnili służby lub przebywali na urlopie. Powodem było znalezienie w jednym z radiowozów młynka do suszu marihuany.

Komendant nowogardzkiej policji zarządził przeprowadzenie wśród policjantów testów na obecność narkotyków w organizmie. O sprawę zapytano oficera prasowego goleniowskiej komendy, który potwierdził ustalenia Onetu. Jak wynika z informacji, młynek do marihuany został znaleziony przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę 28 grudnia. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła do komendanta.

Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna, czyli Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie, a także prokurator

-przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak z goleniowskiej policji.

Jeden z funkcjonariuszy z powiatu przyznał, że najprawdopodobniej młynek mógł zostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli, a policjanci mieli go tam zostawić przez przypadek. Został znaleziony w przedniej części radiowozu. Jak ocenił policjant, reakcja komendanta była prawidłowa. – „On trzyma ludzi dość krótko” – mówił zapytany o sprawę.

Do stawiennictwa w komisariacie wezwano wszystkich funkcjonariuszy, którzy w ostatnim czasie użytkowali radiowóz, w którym znaleziono młynek. Policjanci zostali przebadani na obecność narkotyków w organizmie. – „Wszyscy uzyskali wynik negatywny” – zaznaczył z kolei podkom. Paweł Grzelak.

Źródło: Onet

Reklama

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne posiadanie do trzech gramów suszu. Drugi dezyderat jest efektem złożenia petycji obywatelskiej, która do Sejmowej Komisji ds. Petycji wpłynęła w grudniu 2024, a Komisja rozpatrzyła ją 3 czerwca 2025. Natomiast 20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła Dezyderat nr 176, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do trzech gramów. Pojawiła się też kwestia regulowanego rynku legalnego zioła. Oto więcej informacji.

Reklama

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne trzy gramy ziela

Początek roku 2026 przynosi nam powtórkę sprzed roku – powraca temat dezyderatu ws. zmian w Ustawie o Przeciwdziałaniu Marihuany.

O fakcie złożenia drugiej petycji ws. depenalizacji niewielkich ilości marihuany po raz pierwszy informowaliśmy w czerwcu ubiegłego roku, przeczytasz o tym T U T A J

Czy pomimo negatywnej odpowiedzi na poprzedni dezyderat ws. depenalizacji posiadania do 15 gramów suszu i uprawy 1 rośliny konopi indyjskich na własny użytek jest jakakolwiek szansa, że odpowiedź na drugi będzie inna? 

Tu warto zaznaczyć, że za poprzednią odpowiadał poprzedni szef resortu sprawiedliwości – Adam Bodnar, na obecnie procedowany dezyderat odpowie minister Żurek. 

Przypomnijmy, że pod koniec grudnia 2024 roku do Komisji ds. Petycji trafiła petycja (petycję zarejestrowano pod nr sprawy w Komisji BKSP-155-X-374/24), której przedmiotem jest żądanie „zmiany przepisów prawa w zakresie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek w ilości do 3 gramów”. W uzasadnieniu petycji wskazano, że „obowiązujące przepisy penalizujące posiadanie nawet niewielkich ilości” marihuany nie tylko nie przystają do współczesnych realiów społecznych i naukowych, ale również powodują liczne problemy społeczne i gospodarcze.

3 czerwca 2025 roku komisja zdecydowała wystosować w tej sprawie dezyderat do prezesa rady ministrów.

20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła w tej sprawie dezyderat, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do 3 gramów. 

Podstawowe kwestie poruszone przez autora petycji to:

  • Obciążenie wymiaru sprawiedliwości – policja, prokuratura i sądy tracą zasoby na ściganie osób posiadających minimalne ilości marihuany, zamiast skupić się na poważniejszej przestępczości.
  • Zmiana postaw społecznych – coraz więcej Polaków, szczególnie młodszych pokoleń, postrzega marihuanę jako substancję mniej szkodliwą niż alkohol czy tytoń i korzysta z niej regularnie.
  • Potencjał regulowanego rynku – legalizacja mogłaby stworzyć kontrolowany obrót, zapewniający jakość produktu i wpływy do budżetu państwa.

Dezyderat, który do premiera został wysłany 20 listopada 2025 roku znajdziesz T U T A J

Szef rady ministrów, Donald Tusk, od otrzymania dokumentu ma teoretycznie 30 dni na zajęcie stanowiska w tej sprawie, jednak poprzedni dezyderat pokazał, że premiera nie interesują przepisy i na odpowiedź trzeba czekać grubo ponad pół roku.

Drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany i opinia merytoryczna

Dotarliśmy także do dokumentu „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek„, w którym czytamy np., że:

„W nawiązaniu do doświadczeń państw, w których zalegalizowano, zdepenalizowano lub zdekryminalizowano marihuanę – na które również zwrócił uwagę wnoszący petycję – można stwierdzić, iż legalizacja pozwala rządom przywrócić kontrolę nad wymykającym się spod kontroli rynkiem narkotykowym. Może się ona również przyczynić się do zmniejszenia szkód spowodowanych represyjną polityką narkotykową.”

-dokładnie tak, w opinii padają słowa o „przywróceniu kontroli” czy „szkodach spowodowanych represyjną polityką narkotykową” – co należy uznać za dość konkretną krytykę obecnego prawa obowiązującego w naszym kraju.

W opinii czytamy także:

„Analiza doświadczeń innych państw może pomóc wskazać nie tylko konsekwencje legalizacji marihuany, ale również konsekwencje dekryminalizacji lub
depenalizacji jej posiadania. Mianowicie doświadczenia takich państw, jak Czechy, Niemcy, Portugalia czy Holandia pokazują, iż dekryminalizacja posiadania narkotyków (nie tylko marihuany) może przyczynić się do ograniczenia negatywnych skutków zdrowotnych używania substancji psychoaktywnych.”

Zaskakujący jest też fakt, iż we wspomnianej opinii omawiany jest art. 62a Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii, który umożliwia umorzenie postępowania w przypadku posiadania niewielkiej ilości marihuany na własny użytek i to w jego negatywnym kontekście czyli niejasności przepisów i  nabijania policyjnych statystyk:

„W piśmiennictwie wskazuje się, że mimo iż rozwiązanie prawne zaproponowane w art. 62a u.p.n. jest „krokiem w dobrym kierunku”, to jednak ma ono dość liczne wady.  Wśród tych najczęściej podkreślanych wymienić należy m.in.: pozostawienie organowi swobody w stosowaniu tego przepisu, niejasna relacja między wprowadzonym za jego pośrednictwem umorzeniem a umorzeniem wynikającym ze znikomej społecznej szkodliwości czynu oraz trudności z wykładnią znamienia ilościowego (posiadanych środków lub substancji) określającego, czy w danym przypadku sprawca może zostać potraktowany łagodnie.(…)

Jak pokazują badania naukowe przeprowadzane na przestrzeni 10 lat obowiązywania art. 62a u.p.n. (tj. w latach 2011-2021), zarówno fakultatywny
charakter tego przepisu, jak i wątpliwości związane z jego interpretowaniem oraz stosowaniem przyczyniły się do tego, iż przepis ten nadal nie jest wykorzystywany w stopniu zadowalającym, tj. w stopniu, który pozwalałby na niwelowanie wskazanych wcześniej szkód społecznych i ekonomicznych związanych z obowiązywaniem przestępstwa określonego w art. 62 u.p.n. Zdaniem autorów raportu „Karanie za posiadanie narkotyków”, innym niż trudności interpretacyjne bardzo istotnym powodem, dla którego przepis art.62a u.p.n. nie cieszy się wystarczającą „popularnością” wśród organów procesowych jest presja ze strony przełożonych oraz związana z nią chęć wykazywania się odpowiednimi wynikami statystycznymi.

Cały dokument „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek” znajdziesz T U T A J

Czy drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany podzieli losy pierwszej inicjatywy? Poinformujemy gdy tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama

Atak agresji po marihuanie? Kamiennogórscy policjanci interweniowali pod koniec grudnia na jednej ze stacji paliw, gdzie agresywny mężczyzna demolował drzwi toalety. 34-letni mieszkaniec Kamiennej Góry przyjechał na miejsce samochodem, w którym funkcjonariusze znaleźli marihuanę. Tester narkotykowy wykazał metabolity THC w organizmie w związku z czym media natychmiast uznały, że agresja powodowana była właśnie ziołem. Oto więcej informacji.

Reklama

Sytuacja miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, w nocy z 27 na 28 grudnia, tuż przed godziną 2.00. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze otrzymał zgłoszenie od świadków, którzy informowali o pobudzonym i agresywnym mężczyźnie niszczącym drzwi toalety na terenie stacji paliw.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali 34-latka, który nie potrafił logicznie wytłumaczyć swojego zachowania ani wskazać przyczyny agresji. Mężczyzna był natomiast wyraźnie pobudzony, jego wypowiedzi były nielogiczne, a do tego zachowywał się irracjonalnie, co wzbudziło podejrzenia policjantów, że może znajdować się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.

W trakcie interwencji ustalono, że mężczyzna przyjechał na stację paliw samochodem. Podczas sprawdzania pojazdu mundurowi wyczuli charakterystyczny zapach marihuany. Po chwili ujawnili kilka gramów konopi indyjskich.

Badanie alkomatem wykazało, że 34-latek nie znajdował się pod wpływem alkoholu, jednak tester narkotykowy potwierdził obecność THC w jego ślinie.

Mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem zniszczenia mienia, posiadania narkotyków oraz podejrzenia kierowania pojazdem mechanicznym pod wpływem środków odurzających. Został także poddany badaniu krwi, które pozwoli określić dokładną zawartość środków odurzających w jego organizmie. Za popełnione czyny 34-latkowi grozi kara od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Policjanci prowadzą dalsze czynności w tej sprawie.

Media natomiast po raz kolejny się ośmieszyły informując, że za atak agresji u zatrzymanego, odpowiadała marihuana. Jedynie dlatego, że wykryto jej ślady w organizmie zatrzymanego. Jednak atak agresji po marihuanie jest raczej niemożliwy ponieważ nie jest ona stymulantem, który powoduje takie zachowanie.

Niestety część społeczeństwa uwierzy w to, że tak właśnie zachowują się ludzie po marihuanie.

Jednak takie irracjonalne zachowanie i ataki agresji wskazują j na tzw. nowe substancje odurzające nazywane dopalaczami, a nie marihuanę, którą wykryto przy okazji. Niestety większość testów ich nie wykrywa, albo wykrywa tylko część. A tych substancji jest od groma.

Po marihuanie 34-latek mógłby co najwyżej przypuścić atak na regał ze słodyczami lub napojami. 

Reklama

Po raz kolejny wybrano najlepsze Coffeeshopy w Amsterdamie, ale to nie wszystko. Wybrano też najlepsze odmiany, najlepsze ekstrakty czy hasz, a do tego np. najlepsze konopne przekąski, a także najlepszą oraz najbardziej fachową obsługę czy najlepszy coffeeshop poza Amsterdamem. Które lokale i odmiany zostały nagrodzone w plebiscycie? Które miejsce wybrano jako najlepsze w ubiegłym roku? Oto jak się prezentują wyniki ACA 2025.

Reklama

Najlepsze Coffeeshopy w Amsterdamie w 2025 czyli wyniki Amsterdam Coffeeshop Awards

Holandia, a przede wszystkim Amsterdam to miejsce, gdzie kultura konopna rozwijała się przez ostatnie pięć dekad. Pod koniec lat ’80, jeden z redaktorów magazynu High Times przeniósł się do Amsterdamu gdzie zorganizował pierwszy Cannabis Cup – wydarzenie już legendarne, a w latach ’90 owiane nutą mistycyzmu legalności zioła, dla wszystkich, którzy przybywali do Holandii po raz pierwszy. 

Dziś mamy zupełnie inne czasy, a wydarzeń skupionych na marihuanie jest coraz więcej. Jednym z nich jest wydarzenie organizowane od 2021 – Amsterdam Coffeeshops Awards.

Plebiscyt podzielony jest na dwie sekcje, w których obowiązują odrębne metody oceny:

  • Consumer Choice – czyli wybór konsumentów, głosy są przyznawane w głosowaniu publicznym, do którego zapisać może się każdy.
  • Industry Awards – 25-osobowe jury branżowe, przez tydzień degustuje i ocenia zgłoszone do konkursu kwiaty, haszysz, pre-rollsy, produkty spożywcze, i koncentraty. Każdy produkt jest niezależnie oceniany w ślepym teście smaku, bez podawania marki ani informacji identyfikacyjnych sędziom, co gwarantuje, że oceny koncentrują się wyłącznie na jakości. Te dwa podejścia odzwierciedlają zarówno preferencje społeczności, jak i standardy uznawane przez branżowych ekspertów.

Gala wręczenia nagród odbyła się na Docks 1, statku wycieczkowym przyjaznym dla palaczy i największym pływającym lokalu w Amsterdamie. Według Russella D., dyrektora ds. marketingu Amsterdam Coffee Shop Awards, na pokładzie statku znajdowało się łącznie 200 ekspertów z branży konopi.

Najlepsze coffeeshopy w Amsterdamie w 2025 – wyniki

Oto wyniki kategorii Consumers Choice (wybór konsumentów):

Reklama
  • Coffeeshop Roku 2025: Barney’s Coffeeshop : Barney’s zdobył tytuł drugi rok z rzędu, stając się pierwszym coffeeshopem, który otrzymał to wyróżnienie w historii nagród. Stali klienci często wskazują na te same aspekty: personel, który traktuje gościnność jako umiejętność, menu, które ewoluuje, nie ulegając modom, oraz genetykę, która niezmiennie przyciąga uwagę całego świata.
  • Sprzedawca Roku: Lily w Barney’s Coffeeshop : Lily w prosty sposób wyjaśnia działanie produktów i udziela sprawdzonych porad, zyskując sobie przy tym duże uznanie wśród stałych klientów.
  • Najbardziej kompetentny personel: Balou : Personel coffeeshopu Balou znany jest z jasnych i merytorycznych wyjaśnień, a pracujący tam Riccardo chwalony jest za łatwą komunikację.
  • Twórca treści roku: Corax Dewai : Corax w szczerych relacjach z codziennego życia coffeeshopów znajduje pozytywny oddźwięk wśród lokalnych i internetowych odbiorców.
  • Najlepsze menu: Barney’s Coffeeshop : Wg jury, menu Barney’s pozostaje jednym z najlepiej skomponowanych w mieście. Asortyment zmienia się na tyle często, że pozostaje aktualny, nie rezygnując z uwielbianych klasyków. Takie podejście sprawia, że ​​menu jest spójne i nie przytłaczające.
  • Najlepsza wystawa sztuki w coffeeshopie: „Wielka historia konopi”, Mossy Giant @ De Kade : Wystawa łączyła ilustracje z odniesieniami kulturowymi, tworząc wizualną oś czasu historii konopi. Przyciągała uwagę, angażując publiczność i nie sprawiając wrażenia eksponatu muzealnego.
  • Najlepsza kawiarnia typu lounge: Prix d’Ami : ​​Prix d’Ami oferuje zróżnicowane przestrzenie lounge, które pomimo swoich rozmiarów utrzymują spójną, przyjazną atmosferę.
  • Najlepsza kawiarnia na świeżym powietrzu: Katsu : Taras Katsu w De Pijp pozostaje ulubionym miejscem. Przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów, oferując ustronne, relaksujące miejsce z dala od ruchliwych stref turystycznych.
  • Najlepsza kawiarnia poza Amsterdamem: Hunter’s Zandvoort : Hunter’s Zandvoort przenosi styl marki w zupełnie inne miejsce: na wybrzeże. 40. rocznica istnienia kawiarni dodatkowo podkreśliła wagę tego zwycięstwa.
  • Najlepszy lokal dla palaczy: Barney’s Uptown : W Barney’s Uptown panuje przytulna i przyjazna atmosfera, z chwalonymi miejscami do siedzenia, drinkami i dyskretnymi setami DJ-skimi.
  • Najlepsza marka CBD: Mystery Bees : Małe partie, proste podejście i spójne, czyste smaki zapewniły marce Mystery Bees uznanie wśród głosujących.
  • Najlepsze wydarzeń lub atrakcje: Buddha Lounge Boat : Buddha Lounge Boat oferuje powolny, malowniczy rejs po miejskich kanałach wodnych. Nieustannie przyciąga osoby poszukujące relaksującej, pływającej alternatywy dla wizyt w kawiarniach na lądzie.

A tak prezentowały się wybory najlepszych odmian w Amsterdamie w kategorii Industry Awards:

Sativa

  • 1. Jus D’Orange (The Old Church Coffeeshop)
  • 2.: Mimosa (7th Heaven Coffeeshop) 
  • 3: B45 (Cream Pheno) (THC Turbine Coffeeshop) 

Haze

  • 1.: G13 Haze (Coffeeshop Blue Sea) 
  • 2.: Super Silver Haze (Coffeeshop Central) 
  • 3.: Amnesia (Coffeeshop 7th Heaven)

Indica

  • 1.: Uncle Snoop (Coffeeshop Barney’s)
  • 2.: Black Cherry Gelato (Coffeeshop Hunter’s)
  • 3.: Dark Matter (Coffeeshop The Old Church)

Hybrydowy

  • 1.: Baker’s Man (Coffeeshop Relax) 
  • 2: Super Boof (Coffeeshop Hunter’s) 
  • 3.: Zillions (Coffeeshop Barney’s)

Tradycyjny hasz

  • 1.: Zero Zero (Coffeeshop Relax) 
  • 2.: Szampan (Coffeeshop 7th Heaven) 
  • 3.: Glumosa (Coffeeshop Central) 

Dry sift hash

  • 1.: Forbidden Fruit × Fruit Joy (Coffeeshop The Old Church) 
  • 2.: Painkiller (Coffeeshop Relax) 
  • 3.: K1 (Coffeeshop Reefer)

Ice hash

  • 1.: Grape Gas WPFF (Coffeeshop Terps Army)
  • 2.: Hawaï WPFF (hashtag kawiarni) 
  • 3.: RS11 Piatella (Coffeeshop Terps Army)

Live rosin

  • 1.: Grape Gas (Coffeeshop Terps Army)
  • 2. Oishii (Zielone Złoto)
  • 3.: Banana Punch (Coffeeshop 7th Heaven)

Premium Pre-roll

  • 1.: Heavenly Beltz Donut (Coffeeshop 7th Heaven)
  • 2.: Gelato 33 Hash Hole (Coffeeshop Balou) 
  • 3.: #thegasbomb Donut (Coffeeshop Hashtag) 

CBD

  • 1.: Lemon Cherry CBD (Coffeeshop Relax) 

23-latek palił marihuanę w pociągu, co niestety skończyło się użyciem środków przymusu bezpośredniego przez funkcjonariuszy i wyprowadzeniem go w kajdankach. W ostatnim czasie funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei prowadzą intensywne działania pod kryptonimem „Tory 2025”. Akcja realizowana jest w pociągach dalekobieżnych i na terenach kolejowych i ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa podróżnych. Oprócz SOK w pociągach można obecnie trafić także na policję kryminalną po cywilnemu, dlatego palenie zioła w pociągu to raczej średni pomysł. 

Reklama

23-latek palił marihuanę w pociągu, został wyprowadzony siłą

Podczas standardowych w ostatnim czasie działań, mundurowi zatrzymali 23-letniego pasażera podróżującego pociągiem relacji Szczecin Główny – Wilno.

Mężczyzna palił marihuanę w trakcie jazdy, czym naruszał porządek i bezpieczeństwo innych pasażerów.

-poinformowały służby

Swoją drogą, zawsze mnie zastanawia, jakie zagrożenie dla innych pasażerów niesie za sobą palenie marihuany, o którym czyta się zawsze w przypadku takich sytuacji. 

Podczas zatrzymania podróżny nie wyraził chęci rozmowy z mundurowymi.  Ze względu na agresywne zachowanie 23-latka funkcjonariusze SOK zmuszeni byli użyć środków przymusu bezpośredniego, w tym siły fizycznej oraz kajdanek.

Po zatrzymaniu mieszkaniec powiatu choszczeńskiego został przekazany funkcjonariuszom Komendy Powiatowej Policji we Wrześni, którzy przejęli dalsze czynności w sprawie.

W trakcie interwencji funkcjonariusze ujawnili przy nim także foliowy woreczek z marihuaną. 

Wielu użytkowników zioła uważa, że pociąg to miejsce, gdzie ciężko spotkać np. policję, o policji kryminalnej po cywilnemu nie wspominając.

Jednak w związku z ostatnimi wydarzeniami na kolei, na terenach PKP oraz w samych pociągach lokalnych jak i dalekobieżnych pojawia się znacznie więcej służb niż do tej pory.

Reklama

„Nie ma medycznej marihuany, to jedno z największych łgarstw.” „To konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana.” M.in. takie bzdury wygadywał ostatnio prof. Jędrzejko, który był gościem popularnego podcastu. Jest to bardzo ciekawy przypadek, ponieważ prof. Jędrzejko od wielu lat jest przeciwnikiem dekryminalizacji marihuany, a mimo to kompletnie nie ma pojęcia czym ona jest i przez ostatnie lata nawet tego nie sprawdził. Ten człowiek myśli, że farmaceuci sprzedają lecznicze kannabinoidy, czyli nie ma podstawowej wiedzy, wręcz bredzi, a mimo to jest zapraszany do opiniotwórczych audycji i podcastów, w których wprowadza setki tysięcy ludzi w błąd. Od wielu lat wmawia też ludziom, że zaczyna się od zioła, a kończy na heroinie.

Reklama

Prof. Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany, to konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana

Cyprian Majcher zaprosił do rozmowy prof. Mariusza Jędrzejko, który od wielu lat jest zdecydowanym przeciwnikiem marihuany i jej dekryminalizacji.

Jest to człowiek, który od lat powtarza twierdzenia, które zostały naukowo obalone i nikt już ich nie używa jako argumentów. Prawie nikt.

Jędrzejko straszy tym, że marihuana to wstęp do twardych narkotyków i heroiny i innymi mitami w czasów głębokiej prohibicji w konopnej w USA. To samo tyczy się braku motywacji u osób używających marihuany, jest to kolejne powtarzane przez Jędrzejko kłamstw, które zostało obalone m.in. przez naukowców z Cambridge, pisaliśmy o tym T U T A J

Prof.Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany

Teraz prof. Jędrzejko został zaproszony do podcastu Cypriana Majchera, który w pewnym momencie zapytał swojego rozmówce o medyczna marihuanę.

Stop, nie ma leczniczej marihuany. To jest jedno z wielkich łgarstw nakręcone milionowymi przekazami. Otóż lecznicze są kannabinoidy. Konopie indyjskie, bo nie marihuana, tylko konopie indyjskie, zawierają ich kilkadziesiąt i rzeczywiście kilka z nich ma znaczenie terapeutyczne

-powiedział prof. Jędrzejko w rozmowie z Cyprianem Majcherem

To zdanie jest tak głupie i nieprawdziwe, że nie wiem od czego zacząć, a przede wszystkim, skąd człowiek z tytułem profesorskim ma tak nieprawdziwe informacje i na dodatek mówi takie rzeczy publicznie, co jasno wskazuje, że nawet nie wie o czym się wypowiada, a o marihuanie nie przeczytał kompletnie nic, za to bardzo chętnie się na jej temat zabiera głos i zawsze jest to głos negatywny.

Ciekawe jaka będzie reakcja profesora, gdy kiedyś przypadkiem dowie się, że marihuana to ususzone kwiaty konopi indyjskich, a medyczna marihuana to kwiaty konopi indyjskich uprawiane w określony sposób, ale to nadal marihuana.

Mało tego, wyizolowane kannabinoidy wykazują o wiele słabsze działanie terapeutyczne niż marihuana, wbrew temu co bredzi Jędrzejko.

waporyzatory hero
-reklama-

Marihuana działa dzięki synergii kannabinoidów, terpenów oraz innych związków zawartych w konopiach i już jakiś czas temu udowodniono, że to właśnie efekt otoczenia (efekt entourage) czyli współgranie ze sobą wszystkich zawartych w roślinie związków – daje najlepsze efekty terapeutyczne.

A w aptekach nie sprzedają wyizolowanych kannabinoidów, skąd w ogóle taka informacja tego nie wiadomo. W aptekach sprzedają marihuanę wyprodukowaną w standardzie farmaceutycznym.

Ciekawe czy prof. Jędrzejko kiedyś, także publicznie, wycofa się z tych bredni i przeprosi, wypowiedź profesora o konopiach poniżej:

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.