Ostatnie wpisy

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie podziały się środki w wysokości 3,5 miliona złotych zebrane w trakcie zbiórki publicznej LiRoyal? Czy możemy mówić o największym polskim przekręcie opartym o konopie? Dziś przyjrzymy się tematowi, który rozpala branże konopi od środka już od dość dawna. Niestety wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z największym oszustwem w polskiej branży konopnej. O komentarz i wyjaśnienie kilki kwestii poprosiliśmy także Liroya, który się do sprawy odniósł. Oto więcej informacji.

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal S.A. poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawnych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Piotr Liroy Marzec to postać, której przedstawiać nie trzeba. Jeden z pionierów kultury Hip-Hopowej w naszym kraju. Liroy jest dzisiaj legendą i bez dwóch zdań na to zasłużył.

Jakiś czas po tym gdy z mikrofonem spotykał się coraz rzadziej – został posłem na Sejm RP z ramienia KUKIZ’15.

Już jako polityk, był też jedną z osób, które kojarzone są z zalegalizowaniem medycznej marihuany w naszym kraju.

Nie stronił też od show-biznesu. W marcu 2022 r. ruszył program emitowany w telewizji TVN „Przez Atlantyk”, w którym polskie tzw. gwiazd przepływały Ocean Atlantycki na pokładzie żaglowca.

Lata 2019 – 2022 to boom na konopie włókniste, a dokładniej susz CBD. Konopie CBD stały się w tym okresie bardzo popularne, a jeszcze popularniejsze stało się zakładanie nowych firm związanych z konopiami, których w naszym kraju było w pewnym momencie blisko tysiąc.

Boom na konopie i produkty CBD postanowił wykorzystać także Piotr Liroy Marzec, który współpracując z Maciejem Sagalem oraz Patrykiem Działdowskim powołali spółkę LiRoyal, mającą się zajmować się produkcją produktów konopnych klasy premium –  jak sami je opisywali.

Crowdfunding LiRoyal i zebrane 3,5 z planowanych 4,5 milionów zł

w 2021 roku Liroy ogłosił, że w czerwcu uruchomi publiczną emisję akcji LiRoyal, w ramach której planuje zebrać 4,5 miliona złotych. Środki te miały być przeznaczane na rozwój marki LiRoyal, która miała podbijać nie tylko Polski ale także Europejskie rynki, a szczególnie akcentowany był rynek Niemiecki. Plany wyglądały ambitnie, a ludzie ufali Liroyowi – w końcu muzycznej legendzie i byłemu posłowi na Sejm RP można zaufać. Prawda?

Jednak zaraz po ogłoszeniu planowanej na 2 czerwca emisji akcji LiRoyal – zaczęło robić się dziwnie i bardzo podejrzanie. Nagle Piotr Liroy-Marzec zaczął kłamać na potęgę i wprowadzać potencjalnych inwestorów w błąd, jednak kłamstwa te mógł wyłapać jedynie ktoś, kto branże konopi zna na wylot – zwykły miłośnik konopi chcący zainwestować w LiRoyal był z pewnością pod wrażeniem.

W czym dokładnie rzecz? Chodzi o to, że przez cały miesiąc poprzedzający emisję akcji LiRoyal, Liroy jeździł po różnych lokalizacjach i obiektach nagrywając z nich materiały i robiąc relacje na żywo, z których wynikało, że Liroy jest u siebie, pokazuje swoje lokalizacje i obiekty czy uprawy, które jak mówił na nagraniach – będą rozwijane z pieniędzy zebranych w trakcie emisji akcji zaplanowanej na 2 czerwca 2021.

Jednak prawda jest taka, że bohater tego tekstu odwiedzał różne lokalizacje, z którymi kompletnie nic go nie łączyło, często prywatnie korzystając z czyjejś gościnności. Odwiedzając cudze obiekty nagrywał na nich materiały, na których twierdził, że jest na obiektach, które będą rozwijane ze środków zebranych w crowdfundingu, mimo tego, że nie miał z nimi kompletnie nic wspólnego. Jednym z takich przypadków była np. wizyta Liroya u Macieja Pawłowskiego – znanego działacza i aktywisty konopnego, a także twórcy projektu „Wioska Konopna”.

Liroy przyjechał do nas zupełnie prywatnie. Gdy skończyliśmy oprowadzać go po naszym terenie i opowiedzieliśmy o najbliższych planach związanych z naszą Wioską – Liroy wyciągnął telefon i rozpoczął relację na żywo na swoje social media. Ku naszemu zdziwieniu, Piotrek zaczął w trakcie relacji pokazywać teren dookoła i opowiadał jak to z zebranych środków będzie się tu wszystko rozwijało. Było to oczywiście kłamstwo bo Piotr z naszym projektem nigdy nie miał nic wspólnego.

– mówi nam Maciej Pawłowski.

Liroy takich materiałów, nie mających nic wspólnego z prawdą – opublikował kilka. Natomiast już po zakończeniu emisji akcji, aby podtrzymywać mit LiRoyal – robił to nadal. Przykładem jest m.in. materiał poniżej, który do dzisiaj można znaleźć na IG Liroya. Na nagraniu Piotr opowiada o wyjątkowości swoich produktów CBD, które powstają z roślin będącymi ich „dziećmi”, które potem przetwarzają w swojej fabryce. „To są nasze dzieci” – mówi stojąc na uprawie konopi.

Tylko, że to wszystko kłamstwo – obiekt, nie którym znajduje się Liroy nie jest z nim w żaden sposób związany, on tam był gościem! 

A tutaj zdjęcia z tego samego obiektu z roślinami oraz bez nich, niestety, ale znam ten obiekt, wiem do kogo należy i wiem, że wideo Liroya z uprawy to kłmastwo. Niestety mało kto zna branże konopi tak bardzo na wylot jak np. ja dlatego nikt tego nawet nie zauważył:

liroy oszukał

liroy oszukał

Zwróćcie uwagę na słupki oraz rury zawinięte z lewej stronie na ścianie, a także na rysę na wysokości końca słupków, dokładnie to samo widzimy w tle wideo nagranego przez Liroya na rzekomo swoim obiekcie ze swoimi „dziećmi.

Wszystko co opowiadał Liroy na temat swojej spółki i planowanych działań LiRoyal – było, jak widać, wyreżyserowanym kłamstwem.

Czy Liroy oszukał inwestorów? Emisja akcji i wycena spółki

Po nieco ponad miesiącu tej co najmniej dziwnej kampanii Liroya, przyszedł czas uruchomienia emisji akcji LiRoyal S.A. – i zaczęło robić się jeszcze dziwniej. W jej dniu, tj. 2.06.2021 portal crowdnews.pl napisał w artykule „Emisja akcji LIROYAL.pl, to nie mogło mi się spodobać” o emisji Liroya:

LIROYAL.pl to „konopna” spółka, którą swoim nazwiskiem firmuje Piotr Liroy-Marzec. Przyznam, że mam zastrzeżenia do sposobu, w jaki oferta się rozpoczęła. Dokument ofertowy nie został wcześniej udostępniony publicznie dla wszystkich. Spowodowało to, że znaczna część inwestorów złożyła zapis na akcje nie zaglądając nawet do tak ważnego dokumentu.

Czym jest wspomniany „dokument ofertowy”?

Jest to prospekt emisyjny lub memorandum informacyjne. Jest to kluczowy dokument, który zawiera szczegółowe informacje o spółce planującej emisję akcji, w tym o jej sytuacji finansowej, działalności, planach rozwojowych oraz ryzykach związanych z inwestycją. Jest to nieodłączny element publicznej emisji akcji i ma na celu dostarczenie potencjalnym inwestorom rzetelnych i kompleksowych danych, które pozwolą im podjąć świadomą decyzję o zakupie lub rezygnacji z zakupu akcji danego podmiotu.

Nabywcy akcji LiRoyal nie mieli możliwości zapoznania się z tym dokumentem gdyż zwyczajnie takowego nie było.

Eksperci inwestycyjni sugerują, że emitent liczył na osoby niedoświadczone w zakresie inwestycji, które czym prędzej kupią pakiet akcji zaraz po uruchomieniu ich emisji tylko dlatego, że uwierzyły w Liroya i uwierzyły Liroyowi na słowo. Zaufali mu i powierzyli swoje pieniądze.

Piotr Liroy-Marzec wprost zasugerował, że zainteresowanie ofertą może być tak duże, że dostępne akcje szybko się skończą. Nic dziwnego, że ci mniej doświadczeni inwestorzy rzucili się do zakupu nie poznając nawet szczegółów emisji i blokując serwer platformy crowdfundingowej.”

-czytamy na crowdnews.pl, którego rekomendacja inwestycyjna w tym przypadku brzmiała – „trzymać się jak najdalej”

Ale to jeszcze nic! Patrząc na historię powstania oraz wyceny spółki LiRoyal.pl, odrazu powinna zapalać się czerwona lampka u potencjalnych inwestorów.

W kwietniu 2021 r. powołano do życia spółkę Global-Hempire.com SA. Akcjonariusze objęli 200 tysięcy akcji po 1 zł. Kapitał założycielski tej firmy ustalono zatem na 200 tysięcy złotych. Największym inwestorem została firma HubBurger.com GmbH, w której Piotr Liroy-Marzec i Maciej Sagal posiadają po 50% udziałów.

Tydzień później (będąc jeszcze w organizacji) Global-Hempire.com SA powołuje kolejny podmiot – LIROYAL.pl. Założyciel objął 1 milion akcji po 10 groszy. W tym przypadku kapitał założycielski wyniósł zatem 100 tysięcy złotych. Formalnego wpisu do KRS dokonano 20 maja. I tu robi się naprawdę grubo – już dzień później odbyło się walne zgromadzenie, które uchwaliło nową cenę akcji. Chodziło o ofertę LiRoyal, w której cenę emisyjną ustalono na… 45 złotych za akcję.

Dokładnie tak, panowie sobie po prostu usiedli i bez żadnych podstaw stwierdzili, że od teraz ich spółka nie jest warta 100 tysięcy lecz… 45 milionów złotych!

Koniec emisji akcji LiRoyal.pl – na co wydano zebrane środki?

Z planowanych 4,5 miliona – zebrano 3,5 miliona złotych.

Czy po zebraniu środków od akcjonariuszy Liroy, Maciej Sagal oraz Patry Działdowski ruszyli na podbój konopnego rynku w Polsce i na świecie?

Niestety nie. Przez kilka miesięcy utrzymywano pozory, że wszystko jest ok.

W pierwszym kwartale 2022 Liroy chwalił się, że LiRoyal zamknie rok z zyskiem 50 milionów złotych. Zysku! nie przychodu czy obrotu, 50 milionów zysku!

Gdy Liroy podał tę informację publicznie – media od Pudelka po Money.pl rozpisywały się jaką to żyłą złota jest jego biznes konopny. Oczywiście 50 milionów było wymyślone, nie istnieje też żadne sprawozdanie finansowe, które miałoby to potwierdzić. Zresztą LiRoyal nigdy nie złożył żadnego sprawozdania, które są w tym przypadku wymagane prawem. 

31 maja 2022 roku we WPROST Biznes ukazał się wywiad z Liroyem, gdzie opowiadał o swoim biznesie, a raczej planach, które tak na prawdę nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadał o gotowych sklepach na rynki zagraniczne (UK i Niemcy) oraz innych sukcesach, której jednak nigdy nie doszły do skutku.

LiRoyal początkowo wypuścił niewielkie partie produktów. Były to susze opisywane jako premium mimo tego, że były m.in opryskiwane terpenami – czym zresztą się chwalił Liroy nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że to wyklucza produkt z kategorii premium. Inna sprawa jest taka, że Liroy tak naprawdę ma bardzo małe pojęcie o konopiach co udowodnił wielokrotnie w różnych wywiadach. Na jednym z nich nawet się upierał, że jeżeli podgrzejemy CBD to ono przekształci się w THC.

Od lata 2022 Liroy mówił już o LiRoyal coraz mniej.

W sieci zaczęły się pojawiać grupy osób, które nabyły akcje LiRoyal i twierdzą, że Liroy ich oszukał, w branży konopnej dominowała narracja, że to od początku nie trzymało się kupy. Ludzie organizują się w celu składania pozwów zbiorowych, niektóre postępowania przeciwko Liroyowi i Maciejowi Sagalowi są w toku (o nich za chwilę).

Z uzyskanych przeze mnie informacji od byłego wspólnika Liroya wynika, że po zamknięciu emisji akcji spółka wyprodukowała partie wspomnianego suszu, partie olejków CBD i CBG oraz prażonych nasion, uruchomiła i opłaciła niewielkie działania marketingowe. Reszta środków natomiast po kilku tygodniach została wypłacona z konta i… no właśnie nie wiadomo co się z tymi pieniędzmi stało.

Co ciekawe, były wspólnik Liroya, aby odzyskać zainwestowane środki i poniesione koszty – musiał podpisać zobowiązanie prawne, że nie będzie się publicznie wypowiadał na temat spółki. Jednak jak sam przyznał – jeżeli zostanie o to zapytany przed sądem – wtedy będzie mógł, a wręcz będzie zobowiązany do wyjawienia wszystkich informacji w tej sprawie.

Ludzie, którzy zainwestowali w LiRoyal.pl do dziś nie mają żadnych informacji związanych ze spółką, nigdy nie pojawił się żaden komunikat spółki, żadne sprawozdanie finansowe – co jest złamaniem prawa. W mailach do naszej redakcji czytamy:

Witam, nazywam się Bartek (nazwisko ukryte)  i zostałem oszukany przez Liroyal na 15k złotych. Patryk Działkowski mnie do tego namówił żebym zakupił akcje w bestfund 

Osób oszukanych na kwoty kilkunastu tysięcy jest bardzo wiele, ale są też oszukani na wiele większe kwoty:

Zainwestowałem 5500,00zl 
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych informacji dotyczących kondycji spółki. 
Mało tego, ja do dziś nie zostałem nawet wpisany do rejestru akcjonariuszy spółki. Pisałem wielokrotnie do Sagala, który mi obiecywał, że lada dzień zostanę dopisany. Byłem osobiście w domu maklerskim, z którym Liroyal miał umowę i oni rozkładali ręce, bo mówili że im spółka nie wysłała wszystkich dokumentów i także są oburzeni postawa firmy. Mam na to screenie z komunikatora. Oczywiście, nie dotrzymał słowa. Sytuacja jest żenująca. 
Zamierzam zgłosić to do prokuratury.

-pisze do nas kolejny inwestor Liroya

Jednym z niewielu realnych działań realizowanych przez Liroya, tym razem pod szyldem HubBurger była sieć 50-ciu automatów vendingowych rozlokowanych na stacjach benzynowych Stat Oil. Jednak maszyny te dość szybko zniknęły. Biznes w tym przypadku polegał na tym, że oprócz produktów własnych (susze i olejki LiRoyal) sprzedawali produkty podmiotów, które im zapłaciły za miejsce w maszynach. No i tu tez sytuacja wygląda nieciekawie, napisał do nas jeden z kontrahentów Liroya i Macieja Sagala informując, że temat maszyn też był oszustwem:

Co na to wszystko Liroy?

O wszystko to zapytałem Liroya, który odniósł się do sprawy, jednak jego wyjaśnienia są co najmniej dziwne.

1)  Z czego wynikał fakt, że w okresie bezpośrednio przed planowaną emisją akcji LiRoyal publikowałeś treści video, nagrane na obiektach, z którymi zupełnie nie miałeś nic wspólnego, a na których opowiadałeś, że jesteś na swoich obiektach, które będziesz rozwijał z pozyskanych środków w ramach emisji akcji LiRoyal.

Nagrania realizowaliśmy w obiektach partnera, w których faktycznie wytwarzano produkty sygnowane naszą marką.
W materiałach promocyjnych wyraźnie informowaliśmy, że to obiekty partnerskie, a przedstawiciel tego partnera na nagraniu opowiadał o naszej współpracy. Celem było pokazanie realnego zaplecza, z którego korzystaliśmy i które planowaliśmy rozszerzać po emisji. Nie przedstawiałem tych miejsc jako prawnie należących do spółki; intencją było zilustrowanie modelu działania i standardów jakości w ramach współpracy.

Na 5 materiałów wideo 4 były zrealizowane na obiektach gdzie Liroy był jedynie gościem, co wykazane zostało już wcześniej. Natomiast faktycznie, jeden z materiałów nagrany był w zakładzie przetwórczym Green Lanes należącym do Patryka Działdowskiego – wspólnika w LiRoyal. Ten jeden materiał faktycznie przedstawiał obiekt, który był w jakiś sposób związany z marką LiRoyal. Natomiast cała reszta materiałów była celowym wprowadzaniem w błąd.

2) Dlaczego nie składacie żadnych sprawozdań finansowych za ostatnie lata?

Spółka przeszła bardzo trudny okres operacyjny, wymagający reorganizacji i zabezpieczenia ciągłości działania. W tym czasie priorytetem była stabilizacja (m.in. po wycofaniu się kluczowego dystrybutora i związanym z tym zamrożeniem kapitału w towarze). Formalny proces sprawozdawczy jest porządkowany z doradcami – po zamknięciu prac zostaną przekazane właściwe dokumenty do rejestrów oraz udostępnione akcjonariuszom. Stawiam na rzetelność i kompletność danych, dlatego komunikuję wyniki po pełnym domknięciu procedur.

Przypominam tylko, że spółka akcyjna jest prawnie zobowiązana do składania corocznych sprawozdań do KRS, pierwszy raz pojawia się także motyw „dystrybutora, który się wycofał”, z którego wynika, że od kilku lat firma nie działa bo kiedyś wycofał im się ważny dystrybutor. Akcjonariusze od 3 lat nie otrzymali żadnych informacji.

3) Jaka jest obecnie sytuacja spółki LiRoyal?

Operacyjnie działamy, ale w trybie maksymalnej oszczędności. Po wycofaniu się dystrybutora ponieśliśmy koszty przygotowanych materiałów promocyjnych i produkcji; duża partia olejków oraz innych produktów zalega w magazynie, co ograniczyło płynność i wymusiło redukcję kosztów i etatów. Dodatkowo jedna z dostaw od partnera produkcyjnego była niepełnowartościowa – prowadzimy formalne działania, by sprawę wyprostować. Utrzymujemy sprzedaż (głównie online), otwieramy alternatywne kanały zbytu i rotujemy stanami magazynowymi. Osobiście dofinansowuję spółkę własnymi środkami, żeby zabezpieczyć ciągłość i czas potrzebny na odbudowę sprzedaży.

I tu robi się jeszcze ciekawiej. Po pierwsze, nie wolno sobie ot tak dofinansowywać spółki akcyjnej i o tym nikogo nie poinformować, jest to działanie niezgodne z prawem. Dofinansowywanie spółki akcyjnej to tzw. rozwadnianie akcji czyli de facto obniżanie ich ceny jednostkowej na czym oczywiście tracą inwestorzy. Jest to nic innego, jak zmniejszenie procentowego udziału poszczególnych posiadaczy akcji. Druga sprawa to przyznanie się do zalegającego towaru… który był wyprodukowany w latach 2021 /2022 i w przypadku np. olejków – są już dawno przeterminowane.

4) W necie są grupy na których są setki osób twierdzących, że zostali przez was oszukani – jak to skomentujesz?

Traktuję te emocje poważnie i z szacunkiem. Rozumiem rozczarowanie skalą i tempem rezultatów, natomiast kategorycznie podkreślam: celem nigdy nie było kogokolwiek wprowadzać w błąd. Środki inwestorów zostały zainwestowane w realne działania: produkcję, materiały, logistykę, zapasy, rozwój kanałów sprzedaży i komunikację. Projekt napotkał niezależne od nas przeszkody (m.in. wycofanie się dystrybutora, problemy jakościowe u dostawcy), co przełożyło się na wyniki i nastroje. Jestem otwarty na dialog i bieżące wyjaśnienia; wdrażamy regularną komunikację do akcjonariuszy oraz działania operacyjne ukierunkowane na upłynnienie zapasów i odbudowę sprzedaży.

W odpowiedzi Liroy pisze o działaniach takich jak produkcja, materiały, logistyka czy zapasy i rozwój kanałów sprzedaży. Tylko czemu, jeżeli byłaby to prawda, nic z tych rzeczy nigdy nie zostało zakomunikowane akcjonariuszom? Na chwile obecną w polskiej branży konopi, nikt z Liroyem nie zrobi żadnego interesu – to jest pewne i wiadome od 2023 r. Zatem o jakich działaniach mówi Liroy? 

5) Mieliście ambitne plany rozwoju marki LiRoyal na Polskim oraz zagranicznych rynkach z naciskiem na Niemcy. Możesz w skrócie powiedzieć jak wyglądało to faktycznie i czemu nie zrealizowaliście żadnego z przedstawianych inwestorom celów?

Plany były ambitne i jasno komunikowane – rozbudowa oferty, szeroka dystrybucja w kraju oraz wejście na rynki zagraniczne. Faktycznie zrealizowaliśmy część przygotowań (produkty, materiały, kontrakty, testy kanałów), natomiast realizację skali zakłóciły czynniki zewnętrzne i kontraktowe: nagłe wycofanie dystrybutora (co zamroziło kapitał w towarze i materiałach), problemy jakościowe po stronie jednego z dostawców, a także pogorszenie koniunktury i ostrożność rynku. W efekcie harmonogram uległ przesunięciu, a priorytetem stało się przetrwanie i stabilizacja w Polsce. Kierunki rozwoju pozostają aktualne, lecz są wdrażane etapami, adekwatnie do realnych zasobów i warunków.

No tak, wszystkiemu winny jest dystrybutor, który się wycofał, to wszystko wyjaśnia. Kilka milionów inwestorów wyparowało? Winny dystrybutor, który się wycofał. 

6) W marcu 2022 informowałeś, że rok fiskalny zamkniecie zyskiem 50 milionów złotych tymczasem nie istnieje żadne sprawozdanie finansowe, które by to potwierdzało, jak to skomentujesz?

Ta liczba była prognozą w oparciu o ówczesny pipeline, deklaracje partnerów i scenariusze rozwoju. Miała charakter aspiracyjny, a nie sprawozdawczy. Otoczenie rynkowe, decyzje kontrahentów i czynniki podażowo-popytowe zmieniły się istotnie wobec założeń tamtego okresu, co wpłynęło na realizację planów. Obecnie komunikuję wyniki wyłącznie w oparciu o finalne, kompletne dokumenty – po zakończeniu formalnych prac sprawozdawczych zostaną one przedstawione zgodnie z przepisami

Czyli, że informacje, które obiegły polski internet były tylko prognozą i miały charakter aspiracyjny? Przecież tę informację Liroy podał w marcu, kilka tygodni przed zamknięciem roku fiskalnego. A może chodziło zwyczajnie o podtrzymanie mitu i robienie dobrej miny do złej gry jak najdłużej? Piotr twierdzi, że obecnie komunikuje wyniki w oparciu o finalne dokumenty – tylko jest jeden problem, Liroy kompletnie nic nie komunikuje!

LiRoyal – Hub Burger – KingApp

Przez ostatnie miesiące zbierałem informacje do tego materiału i powiem tak – skala tego co się wydarzyło jest ogromna, setki osób twierdzą, że zostały oszukane na zakupie akcji LiRoyal.pl, ale to nie wszystko – jest też sporo podmiotów, które poniosły ogromne straty lub wręcz upadły na skutek współpracy z Liroyem i Maciejem Sagalem. Liroy i Sagal jako Hub Burger wyrządzili ogromną krzywdę konkretnym przedsiębiorcom ale też i całej branży konopi, na której wszystko to kładzie się cieniem. Wielokrotnie usłyszałem ostatnimi czasy, że LiRoyal to jedynie wierzchołek góry lodowej, a te 3,5 miliona złotych to nic przy stratach jakie spowodowała współpraca wielu z Hub Burger i KingAPP. Na kontach spółek od lat nie ma środków – wiem to m.in. od komorników. 

Panowie robią też wszystko, żeby nie można było znaleźć negatywnych informacji na temat ich lub ich spółek. A jak to zrobić skoro tak dużo osób zna prawdę i chcą odzyskać co stracili? A można np. zmienić nazwę podmiotu z KingApp na Alexander Solutions 2 i zmienić dres spółki, a następnie złożyć wniosek o upadłość. Tak też zrobiono, uzyskałem dokumenty sądowe, które to potwierdzają, mało tego, jeden z dokumentów mówi o odrzuceniu wniosku o upadłość, a drugi o wprowadzeniu do spółki nadzorcy sądowego – co oznacza najpewniej duże nieprawidłowości i działanie na niekorzyść spółki, co teraz wyjaśni sąd.

liroy oszukał inwestorów

liroy oszukał inwestorów

Sprawa od dawna jest w branży konopnej komentowana jednym słowem – wałek. Przez ostatnie miesiące odbyłem na ten temat ponad setkę rozmów i nikt, kompletnie nikt nie wypowiadał się pozytywnie na ten temat. Te rozmowy pokazały mi też jak rozległy jest ten temat, a dokładniej temat Hub Burgera i KingAPP, gdzie mówi się o spowodowaniu strat w branży konopi sięgających kilkunastu milionów złotych. Jednak tam mechanizmy były nieco bardziej złożone niż po prostu wyparowanie kilku milionów zebranych od inwestorów.  

W rozmowach ludzie są wściekli na Hub Burger, wielu twierdzi, że mózgiem całej operacji jest Maciej Sagal, a Liroy został przez niego wykorzystany. Niestety fakty świadczą inaczej, Liroy wie co jest grane i dalej w to oszustwo brnie. Wielu z różnych powodów nie chce się wypowiadać oficjalnie do mediów bo w są toku lub w trakcie przygotowywania ścieżki sądowej ,aby dojść swoich racji. Planujemy jeszcze jeden materiał w tej sprawie, który tym razem skupi się na właśnie kwestiach związanych z Hub Burgerem, a jest tego bardzo dużo. 

Jeżeli chcesz się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami na ten temat napisz do nas na teone@weednews.pl

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawniczych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Użytkownicy marihuany są niesłusznie karani za prowadzenie pojazdów pod wpływem – mówią wyniki najnowszych badań. Problemem, z którym nie poradził sobie jeszcze żaden rząd na świecie jest fakt traktowania konopi jak alkoholu. Jednak takie podejście nie znajduje poparcia w rzeczywistości ponieważ metabolity alkoholu w wydychanym powietrzu znajdują się jedynie gdy użytkownik jest pod wpływem, jest odurzony. W momencie gdy taka osoba wytrzeźwieje – metabolity alkoholu znikają. W przypadku zioła jest inaczej – jego metabolity utrzymują się w organizmie przez wiele dni od ostatniego spożycia, co oznacza, że taka osoba będąc zupełnie trzeźwym, w razie kontroli można zostać uznanym za kierowcę „pod wpływem” i stanąć przed sądem.

Użytkownicy marihuany są niesłusznie karani za prowadzenie pojazdów pod wpływem – wynika z badań

Ustawodawcy i organy regulacyjne w wielu państwach na całym świecie, których celem jest ograniczenie liczby kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem narkotyków, od dawna starają się zastosować strategię opartą o przestępstwa związane z alkoholem. Chodzi oczywiście o ustalenie czy kierowca jest trzeźwy co w przypadku alkoholu jest bardzo proste – poziom stężenia metabolitów oznacza poziom odurzenia, im ich liczba większa tym bardziej pijany jest kierowca. 

W przypadku marihuany stosowane są podobne wytyczne – także w Polsce. Oznacza to że jeżeli u badanego kierowcy zostaną wykryte metabolity marihuany – zostaje on oskarżony za prowadzenie pojazdu pod wpływem środków odurzających.

Tylko jest jeden fundamentalny problem – metabolity marihuany utrzymują się w organizmie nawet przez kilka tygodni od ostatniego spożycia. Oznacza to, że całkowicie trzeźwy kierowca może niesłusznie zostać oskarżonym o prowadzenie pod wpływem marihuany. 

Ustawodawcy i organy regulacyjne, których celem jest ograniczenie liczby kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem narkotyków, od dawna starają się zastosować strategię znaną ze ścigania sprawców przestępstw przeciwko alkoholowi: ustalenie limitu stężenia THC we krwi, po przekroczeniu którego kierowca jest uznawany za osobę pod wpływem, powszechnie określanego jako ilość „per se”.

Wielu regularnych użytkowników marihuany przekracza zerową tolerancję i stężenie THC w organizmie kilka dni po ostatnim użyciu, ryzykując konsekwencje prawne, mimo braku dowodów na upośledzenie

– stwierdzili autorzy badania, które opublikowano w naukowym czasopiśmie Clinical Chemistry i było częściowo finansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia USA oraz stan Kalifornia.

Wyniki te potwierdzają wcześniejsze badania wykazujące słabe lub niejednoznaczne powiązania między poziomem THC we krwi a ryzykiem wypadku. Obszerne badania epidemiologiczne wykazały, że chociaż używanie marihuany może nieznacznie zwiększać ryzyko kolizji, efekt ten jest znacznie mniejszy niż w przypadku spożywania alkoholu.

Jednym z głównych problemów związanych z wykorzystywaniem stężeń THC w ustawodawstwie per se jest to, że farmakokinetyka THC znacznie różni się od farmakokinetyki etanolu 

-napisali badacze.

Autorzy podkreślili, że alkoholu zazwyczaj nie da się wykryć po upływie jednego czy dwóch dni od ostatniego spożycia, natomiast poziom THC można zmierzyć nawet do 30 dni po ostatnim zażyciu ze względu na jego lipofilową naturę.

W ramach badania, naukowcy przebadali 190 osób intensywnie używających marihuany, którym zalecono 48-godzinną abstynencję. Po tym kilkudniowym okresie, u uczestników zmierzono stężenie THC we krwi zarówno przed, jak i po spożyciu konopi, aby ustalić wartości bazowe. Obserwowano ich również za pomocą symulatora jazdy.

Obecne stężenia marihuany we krwi, wykorzystywane do identyfikacji kierowców będących pod wpływem środków odurzających, mogą doprowadzić do skazywania na karę więzienia niewinnych ludzi

– poinformowało w komunikacie prasowym Stowarzyszenie Diagnostyki i Medycyny Laboratoryjnej, wydawca czasopisma, w którym opublikowano badanie.

Jednym ze sposobów regulacji prowadzenia pojazdu pod wpływem marihuany jest modelowanie podejść stosowanych w przypadku jazdy po pijanemu. Pomimo dowodów wskazujących na brak korelacji między stężeniami THC w płynach biologicznych a upośledzeniem zdolności prowadzenia pojazdu

-czytamy w wstępie badania, które w całości znajdziesz T U T A J.

Pomimo dowodów wskazujących na brak korelacji między wykryciem THC we krwi a upośledzeniem zdolności prowadzenia pojazdów, w 6 stanach USA obowiązują przepisy określające poziom THC na poziomie 2 lub 5 ng/ml jako granicę dopuszczalną do prowadzenia pojazdu, podczas gdy w 12 stanach obowiązuje zasada zerowej tolerancji

– czytamy w komunikacie prasowym dotyczącym badania.

Autorzy, związani z Uniwersytetem Kalifornijskim w San Diego i Centrum Badań nad Medyczną Marihuaną, mówią, że potrzebne są dalsze badania, stwierdzając, że „obecnie najlepszym protokołem jest połączenie obserwacji terenowych i badań toksykologicznych”.

W zeszłym tygodniu udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców znajdującego się w Lesznowoli. Susz ukryty był w paczce z „kosmetykami”, której odbiorcą był 36-letni obywatel Ukrainy. Jak widać uchodźcy też lubią zajarać. Teraz służby badają czy sytuacja mogła się powtarzać już wcześniej. Oto więcej informacji.

Udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców w Lesznowoli

Dokładnie tydzień temu w poniedziałek, 12 stycznia 2026 roku, funkcjonariusze ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców Placówki Straży Granicznej w Lesznowoli udaremnili próbę przemytu środków odurzających na teren ośrodka. Nielegalne substancje zostały ujawnione w paczce adresowanej do jednego z cudzoziemców przebywających w ośrodku.

Przesyłka, nadana za pośrednictwem firmy kurierskiej, była skierowana do 36-letniego obywatela Ukrainy.

Podczas rutynowych czynności związanych z przyjęciem paczki, jeden z funkcjonariuszy zwrócił uwagę na pojemnik po dezodorancie w sztyfcie – był zapewne zbyt lekki. Chwilę później wyszło na jaw dlaczego.

Po jego dokładnym sprawdzeniu okazało się, że wewnątrz ukryto trzy niewielkie pakunki, starannie zawinięte w folię aluminiową. Sposób ich zamaskowania wskazywał na nieudolną próbę oszukania procedur kontrolnych obowiązujących w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców.

Następnego dnia funkcjonariusze Wydziału Operacyjno-Śledczego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili badania zabezpieczonych substancji przy użyciu narkotestu. Wyniki jednoznacznie potwierdziły, że ujawnione pakunki zawierały 2 gramy marihuany, a także metamfetamine w ilości nieco ponad jeden gram.

Nielegalne środki odurzające zostały zabezpieczone, a dalsze czynności procesowe w tej sprawie przejęła Komenda Powiatowa Policji w Grójcu. Postępowanie ma na celu ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz osób odpowiedzialnych za próbę przemytu narkotyków. Sprawa pozostaje w toku.

Źródło: Straż Graniczna

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Gazeta Wyborcza opublikowała kilka dni temu artykuł, w którym wprost pada stwierdzenie, że legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie ciężkich narkotyków, głównie kokainy. Tylko, że to kłamstwo i manipulacja, której dopuściła się autorka tekstu – Agnieszka Nowak. Pani redaktor podkreśla, że chociaż legalizacja miała ograniczyć czarny rynek to nic takiego się nie stało i przyniosło więcej szkód niż pożytku. Tylko, że artykuł jest o sytuacji w Niemczech, gdzie do legalizacji marihuany nie doszło, u naszych zachodnich sąsiadów zioło zostało zdekryminalizowane, a nie zalegalizowane. Oto więcej informacji.

Gazeta Wyborcza: „Legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie twardych narkotyków”

W Gazecie wyborczej ukazał się artykuł „Marihuana w Europie. Państwa UE nie radzą sobie z używkami”, który nafaszerowany jest nieprawdziwymi informacjami i zwykłymi kłamstwami.

Dane z Unii Europejskiej pokazują, że sposób regulacji nie przekłada się wprost ani na skalę konsumpcji, ani na bezpieczeństwo publiczne.

-czytamy w GW, to zdanie jest kłamstwem i zaraz do tego dojdziemy.

Dalej pani redaktor pisze, że:

Niemcy zalegalizowały marihuanę, a wraz z nowymi przepisami przyszła zmiana obyczajów. Konopie indyjskie zyskały na popularności szczególnie wśród młodych Niemców, którzy coraz częściej wybierają je zamiast alkoholu czy papierosów. Legalizacja miała być sposobem na ograniczenie czarnego rynku i lepszą kontrolę nad używaniem substancji.

Po zmianach prawa Niemcy zaczęli jednak częściej sięgać także po kokainę – narkotyk zaliczany do tzw. twardych. Wzrosła liczba zgonów z powodu przedawkowania, a służby alarmują, że rynek narkotykowy stał się bardziej zróżnicowany, niekoniecznie bezpieczniejszy. Legalna marihuana nie wyeliminowała nielegalnych substancji – raczej wpisała się w szerszy krajobraz używek.

I tu jest już grubo, liczba kłamstw w tych kilku zdaniach jest porażająca.

  1. Przede wszystkim Niemcy nie zalegalizowały marihuany! To co tam się wydarzyło to jedynie dekryminalizacja uprawy do trzech roślin konopi indyjskich oraz posiadania do 25 gramów suszu w przestrzeni publicznej oraz do 50 gramów w domu. Prawo to nie dotyczy osób, które na stałe w Niemczech nie mieszkają (wymaga się min. pół roku meldunku, dopiero po tym okresie obowiązuje nowe prawo dla danej osoby). Nie wolno też wspólnie spalić jednego jointa, ani uprawiać krzaków kilku osobom w jednym namiocie – generalnie nie jest to żadna legalizacja, a jedynie dekryminalizacja z wieloma obostrzeniami.
  2. Konopie nie zyskały na popularności wśród młodzieży po zmianie prawa, to zwykłe kłamstwo. Spożycie marihuany wśród młodzieży spadło po jej zalegalizowaniu, natomiast wśród dorosłych odnotowano bardzo niewielki wzrost. Pisaliśmy o tym T U T A J
  3. To, że w ciągu ostatniego roku wzrosło spożycie kokainy nie ma związku przyczynowo-skutkowego z dekryminalizacja marihuany! Wzrost spożycia tzw. „koksu” to trend widoczny w wielu krajach na całym świecie i w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z prawem dotyczącym marihuany. To jest kolejne wyssane z palca kłamstwo.

I to w sumie tyle, bo artykuł w dalszej części porusza bardzo pobieżnie bo w dwóch zdaniach sytuacje we Francji:

Francja obrała drogę przeciwną. Jedno z najbardziej restrykcyjnych praw dotyczących marihuany w Europie nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów. Jak pokazuje raport Francuskiego Obserwatorium Narkotyków i Uzależnień (OFDT), rynek narkotykowy nad Sekwaną w ostatnich latach nie tylko nie skurczył się, ale znacząco urósł.

-czytamy w Wyborczej

Tylko, że stwierdzenie, iż Francja ma jedno z najbardziej restrykcyjnych praw co do marihuany to jest niezła odklejka pani redaktor. We Francji kary za nielegalne posiadanie marihuany są znacznie niższe niż np. w Polsce. Bez problemu można kupić marihuanę na ulicy.

Następnie czytamy, że Polacy mają dość karania za posiadanie niewielkich ilości marihuany na własny użytek. I to koniec artykułu.

Niestety po przeczytaniu tego artykułu część osób będzie przekonana, że legalizacja marihuany prowadzi do wzrostu jej spożycie przez młodzież i do zażywania twardych narkotyków!

Oczywiście pani redaktor nie podała ani jednego źródła swoich urojeń, które spisała w artykule, zaczynając od wspomnianego stwierdzenia, że sposób podejścia państwa do marihuany nie ma znaczenia dla poziomu jej konsumpcji. 

Otóż jak już wspomniałem – MA. Dane z wielu krajów na całym świecie pokazują, że spożycie marihuany, zwłaszcza wśród młodzieży, zawsze spada tam – gdzie właśnie zmieniono przepisy z represyjnych na tolerancyjne wobec marihuany. W USA, gdzie rozpoczęła się zarówno fala prohibicji sto lat temu jak i fala legalizacji w ciągu ostatniej dekady – spożycie marihuany wśród młodzieży spadło o 25%, pisaliśmy o tym T U T A J.

Stwierdzenie przez redaktorkę Gazety Wyborczej, że legalizacja marihuany nie działa – jest zwykłym kłamstwem.

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi młody kierowca z małej miejscowości został uznany za winnego. Wszystko zaczęło się od zbyt szybkiej jazdy młodego kierowcy. 20-latek z Żędowic wspomina, że za przekroczenie prędkości miał zostać pouczony. W pewnym momencie mundurowi mieli mu powiedzieć, że będzie miał  też zrobiony narkotest. „Pomoże pan w statystykach” – mieli powiedzieć policjanci z drogówki. Test wykazał marihuanę, a kierowcę skutego zawieziono do szpitala, a w sieci chwalili się jakby złapali Escobara, co w małej społeczności odbiło się szerokim echem. Co ciekawe, nikomu też nie pokazano wyników testu ze śliny. Oto więcej informacji.

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi zniszczono mu życie

Gdy rodzice wysłali 20-letniego mieszkańca Żędowic do kwiaciarni po bukiet na uroczystość gdzie wybierała się cała rodzina, nie spodziewali się jaki będzie tego finał. Młody mężczyzna na wydarzenie nie dojechał, po drodze za przekroczenie prędkości zatrzymał go patrol policji. Chwilę później w radiowozie mundurowi wykonali mu narkotest ze śliny. Urządzenie wskazało, że spożywał marihuanę. Po sześciu tygodniach wynik badania krwi jednak temu zaprzeczył. Jednak w międzyczasie życie 20-latka się posypało, a mała lokalna społeczność szybko uznała go za winnego nie czekając na wyniki.

Od policjantów maił też usłyszeć, że „pomoże w robieniu statystyk”.

Dorota Janać, rzeczniczka komendy policji w Strzelcach Opolskich przekonywała, że to niemożliwe. Bo, jak twierdzi, żaden funkcjonariusz nigdy by się tak nie odezwał.

Choć sam młody mężczyzna przyznał, że owego stwierdzenia nie odebrał negatywnie. Myślał, że to jakaś akcja testowania kierowców. Była to też jego pierwsza kontrola w życiu. Wsiadł do radiowozu. Tam odbył się narkotest. I się zaczęło.

Policjanci śmiali się ze mnie, że niby wyszła mi marihuana. Przeszukali mnie, a potem samochód. Zakuli mnie w kajdanki jak bandziora, choć się nie stawiałem, nie pyskowałem. Dwa razy pytałem, czy mogę zobaczyć wynik tego testu. Udawali, że nie słyszą, choć byłem tuż obok

– opowiada.

Potem zadzwonili po mojego ojca, żeby zabrał auto. Jemu też nie pokazali wyniku. Ojciec był na mnie wściekły i ja się nie dziwię. Nikt mi nie wierzył. Zawieźli mnie skutego do szpitala na badania. Był środek dnia: pełno ludzi, w szpitalu byli znajomi mojej mam. Straszny wstyd, nikomu nie życzę. Skuli mnie z tyłu, więc nie umiałem się nawet wyprostować, okropne upokorzenie.

– relacjonował poszkodowany

Na wynik badania krwi 20-latek czekał sześć tygodni, choć usłyszał, że to potrwa około trzech. W międzyczasie mundurowi wszczęli dochodzenie ws. kierowania samochodem „pod wpływem środków odurzających”.

Młody mężczyzna stracił prawo jazdy. Na stronie internetowej i facebookowym profilu komendy policji w Strzelcach Opolskich – a potem w różnych mediach – ukazały się publikacje opisujące zatrzymanie 20-latka. Z informacją, że „grozi mu do trzech lat więzienia”. W tak małej społeczności każdy wiedział już o kogo chodzi.

Nie podali nazwiska, ale był wiek, marka samochodu. Zresztą, zatrzymali mnie przy głównej drodze, a potem zakutego w kajdanki wprowadzili do szpitala. Wszyscy we wsi szybko dowiedzieli się o kogo chodzi

-mówi młody kierowca

Przez te półtora miesiąca wpadłem w dół psychiczny. Nie mam rozpoznania od lekarza, czy to była depresja, ale nie wychodziłem z domu, przyszłość widziałem w czarnych barwach. Zresztą, zabrali mi prawo jazdy, a ja autem dojeżdżałem do szkoły i pracy, więc nie miałem jak. Akurat zaczęły się ferie, miałem plany dużo pracować, zarobić. Wszystko przepadło. Nie mogłem dostać się na strefę w Sieroniowicach. Byłem przed maturą. To cud że ją zdałem, bo nie umiałem się uczyć

– wspomina 20-latek z Żędowic

THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono, postępowanie umorzono

W komunikatach podawano, że „kierowca zachowywał się nienaturalnie, a jego oczy były przekrwione, mundurowi chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że 20-latek znajduje się pod wpływem środków odurzających, poddali go badaniu testem narkotykowym. Wynik badania okazał się być pozytywny. Młody człowiek przyznał się, że jest pod wpływem marihuany – informowały lokalne media.

A jednak po sześciu tygodniach – dochodzenie zostało umorzone.

Młody mieszkaniec Żędowic cały czas zastanawiał się jak to wszystko jest możliwe, jaki był ten narkotest i co oni z nim zrobili?

 Myślałem, że pójdę siedzieć, uwalą mnie i poprawię im statystyki. Byłem dla nich tylko cyferką. Nie człowiekiem. Na domiar złego, policja podała w komunikacie – i wszystkie media to powtarzały – że się przyznałem! Nikt nie chciał słuchać, że to nieprawda. No bo kto uwierzy komuś, kogo prowadzili w kajdankach?

-relacjonuje poszkodowany

Jak czytamy w postanowieniu postępowanie umorzono „wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego”. Uzasadnienia nie było.

Dwa dni później 20-latek odzyskał prawo jazdy. W międzyczasie była jeszcze rozprawa sądowa w sprawie przekroczenia dozwolonej prędkości o 11 km/h. Skończyło się karą pieniężną i obciążeniem kosztami sądowymi.

To też był dla mnie szok. Czemu zrobili mi rozprawę, skoro nikt mi nie proponował mandatu

– podkreślił młody człowiek.

20-latek z Żędowic postanowił skierować do sądu skargę na policjantów oraz złożyć wniosek o zadośćuczynienie. Skontaktował się z adwokatem, który powiedział, że będą potrzebne informacje, co zawierają akta sprawy. Złożył więc wniosek do strzeleckiej prokuratury o wgląd.

Ale otrzymał odmowę. Gdyż jak stwierdzono „nie jest stroną” w sprawie i „brak innych okoliczności wskazujących na interes prawny w udostępnieniu akt”, a wszelka dokumentacja została mu „doręczona”.

Ale ja nie dostałem dokumentacji, do dziś nie znam wyniku badania krwi. Czy była jakaś substancja, która mogła zafałszować wynik, a jeśli tak, to jaka. Nie wiem, co wykazał policyjny narkotest. Nie pokazano mi go. Odpowiedź z prokuratury jest dla mnie kuriozalna. Zrozumiałem jedno: nie chcą pokazać mi tych akt, może dlatego, że chciałem skierować sprawę do sądu? Teraz domagam się już tylko jednego: aby usunięto nieprawdziwe informacje na mój temat

– komentuje poszkodowany

Jest to jedna z zapewne wielu spraw, gdzie systemowa patologia doprowadza do zrujnowania życia obywateli, a odpowiedzialni za to funkcjonariusze zapewne nie dostaną za to żadnej kary, a wszelkie służby i prokuratura robią wszystko, aby ukryć swoje skandaliczne zachowanie.

Prokurator rejonowa oznajmiła jeszcze coś istotnego: bohater naszego artykułu nie przyznał się do brania narkotyków, bo… nie był przesłuchiwany. Prokuratura podkreśla, że zaistniało tylko podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Z akt wynika, że w czasie kontroli zachowywał się w nietypowy sposób i policja nabrała podejrzenia, że może być pod wpływem działania zabronionych substancji. Zbadano ślinę urządzeniem przesiewowym i ponieważ wynik był pozytywny, zostało wykonane badanie krwi. Biegły toksykolog ustalił substancję, „która nie jest zabroniona ustawą o przeciwdziałaniu narkotyków”. To wszystko.

Jaka to była substancja? Tego się nie wiadomo. Wiadomo jedynie, iż THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono. 

źródło: opolska360.pl

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne posiadanie do trzech gramów suszu. Drugi dezyderat jest efektem złożenia petycji obywatelskiej, która do Sejmowej Komisji ds. Petycji wpłynęła w grudniu 2024, a Komisja rozpatrzyła ją 3 czerwca 2025. Natomiast 20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła Dezyderat nr 176, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do trzech gramów. Pojawiła się też kwestia regulowanego rynku legalnego zioła. Oto więcej informacji.

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne trzy gramy ziela

Początek roku 2026 przynosi nam powtórkę sprzed roku – powraca temat dezyderatu ws. zmian w Ustawie o Przeciwdziałaniu Marihuany.

O fakcie złożenia drugiej petycji ws. depenalizacji niewielkich ilości marihuany po raz pierwszy informowaliśmy w czerwcu ubiegłego roku, przeczytasz o tym T U T A J

Czy pomimo negatywnej odpowiedzi na poprzedni dezyderat ws. depenalizacji posiadania do 15 gramów suszu i uprawy 1 rośliny konopi indyjskich na własny użytek jest jakakolwiek szansa, że odpowiedź na drugi będzie inna? 

Tu warto zaznaczyć, że za poprzednią odpowiadał poprzedni szef resortu sprawiedliwości – Adam Bodnar, na obecnie procedowany dezyderat odpowie minister Żurek. 

Przypomnijmy, że pod koniec grudnia 2024 roku do Komisji ds. Petycji trafiła petycja (petycję zarejestrowano pod nr sprawy w Komisji BKSP-155-X-374/24), której przedmiotem jest żądanie „zmiany przepisów prawa w zakresie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek w ilości do 3 gramów”. W uzasadnieniu petycji wskazano, że „obowiązujące przepisy penalizujące posiadanie nawet niewielkich ilości” marihuany nie tylko nie przystają do współczesnych realiów społecznych i naukowych, ale również powodują liczne problemy społeczne i gospodarcze.

3 czerwca 2025 roku komisja zdecydowała wystosować w tej sprawie dezyderat do prezesa rady ministrów.

20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła w tej sprawie dezyderat, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do 3 gramów. 

Podstawowe kwestie poruszone przez autora petycji to:

  • Obciążenie wymiaru sprawiedliwości – policja, prokuratura i sądy tracą zasoby na ściganie osób posiadających minimalne ilości marihuany, zamiast skupić się na poważniejszej przestępczości.
  • Zmiana postaw społecznych – coraz więcej Polaków, szczególnie młodszych pokoleń, postrzega marihuanę jako substancję mniej szkodliwą niż alkohol czy tytoń i korzysta z niej regularnie.
  • Potencjał regulowanego rynku – legalizacja mogłaby stworzyć kontrolowany obrót, zapewniający jakość produktu i wpływy do budżetu państwa.

Dezyderat, który do premiera został wysłany 20 listopada 2025 roku znajdziesz T U T A J

Szef rady ministrów, Donald Tusk, od otrzymania dokumentu ma teoretycznie 30 dni na zajęcie stanowiska w tej sprawie, jednak poprzedni dezyderat pokazał, że premiera nie interesują przepisy i na odpowiedź trzeba czekać grubo ponad pół roku.

Drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany i opinia merytoryczna

Dotarliśmy także do dokumentu „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek„, w którym czytamy np., że:

„W nawiązaniu do doświadczeń państw, w których zalegalizowano, zdepenalizowano lub zdekryminalizowano marihuanę – na które również zwrócił uwagę wnoszący petycję – można stwierdzić, iż legalizacja pozwala rządom przywrócić kontrolę nad wymykającym się spod kontroli rynkiem narkotykowym. Może się ona również przyczynić się do zmniejszenia szkód spowodowanych represyjną polityką narkotykową.”

-dokładnie tak, w opinii padają słowa o „przywróceniu kontroli” czy „szkodach spowodowanych represyjną polityką narkotykową” – co należy uznać za dość konkretną krytykę obecnego prawa obowiązującego w naszym kraju.

W opinii czytamy także:

„Analiza doświadczeń innych państw może pomóc wskazać nie tylko konsekwencje legalizacji marihuany, ale również konsekwencje dekryminalizacji lub
depenalizacji jej posiadania. Mianowicie doświadczenia takich państw, jak Czechy, Niemcy, Portugalia czy Holandia pokazują, iż dekryminalizacja posiadania narkotyków (nie tylko marihuany) może przyczynić się do ograniczenia negatywnych skutków zdrowotnych używania substancji psychoaktywnych.”

Zaskakujący jest też fakt, iż we wspomnianej opinii omawiany jest art. 62a Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii, który umożliwia umorzenie postępowania w przypadku posiadania niewielkiej ilości marihuany na własny użytek i to w jego negatywnym kontekście czyli niejasności przepisów i  nabijania policyjnych statystyk:

„W piśmiennictwie wskazuje się, że mimo iż rozwiązanie prawne zaproponowane w art. 62a u.p.n. jest „krokiem w dobrym kierunku”, to jednak ma ono dość liczne wady.  Wśród tych najczęściej podkreślanych wymienić należy m.in.: pozostawienie organowi swobody w stosowaniu tego przepisu, niejasna relacja między wprowadzonym za jego pośrednictwem umorzeniem a umorzeniem wynikającym ze znikomej społecznej szkodliwości czynu oraz trudności z wykładnią znamienia ilościowego (posiadanych środków lub substancji) określającego, czy w danym przypadku sprawca może zostać potraktowany łagodnie.(…)

Jak pokazują badania naukowe przeprowadzane na przestrzeni 10 lat obowiązywania art. 62a u.p.n. (tj. w latach 2011-2021), zarówno fakultatywny
charakter tego przepisu, jak i wątpliwości związane z jego interpretowaniem oraz stosowaniem przyczyniły się do tego, iż przepis ten nadal nie jest wykorzystywany w stopniu zadowalającym, tj. w stopniu, który pozwalałby na niwelowanie wskazanych wcześniej szkód społecznych i ekonomicznych związanych z obowiązywaniem przestępstwa określonego w art. 62 u.p.n. Zdaniem autorów raportu „Karanie za posiadanie narkotyków”, innym niż trudności interpretacyjne bardzo istotnym powodem, dla którego przepis art.62a u.p.n. nie cieszy się wystarczającą „popularnością” wśród organów procesowych jest presja ze strony przełożonych oraz związana z nią chęć wykazywania się odpowiednimi wynikami statystycznymi.

Cały dokument „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek” znajdziesz T U T A J

Czy drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany podzieli losy pierwszej inicjatywy? Poinformujemy gdy tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

„Nie ma medycznej marihuany, to jedno z największych łgarstw.” „To konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana.” M.in. takie bzdury wygadywał ostatnio prof. Jędrzejko, który był gościem popularnego podcastu. Jest to bardzo ciekawy przypadek, ponieważ prof. Jędrzejko od wielu lat jest przeciwnikiem dekryminalizacji marihuany, a mimo to kompletnie nie ma pojęcia czym ona jest i przez ostatnie lata nawet tego nie sprawdził. Ten człowiek myśli, że farmaceuci sprzedają lecznicze kannabinoidy, czyli nie ma podstawowej wiedzy, wręcz bredzi, a mimo to jest zapraszany do opiniotwórczych audycji i podcastów, w których wprowadza setki tysięcy ludzi w błąd. Od wielu lat wmawia też ludziom, że zaczyna się od zioła, a kończy na heroinie.

Prof. Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany, to konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana

Cyprian Majcher zaprosił do rozmowy prof. Mariusza Jędrzejko, który od wielu lat jest zdecydowanym przeciwnikiem marihuany i jej dekryminalizacji.

Jest to człowiek, który od lat powtarza twierdzenia, które zostały naukowo obalone i nikt już ich nie używa jako argumentów. Prawie nikt.

Jędrzejko straszy tym, że marihuana to wstęp do twardych narkotyków i heroiny i innymi mitami w czasów głębokiej prohibicji w konopnej w USA. To samo tyczy się braku motywacji u osób używających marihuany, jest to kolejne powtarzane przez Jędrzejko kłamstw, które zostało obalone m.in. przez naukowców z Cambridge, pisaliśmy o tym T U T A J

Prof.Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany

Teraz prof. Jędrzejko został zaproszony do podcastu Cypriana Majchera, który w pewnym momencie zapytał swojego rozmówce o medyczna marihuanę.

Stop, nie ma leczniczej marihuany. To jest jedno z wielkich łgarstw nakręcone milionowymi przekazami. Otóż lecznicze są kannabinoidy. Konopie indyjskie, bo nie marihuana, tylko konopie indyjskie, zawierają ich kilkadziesiąt i rzeczywiście kilka z nich ma znaczenie terapeutyczne

-powiedział prof. Jędrzejko w rozmowie z Cyprianem Majcherem

To zdanie jest tak głupie i nieprawdziwe, że nie wiem od czego zacząć, a przede wszystkim, skąd człowiek z tytułem profesorskim ma tak nieprawdziwe informacje i na dodatek mówi takie rzeczy publicznie, co jasno wskazuje, że nawet nie wie o czym się wypowiada, a o marihuanie nie przeczytał kompletnie nic, za to bardzo chętnie się na jej temat zabiera głos i zawsze jest to głos negatywny.

Ciekawe jaka będzie reakcja profesora, gdy kiedyś przypadkiem dowie się, że marihuana to ususzone kwiaty konopi indyjskich, a medyczna marihuana to kwiaty konopi indyjskich uprawiane w określony sposób, ale to nadal marihuana.

Mało tego, wyizolowane kannabinoidy wykazują o wiele słabsze działanie terapeutyczne niż marihuana, wbrew temu co bredzi Jędrzejko.

waporyzatory hero
-reklama-

Marihuana działa dzięki synergii kannabinoidów, terpenów oraz innych związków zawartych w konopiach i już jakiś czas temu udowodniono, że to właśnie efekt otoczenia (efekt entourage) czyli współgranie ze sobą wszystkich zawartych w roślinie związków – daje najlepsze efekty terapeutyczne.

A w aptekach nie sprzedają wyizolowanych kannabinoidów, skąd w ogóle taka informacja tego nie wiadomo. W aptekach sprzedają marihuanę wyprodukowaną w standardzie farmaceutycznym.

Ciekawe czy prof. Jędrzejko kiedyś, także publicznie, wycofa się z tych bredni i przeprosi, wypowiedź profesora o konopiach poniżej:

W sieci pojawiło się nowe, oparte o konopie oszustwo – „Cannabis Oil’ na zapalenie prostaty i problemy z libido. Reklamy tego przekrętu latają po Facebooku i kierują do strony zawierającej masę informacji, które od razu wydają się podejrzane. Są też rekomendacje nieistniejących lekarzy z nieistniejących placówek i kilka tanich chwytów marketingowych takich jak wyskakujące co chwila powiadomienie, że ktoś własnie kupił trzy opakowania produktu. Jest też sporo komentarzy „zadowolonych klientów” – to wszystko sprawia, że ktoś zdesperowany może się na to nabrać i jedynie stracić pieniądze. Oto więcej informacji.

Uwaga oszustwo: „Cannabis Oil” na zapalenie prostaty i poprawę libido

Od jakiegoś czasu na Facebooku zaczęła mi się wyświetlać podejrzana reklama produktu o nazwie „Cannabis Oil”. Jednak ponieważ podejrzanych reklam widzę kilka dziennie – raczej w nie nie klikam. Ale ponieważ tym razem chodziło o konopie, postanowiłem to sprawdzić, oczywiście uprzednio sprawdzając link pod kątem wirusów, podejrzanych przekierowań etc. 

To, że jest to oszustwo można zauważyć natychmiast, wskazują na to znajdujące się na samej górze strony treści i dziwy adres strony, a wygląda to tak:

Cannabis Oil na zapalenie prostaty

Oczywiście pani Katarzyna Sokół nie istnieje, a w Polsce nie ma „głównego urologa kraju”, takich łatwych do zweryfikowania kłamstw jest na tej stronie sporo i o ile dla wielu już na pierwszy rzut oka coś tu nie gra, to dla wielu, zwłaszcza zdesperowanych, takie komunikaty dają przeświadczenie, że strona jest w pełni legitna.

Na stronie znajdziemy też kilka mocny zdań, które mają czytającego przestraszyć co ma z kolei pomóc w sprzedaży czegoś co mu pomoże i już nie musi się bać. Na stronie znajdziemy np informacje mówiące, że zapalenie prostaty, na które dedykowany jest omawiany produkt, jest śmiertelne i w każdym przypadku prowadzi do impotencji. To oczywiście są kłamstwa, które łatwo przecież zweryfikować.

Jeżeli natomiast ktoś w nie uwierzy, a część osób tak zrobi, to od razu dostaje remedium na zapalenie prostaty i zdecydowaną poprawę libido – Cannabis Oil!

Autorzy oszustwa uderzają też w mężczyzn mającymi problemy np z erekcją informując, że dzięki ich produktowi wszystkie problemy z potencją znikną jak ręką odjął.

waporyzatory hero
-reklama-

Na stronie oszustów czytamy:

„Ale teraz mężczyźni mają wyjątkową okazję, aby raz na zawsze pozbyć się tej dolegliwości i bez regularnych wizyt w klinice.

Rzecz w tym, że w 2025 roku pojawił się rewolucyjny środek, który szybko przywraca funkcję gruczołu krokowego, eliminuje stany zapalne, całkowicie usuwa nawet przewlekłe zapalenie gruczołu krokowego, a także znacznie zwiększa potencję i czas trwania stosunku płciowego. Nazwa tego produktu Cannabis Oil. To produkt w bardzo przystępnej cenie, choć w jego opracowaniu brali udział naukowcy z Niemiec i Francji.”

recepta na medyczną marihuanę online AnandaMed
-reklama-

Ale to jeszcze nic, na stronie postanowiono także wyjaśnić, czemu ten super cudowny produkt nie leży na półkach aptek czy innych sklepów, oto wyjaśnienie:

W tej chwili Cannabis Oil jest dostępny do zamówienia tylko na stronie internetowej projektu. Wielokrotnie próbowaliśmy wejść do sieci aptek, ale oni chcą ustalić maksymalnie możliwą cenę i sprzedawać go kilka razy drożej niż chcemy. Widzicie, Instytut Urologii, podobnie jak Fundacja medyczna, jest strukturą non-profit. Nie chcemy na tym zarobić. Chcemy tylko udostępnić ten środek dla całej populacji. Dlatego sprzedajemy go na straty, rekompensując różnicę ze względu na jego eksport. A główny cel sieci aptecznych – zarobić. Dlatego mamy radykalnie różne podejścia do cen.”

Panie, oni jeszcze dokładają do tego biznesu – chciałoby się rzec.

Dalej można przeczytać m.in., że:

„Ponadto, dzięki kombinacji unikalnych składników Cannabis Oil, istnieje wyraźny wielokrotny wzrost potencji i czasu trwania stosunku płciowego.Cannabis Oil dobry w tym, że rozwiązuje problem w kompleksie. Ma fenomenalny efekt na cały układ moczowo-płciowy mężczyzn. Mówiąc najprościej, po kursie stosowania męskie ciało zaczyna funkcjonować na poziomie 25latka. Dlatego polecam go absolutnie wszystkim mężczyznom. Nawet jeśli nie masz zapalenia gruczołu krokowego, środek skutecznie zapobiega i znacznie zwiększa potencję.”

Konopie mają wiele zastosowań medycznych i ktoś postanowił zrobić z tego przekręt, który wygląda bardzo prymitywnie ale zapewne są osoby, które dadzą się na to nabrać i zostaną oszukane, a być może ucierpi na tym ich zdrowie – liczy się skala dotarcia, a ta przy pomocy płatnych reklam na FB jest duża. Udostępniając ten artykuł pomagasz nam dotrzeć z prawdziwymi informacjami do szerszego grona odbiorców.

Adres strony z oszustwem to: cpgtstream5.com/umur/ jednak zawsze sprawdzajcie adres czy jest bezpieczny pod kątem wirusów ponieważ nie wiadomo co si e tam może pojawić za jakiś czas.

Czytaj także:

Czy policja może zatrzymać za medyczną marihuanę?

Marihuana nie ma zastosowania medycznego w takich przypadkach jak ostry ból czy bezsenność – wynika z opublikowanego niedawno przeglądu badań. Chociaż miliony osób na całym świecie używają marihuany, aby radzić sobie właśnie z bólem i bezsennością, w podsumowaniu przeglądu czytamy m.in., że „dowody naukowe są niewystarczające do uzasadnienia stosowania konopi indyjskich lub kannabinoidów w większości wskazań medycznych”. Z przeglądu wynika, iż medyczne konopie mają zastosowanie jedynie w przypadku wsparcia pacjentów w trakcie chemioterapii, a w ogóle to prawie 30% pacjentów się uzależnia. Ciężko się jednak oprzeć odczuciu, że jest to po prostu kolejna odsłona trwającej od jakiegoś czasu kampanii anty konopnej ponieważ zyskują one coraz większą popularność. Ciekawa jest tez metodologia badań polegająca na badaniu działania pojedynczych, wyizolowanych kannabinoidów i przypisywania ich działania marihuanie jako takiej, która przecież zawiera dziesiątki innych substancji, które tylko razem dają określony efekt. Oto więcej informacji.

Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”

Amerykańskie media głównego ścieku od kilku dni atakują nagłówkami, które krzyczą, że medyczna marihuana to oszustwo i według niedawnego przeglądu badań – nie ma medycznego zastosowania w takich przypadłościach jak ostry ból czy bezsenność.

Chodzi o opublikowany niedawno przegląd badań, które zostały przeprowadzone w latach 2010 – 2025, a z których wynika, że marihuana ma jedynie bardzo niewielkie zastosowanie medyczne.

Chociaż wiele osób szuka ulgi w marihuanie, nasz przegląd ujawnia znaczące rozbieżności między opinią publiczną a dowodami naukowymi dotyczącymi jej skuteczności w leczeniu większości schorzeń.

-powiedział Dr Michael Hsu, główny autor badania i psychiatra specjalizujący się w uzależnieniach na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles.

Media na całym świecie podkreślają jednocześnie negatywne działanie marihuany, które zostało w przeglądzie mocno podkreślone.

Zauważono między innymi, że około 29% osób, które używają marihuany w celach medycznych, spełnia kryteria „zaburzeń związanych z używaniem marihuany” – ogólnego terminu oznaczającego uzależnienie od marihuany.

Cały wydźwięk wyników przeglądu – który znajdziecie T U T A J – jest taki, że medyczna marihuana nie działa na wszelkie przypadłości, na które jest stosowana, a na dodatek jej stosowanie wiąże się z dużym ryzykiem uzależnienia. 

Doniesienia o braku medycznych zastosowań marihuany pokrywają się z coraz większym zainteresowaniem konopnymi terapiami.  Około 27% dorosłych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie deklaruje, że kiedykolwiek używało konopi w celach medycznych. Szacuje się, że 10,5% populacji USA deklaruje stosowanie kannabidiolu (CBD), ekstrahowanego z konopi, który nie ma działania psychoaktywnego, w celach terapeutycznych.

medycyna cbd
-reklama-

To są już na tyle poważne liczby, że producenci leków przeciwbólowych i nasennych, postanowili uruchomić swój lobbing, który ma zdyskredytować medyczne zastosowanie marihuany, a wręcz nią straszyć  (uzależnienie).

Co ciekawe, publikacja przeglądu nastąpiła pod koniec listopada, na ok. trzy tygodnie przed tym, jak Donald Trump zmienił klasyfikacje marihuany umieszczając ją w kategorii I, w której są substancje o działaniu medycznym, pisaliśmy o tym T U T A J.

Także drogi pacjencie pamiętaj, jeżeli medyczna marihuana ci pomaga, to wyniki badań mówią inaczej, a naukowcy wiedzą lepiej i wcale ci to nie pomaga, lepiej wróć do opioidów.

Marihuana nie ma zastosowania medycznego? Spokojnie, to tylko lobby antykonopne, które zwyczajnie traci część dochodów na rzecz medycznej oraz rekreacyjnej marihuany.

waporyzatory hero
-reklama-

Najlepsze na koniec – badania omawiane w przeglądzie nie dotyczyły stricte medycznej marihuany lecz wyizolowanych kannabinoidów np. THC czy CBD, a nie medycznego suszu.

Metaanaliza randomizowanych badań klinicznych wykazała niewielką, ale istotną redukcję nudności i wymiotów z różnych przyczyn (np. chemioterapia, rak) przy porównaniu przepisywanych kannabinoidów (np. dronabinolu, nabilonu) z placebo lub aktywnymi lekami porównawczymi (np. alizaprydem, chloropromazyną; standaryzowana średnia różnica [SMD], -0,29 [95% CI, -0,39 do -0,18])

-czytamy w raporcie

Natomiast zaraz po tej informacji czytamy, że:

Wytyczne oparte na dowodach naukowych nie zalecają stosowania wdychanej lub silnie stężonej marihuany (≥10% lub 10 mg Δ9-THC) w celach medycznych.

Zaprezentowane wyniki badań należy zwyczajnie włożyć między bajki i gdy zajdzie taka potrzeba – nie bać się terapii konopiami i medyczną marihuana.

Innym przykładem manipulacji i posługiwania się „badaniami” jako argumentem, że medyczna marihuana nie działa i jest jedynie przykrywką do legalnego używania rekreacyjnego jest opisywana przez nas sytuacje sprzed roku.

Wtedy to o stwierdzenie, że nie ma żadnych dowodów na skuteczność medycznej marihuany, pokusił się portal OKO.press, który wypuścił materiał informujący, iż badania nie potwierdzają działania medycznych konopi. I wtedy też powoływano się na badania, które były przeprowadzone nie z użyciem medycznego suszu, a jedynie wyizolowanych kannabinoidów. Pisaliśmy o tym T U T A J.

Marihuana to nie lek z paracetamolem, gdzie mamy jedną substancję czynną. W medycznej marihuanie występuje wiele terpenów i dziesiątki kannabinoidów oraz innych substancji, które wspólnie tworzą tzw. „efekt otoczenia” – który jest kluczowy w kontekście działania marihuany. 

Niestety, oficjalnie zarejestrowana substancją czynną w marihuanie jest Δ9-THC, chociaż za konkretny efekt konkretnej odmiany odpowiadają dziesiątki innych zawartych w konopiach związków. Fakt, że jako substancja czynna podane jest jedynie Δ9-THC powoduje, że badania przeprowadzone z użyciem wyizolowanego THC traktowane są jako badania na medycznej marihuanie – co jest kompletną bzdurą.

Czy wprowadzona niedawno akcyza na waporyzatory dotyczy także bong i lufek? Urzędnicy KAS i celnicy twierdzą, że tak. Otrzymaliśmy informacje, że w sklepach oferujących właśnie m.in. bonga (fajki wodne) pojawiają się funkcjonariusze KAS i Służby Celnej twierdząc, że bongosy to urządzenia do waporyzacji. Jakie kroki podejmują służby i czy takie działania znajdują usprawiedliwienie w nowej ustawie? Oto więcej informacji.

Akcyza na waporyzatory dotyczy także bong i lufek? Urzędnicy twierdzą, że tak

Jak informowaliśmy w kwietniu, w dzienniku ustaw opublikowano ustawę, która nakłada obowiązek akcyzowy na urządzenia do waporyzacji, stawka akcyzy wynosi 80 zł za urządzenie dla producenta oraz 40 zł za urządzenie dla dystrybutora.

Cały artykuł na ten temat znajdziesz T U T A J.

Oto najważniejsze dla nas zapisy ustawy:

„Art. 1. W ustawie z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym (Dz. U. z 2025 r. poz. 126 i 222) wprowadza się następujące zmiany:

c) po pkt 34 dodaje się pkt 34a–34f w brzmieniu:

34c) podgrzewacze – urządzenia umożliwiające wytworzenie i spożycie aerozolu z wyrobów nowatorskich bez ich spalania, również te, które wymagają zewnętrznego zasilania lub sterowania;

34d) urządzenia wielofunkcyjne – urządzenia wielorazowe umożliwiające wytworzenie i spożycie aerozolu
zarówno z płynu do papierosów elektronicznych, jak i z wyrobów nowatorskich, również te, które wymagają
zewnętrznego zasilania lub sterowania;

34e) urządzenia do waporyzacji – wielorazowe papierosy elektroniczne, podgrzewacze i urządzenia wielofunkcyjne, z wyłączeniem urządzeń przeznaczonych wyłącznie do celów medycznych;

34f) zestaw części do urządzenia do waporyzacji – komplet części, który może służyć do wytworzenia urządzenia do waporyzacji poprzez złożenie lub połączenie części wchodzących w skład tego kompletu;”

Z zapisów ustawy wprost wynika, że dotyczy ona urządzeń do waporyzacji czyli wytwarzania pary/aerozolu.

Pamiętać należy, że w ustawie każde słowo jest istotne. W tym przypadku najistotniejsze stwierdzenia zawarte w ustawie to „urządzenie” oraz „para / aerozol”. 

Urządzenie to:  przedmiot umożliwiający wykonanie określonego procesu, często stanowiący zespół połączonych ze sobą części stanowiących funkcjonalną całość, służący do określonych celów, np. do przetwarzania energii, wykonywania określonej pracy mechanicznej, przetwarzania informacji, mający określoną formę budowy w zależności od spełniających parametrów pracy i celu przeznaczenia. 

akcyza na waporyzatory dotyczy także bong
-reklama-

Definicja urządzenia w PWN: Mechanizm lub zespół mechanizmów, służący do wykonania określonych czynności.

Definicja „pary” czy „aerozolu” chyba w przypadku waporyzacji chyba przedstawiać nie trzeba. Warto natomiast podkreślić, że para/aerozol to na pewno nie jest dym.

Akcyza na waporyzatory dotyczy także bong i różnego rodzaju fajek wodnych czy szklanych lufek?

Wydawałoby się, że nowe przepisy są dość klarowne i wiadomo jakich urządzeń dotyczą. Niestety, podczas licznych kontroli na terenie całego kraju, które polegały na wizytach funkcjonariuszy w sklepach stacjonarnych, dochodzi do dziwnego nadinterpretowania nowego prawa. 

Chodzi o fakt, że urzędnicy przeprowadzający kontrolę twierdzą, że bonga (fajki wodne) także objęte są nową akcyzą.

Tylko czy, aby na pewno? Czy nie jest to nadgorliwe działanie urzędników? 

W końcu w zapisach ustawy wyraźnie podkreślone jest, że mowa o urządzeniach, a bongo nie spełnia definicji urządzenia jako przedmiotu, który wykonuje określoną pracę. Żadne bongo, samo w sobie, nie jest urządzeniem ponieważ nie jest w stanie wykonać żadnej pracy, która przyniesie zamierzony efekt. Aby użyć bonga potrzebne jest drugie urządzenie, które wykona pracę polegającą na wygenerowaniu płomienia – zapalniczka.

Ale nawet gdyby stwierdzić, że bongo to urządzenie, to w ustawie zapisano, że chodzi o urządzenia generujące parę/aerozol, urządzenia do waporyzacji. Bongo nie jest urządzeniem do waporyzacji, bongo służy do SPALANIA i generowania dymu, a nie PODGRZEWANIA i generowania pary.

Dlatego wydaje się, że działania służb są w tym przypadku przesadzone.

Co prawda póki co funkcjonariusze skarbowi i celni nie rekwirują towaru ale spisują protokół i uważają, że bonga to urządzenia do wytwarzania pary – takie informacje uzyskałem od jednej z osób, która zajmuje się dystrybucją m.in. własnie fajek wodnych.

O wszystko zapytaliśmy także KAS oraz Służbę Celną, jak tylko otrzymamy odpowiedź – poinformujemy o jej treści.

Natomiast najwyższej jakości waporyzatory z akcyzami oraz certyfikatami znajdziesz T U T A J

XLUX ROFFU X HERO LIMITED EDITION to jedyny na chwile obecną waporyzator z certyfikatem bezpieczeństwa przebadany w polskim ośrodku badawczym, który potwierdził zgodność z europejskimi normami bezpieczeństwa. Waporyzator od HERO został sprawdzony pod względem bezpiecznego użytkowania oraz pod kątem braku materiałów niebezpiecznych (ftalany, pierwiastki ciężkie itp). Jakość urządzenia, jego cena oraz uzyskany niedawno certyfikat potwierdzający bezpieczeństwo dla użytkownika sprawiają, że jest to zdecydowanie jedna z ciekawszych propozycji na rynku waporyzatorów do ziół. 

XLUX ROFFU X HERO LIMITED EDITION – waporyzator z certyfikatem bezpieczeństwa

XLUX ROFFU – wyjątkowa edycja limitowana HERO, która wyróżnia się precyzyjnym wykonaniem, zastosowaniem zaawansowanej technologii oraz dopracowaniem detali, które przekładają się na niezwykle satysfakcjonujące doświadczenia z waporyzacji.

Dzięki rozszerzonemu zakresowi temperatur, dwóm trybom działania i ulepszonym komponentom, urządzenie sprawdzi się zarówno w rękach początkujących, jak i zaawansowanych entuzjastów waporyzacji.

Jest to bardzo ciekawa pozycja także ze względu na swoją cenę – waporyzatory tej jakości są przeważnie droższe.

waporyzator do ziół

Waporyzator XLUX ROFFU HERO jako jedyny został przebadany w europejskim ośrodku badawczym i otrzymał certyfikat potwierdzający, iż jest zgodny z europejskimi normami bezpieczeństwa oraz sprawdzony pod kątem bezpiecznego użytkowania oraz pod kątem braku materiałów niebezpiecznych (ftalany, pierwiastki ciężkie itp).

Czemu to takie ważne? Wiele waporyzatorów, zarówno tanich jak  tych ze średniej półki cenowej, zbudowane jest z elementów, które mogą uwalniać niebezpieczne substancje podczas waporyzacji. W przypadku waporyzatora od HERO nie ma obawy, że dojdzie do takiej sytuacji.

waporyzator certyfikowany

Podstawowe cechy ROFFU X HERO to:

  • Duży kolorowy wyświetlacz o przekątnej 0,96″
  • Dwa tryby użytkowania (sesyjny i na żądanie)
  • Spirala chłodząca cyrkonowa – klasy jubilerskiej
  • Pełny zakres temperatury: 60°C – 220°C
  • Nagrzewa się bardzo szybko do 20 s.
  • Żywotność baterii około 90 min.
  • Wymienna komora grzewcza
  • Wymienna bateria – 18650 3200 mAh
  • Ładowany za pomocą USB TYPU C
  • Może być używany podczas ładowania

Najważniejsze zmiany w XLUX ROFFU X HERO to:

  • Szerszy zakres temperatury od 60°C do 220°C
  • Dwie komory grzewcze: komora ze szkła kwarcowego oraz stalowa
  • Nowe ulepszone ceramiczne sitko

waporyzator do ziół

Jednym z najistotniejszych ulepszeń, które zostały wprowadzone w wersji XLUX Roffu X HERO Limited Edition jest rozszerzony zakres temperatur, który zaczyna się już od 60°C – co pozwala na łagodniejsze podgrzewanie suszu. Ta funkcja pozwala na ekstrakcję delikatnych terpenów i aromatów, które uwalniają się tylko w niższych temperaturach.

Górna granica na poziomie 220°C pozwala z kolei na pełną ekstrakcję substancji aktywnych, dzięki czemu waporyzator dostarcza satysfakcjonującej ilości gęstej pary. Szeroki zakres temperatur sprawia, że użytkownik może dostosować działanie urządzenia do swoich osobistych preferencji i rodzaju używanego materiału.

XLUX Roffu X HERO Limited Edition zapewnia jeszcze lepsze doświadczenia dzięki zoptymalizowanemu przepływowi powietrza, co czyni inhalacje niezwykle płynną i komfortową. Ulepszone sitko, wykonane z ceramiki, gwarantuje czystą parę o pełnym smaku. Konstrukcja urządzenia minimalizuje ryzyko nagromadzenia się zanieczyszczeń w układzie grzewczym, co znacząco ułatwia jego czyszczenie i konserwację.

W zestawie znajdują się także także dwie wymienne komory grzewcze: szklana z kwarcu, która podkreśla delikatne aromaty, oraz stalowa klasy medycznej, idealną do intensywnych sesji z wyższymi temperaturami.

Waporyzator XLUX Roffu X HERO Limited Edition został także wyposażony w dwa tryby pracy, które pozwalają na dostosowanie działania urządzenia do różnych sytuacji:

  • Tryb sesyjny to idealne rozwiązanie dla osób, które lubią dłuższe, relaksacyjne inhalacje. Waporyzator utrzymuje stałą temperaturę przez określony czas (od 3 do 6 minut), co pozwala na pełne wykorzystanie zawartości komory bez konieczności ciągłego nadzorowania urządzenia.
  • Tryb na żądanie (On-Demand) umożliwia szybkie podgrzanie suszu w zaledwie kilka sekund. Jest to szczególnie przydatne, gdy zależy Ci na krótkiej, szybkiej i efektywnej sesji bez potrzeby dłuższego nagrzewania.

Oba tryby pracy waporyzatora zapewniają elastyczność i wygodę użytkowania, spełniając różnorodne potrzeby każdego użytkownika.

Jest to zdecydowanie sprzęt warty polecenia i uwagi.

Więcej informacji o urządzeniu, a także możliwość jego nabycia znajdziesz T U T A J

bomb dope
-reklama-

Będzie akcyza na waporyzatory, 18 marca w dzienniku ustaw pojawił się akt o zmianie ustawy o podatku akcyzowym. Po raz pierwszy do listy wyrobów akcyzowych dodano produkty niezwiązane z nikotyną. Od teraz ustawa nakłada obowiązek akcyzowy także na waporyzatory, zarówno na całe urządzenia ale także na ich części. Jak wysoka będzie stawka akcyzy na waporyzatory? Od kiedy zaczną obowiązywać nowe przepisy i które urządzenia nie zostały nimi objęte? Tego dowiesz się z naszego artykułu.

Będzie akcyza na waporyzatory

18 marca w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej opublikowano ustawę z dnia 20 lutego 2025 o zmianie ustawy o podatku akcyzowym, ustawy o zdrowiu publicznym oraz niektórych innych ustaw.

Nowe przepisy m.in. rozszerzają listę produktów akcyzowych o urządzenia do waporyzacji. Nowe przepisy wprowadzają też nową definicję „wyrobów nowatorskich”, od teraz brzmi ona:

„w dziale IV w tytule rozdziału 3 wyrazy „i wyroby nowatorskie” zastępuje się wyrazami „ , wyroby nowatorskie, urządzenia do waporyzacji, zestawy części do urządzeń do waporyzacji, saszetki nikotynowe i inne wyroby nikotynowe”;

W nowej ustawie czytamy, iż:

Art. 1. W ustawie z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym (Dz. U. z 2025 r. poz. 126 i 222) wprowadza się następujące zmiany:

c) po pkt 34 dodaje się pkt 34a–34f w brzmieniu:

34c) podgrzewacze – urządzenia umożliwiające wytworzenie i spożycie aerozolu z wyrobów nowatorskich bez ich spalania, również te, które wymagają zewnętrznego zasilania lub sterowania;

34d) urządzenia wielofunkcyjne – urządzenia wielorazowe umożliwiające wytworzenie i spożycie aerozolu
zarówno z płynu do papierosów elektronicznych, jak i z wyrobów nowatorskich, również te, które wymagają
zewnętrznego zasilania lub sterowania;

34e) urządzenia do waporyzacji – wielorazowe papierosy elektroniczne, podgrzewacze i urządzenia wielofunkcyjne, z wyłączeniem urządzeń przeznaczonych wyłącznie do celów medycznych;

34f) zestaw części do urządzenia do waporyzacji – komplet części, który może służyć do wytworzenia urządzenia do waporyzacji poprzez złożenie lub połączenie części wchodzących w skład tego kompletu;”

Akcyza na waporyzatory – wyjątkiem są urządzenie do celów medycznych

Jak widać ustawa nie nakłada akcyzy na  urządzenia stosowane wyłącznie do celów medycznych, jednak nie narzuca, że muszą to być waporyzatory klasy medycznej. Teoretycznie urządzenia opisane jako „wyłącznie do użytku medycznego” będą wyłączone z nowych przepisów.

Ustawa nakłada obowiązek akcyzowy także na części do waporyzatorów, co ma zapewne na celu uniknięcia prób ominięcia nowego prawa poprzez sprzedawanie waporyzatorów w częściach.

w art. 8 po ust. 5 dodaje się ust. 5a w brzmieniu:

„5a. W przypadku zestawu części do urządzenia do waporyzacji przedmiotem opodatkowania akcyzą jest:
1) sprzedaż zestawu części do urządzenia do waporyzacji na terytorium kraju osobie fizycznej nie na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej;

2) nabycie wewnątrzwspólnotowe zestawu części do urządzenia do waporyzacji przez osobę fizyczną nie na
potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej;

3) import zestawu części do urządzenia do waporyzacji przez osobę fizyczną nie na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej.”

Wysokość akcyzy na urządzenia do waporyzacji

Jeżeli chodzi o to jak duża będzie to akcyza, w ustawie czytamy:

„Art. 99ca. 1. Produkcją urządzeń do waporyzacji w rozumieniu ustawy jest ich wytwarzanie poprzez złożenie
lub połączenie różnych części, a także pakowanie.

2. Podstawą opodatkowania urządzeń do waporyzacji jest liczba ich sztuk.

3. Stawka akcyzy na urządzenia do waporyzacji wynosi 40,00 zł za sztukę.

4. W przypadku produkcji, o której mowa w ust. 1, niezgodnej z art. 47, stawka akcyzy na urządzenia do waporyzacji wynosi dwukrotność stawki, o której mowa w ust. 3.

5. W przypadku nabycia lub posiadania urządzenia do waporyzacji znajdującego się poza procedurą zawieszenia poboru akcyzy, jeżeli nie została od niego zapłacona akcyza w należnej wysokości, a w wyniku kontroli podatkowej,
kontroli celno-skarbowej albo postępowania podatkowego nie ustalono, że akcyza została zapłacona, stosuje się stawkę w wysokości określonej w ust. 4.

Art. 99cb. 1. Podstawą opodatkowania zestawów części do urządzeń do waporyzacji jest liczba sztuk tych
zestawów.

2. Stawka akcyzy na zestawy części do urządzeń do waporyzacji wynosi 40,00 zł za sztukę.

Zatem nowy podatek akcyzowy wynosić będzie od 40 w przypadku dystrybutorów oraz 80 zł w przypadku producentów.

Czy to dużo? w przypadku waporyzatorów kosztujących obecnie 200 zł będzie to 20% podwyżka ceny dla klienta , który zamiast 200 zapłaci teraz 240 zł. Natomiast w przypadku waporyzatorów z górnej półki podwyżka cen wyniesie 2-4%, czyli za urządzenie, które teraz kosztuje 1200, z nową akcyzą klient zapłaci 1230 (3,33% drożej).

Nowe przepisy wejdą w życie od 1 lipca, a niektóre od 1 sierpnia – czyli już tego lata.

Całość nowej ustawy znajdziesz T U T A J

W krajach, gdzie marihuana jest legalna, konsumenci zdecydowanie wolą kupować odmiany z wysokimi stężeniami THC, które waha się w okolicach 30%. Niestety, dla większości klientów korzystających z legalnego zioła, decydujące znaczenie ma właśnie wspomniane stężenie THC. Podczas gdy tak naprawdę o jakości i mocy ziela decydują terpeny i profil terpenowy danego fenotypu. Sytuacja ta doprowadziła do tego, że producenci całkowicie zaprzestają uprawiać odmiany z niższymi stężeniami gdyż jest na nie zbyt mały popyt. Sytuacja ta ma też wpływ na dostępność niektórych produktów w naszych aptekach. To właśnie z tego powodu z rynku znikają popularne u nas produkty Aurory – Pink Kush i Delahaze. Oto jak mają się rynki USA czy Kanady do naszego podwórka.

Tam, gdzie marihuana jest legalna, dominuje popyt na odmiany z wysokim stężeniem THC – jak wpływa to na sytuacje w polskich aptekach?

Niedawno poinformowaliśmy, że Aurora wycofuje swoje najpopularniejsze na naszym rynku produkty – Pink Kush oraz Delahaze znikną z oferty tego producenta. Obecne partie są limitowane i stąd też wzrosła cena produktu, więcej na ten temat przeczytasz T U T A J.

W sieci pojawiły się głosy oburzenie oraz zarzuty, że Aurora oszukała pacjentów ponieważ jakiś czas temu na stałe obniżyła ceny wspomnianych odmian, a teraz znowu jest podwyżka. 

waporyzatory hero
-reklama-

Jednak są to oceny niezbyt trafne ponieważ nie jest to stała podwyżka, jest to jedynie konsekwencja tego, że produkt jest właśnie wycofywany z oferty, a ostatnie jego partie są mocno limitowane – stąd wyższe ceny. 

Jest to jeden z przykładów tego, jak legalne rynki w Kanadzie i USA i tamtejsze wybory konsumenckie wpływają na sytuacje w polskich aptekach. 

Konsumenci na legalnych rynkach Kanady czy USA są obecnie oczarowani wysokimi stężeniami THC, dlatego odmiany z THC na poziomie 20 – 22 % zalegają na magazynach, aby finalnie trafić do zniszczenia podczas gdy klienci pytają jedynie o te 30% lub więcej.

Oprócz samego THC klienci szukają nowszych odmian, bardziej złożonych pod kątem terpenów i działania. Klasyczne odmiany jak te wspomniane – odchodzą niestety do lamusa.

Swego czasu T U T A J wyjaśnialiśmy z czego wynika cena medycznej marihuany, że produkt, który z jakiegoś powodu (np. przekroczenia) nie trafi na nasz rynek trafi na rynek np. w Kanadzie co zrekompensuje producentowi poniesione koszta.

Jednak gdy w Kanadzie nikt tego produktu nie chce kupować to stwarza to dla producenta problem oraz ryzyko, że jeżeli produkt nie spełni surowych polskich norm – pójdzie do zniszczenia bo nie ma na niego popytu. I takie sytuacje się zdarzały.

Dlatego ci najlepsi producenci jak właśnie Aurora czy Canopy (Spectrum Therapeutics), którzy operują zarówno na rynku medycznym jak i tym rekreacyjnym stawiają na jakość, której oczekuje rynek rekreacyjny ponieważ to tam można rekompensować koszty związane z produkcją medycznego suszu. 

Oburzanie się na sytuacje gdzie wycofuje się dany produkt bo nie ma nim odpowiedniego zainteresowania jest nieco niezrozumiałe. A niestety Pink Kush czy Delahaze były popularne jedynie w Polsce, która w skali globalnej jest raczej mikro-rynkiem.

Jednak polski rynek medycznej marihuany jest jedyny w swoim rodzaju – pacjenci narzekają na ceny topowych produktów, a jednocześnie nie wspominają, że najsłabsze produkty na rynku jak np. te od Tilray – nie sprzedały by się nigdzie indziej ze względu na niską jakość. A Polacy kupują je po 40 – 50 zł za gram. 

medycyna cbd
-reklama-

Obecnie w Polsce najlepsze odmiany dostępne w aptekach to właśnie te +25% THC, które w wielu krajach gdzie marihuana jest legalna – są dostępne na rynku rekreacyjnym. 

Widać też wzrost trendu wybierania właśnie tych jakościowych produktów, które cenowo niewiele różnią się od tych najsłabszych.  

Kombinat Konopny wchodzi na giełdę! Jest to przede wszystkim bardzo dobra wiadomość dla wszystkich obecnych posiadaczy akcji Kombinatu. Prezes spółki, Maciej Kowalski, po raz kolejny swoją determinacją i ciężką pracą całego Kombinatowego zespołu przeciera szlaki i pokazuje, że można. Po okresie prób i testów, Kombinatowi udaje się tworzyć kolejne świetne produkty – konopne kołdry, skarpety, dżinsy, swetry, koszule i wiele, wiele innych, które jeszcze niedawno pozostawały w sferze życzeniowej, dziś ą do nabycia na sklepowych półkach. Kombinat Konopny się rozkręca, a kolejnym tego dowodem jest informacja o wejściu spółki na giełdę New Connect (GPW). Kiedy możemy spodziewać się pierwszego notowania spółki? Oto więcej informacji.

Kombinat Konopny wchodzi na giełdę, pierwsze notowanie już wkrótce

Kombinat Konopny to jeden z przykładów, że jak się czegoś bardzo chce – to można to osiągnąć.

Pierwszym sukcesem Kombinatu była ich akcja crowdfungingowa (emisja akcji), która ustanowiła w branży konopnej (i nie tylko), do dzisiaj nie pobity rekord – akcje KK o wartości 4,2 miliona złotych rozeszły się w kilka chwil, a dokładniej w 7 minut. Była to końcówka 2021 roku, niemal dokładnie cztery lata temu.

medycyna cbd
-reklama-

Przez te cztery lata Kombinat stale pracował nad „nowymi” technologiami przetwórstwa i obróbki konopi, aby uzyskać jak najlepszy efekt końcowy -gotowe materiały różnego rodzaju, które następnie stawały się gotowymi produktami tekstylnymi i nie tylko.

W międzyczasie pojawiały się głosy niezadowolenia, głównie chodziło o tempo wdrażania nowych produktów. Jednak były to głównie głosy osób, które uważały, że zakupione akcje kombinatu powinny zwrócić się natychmiast. A to tak nie działa.

Po pierwszej emisji były też kolejne trzy, aby dokapitalizować spółkę. Na co także pojawiały się narzekania.

Prace kombinatu nad tworzeniem nowych rzeczy, doskonalenia technologii i dopracowywanie ostatecznych produktów – to wszystko wymagało chwili cierpliwości jednak ostatecznie wszystko wskazuje na to, że Kombinat dowozi wszystko czego się podjął.

waporyzatory hero
-reklama-

A gdy pojawiły się nowe produkty – regularnie zaczęła wzrastać także sprzedaż i przychody spółki.

Dziś Kombinat Konopny ma już całkiem pokaźną gamę produktów – a coś czujemy, że to dopiero początek sukcesów. 

Maciej Kowalski jest także zapraszany na różnego rodzaju wydarzenia mniej lub bardziej związane stricte z konopiami (np. branża odzieżowa) gdzie promuje polski przemysł konopny, który dzięki Kombinatowi jest doceniany na całym świecie. KK został także nagrodzony w USA, o czym pisaliśmy T U T A J

Teraz prezes spółki, Maciej Kowalski, poinformował akcjonariuszy, że Kombinat Konopny wchodzi na giełdę NewConnect.

NewConnect to zorganizowany rynek akcji prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), przeznaczony głównie dla małych i dynamicznie rozwijających się firm.

O komentarz poprosiliśmy właśnie prezesa Kombinatu:

Złożyliśmy wczoraj wniosek o dopuszczenie akcji Kombinatu do obrotu na rynku NewConnect. Dzięki temu obecni akcjonariusze będą mogli swobodnie handlować swoimi akcjami, a nowe osoby będą miały łatwą opcję wejścia – pod warunkiem, że znajdą się chętni, żeby sprzedać akcje, bo nowej emisji przy tej okazji nie będzie.

-powiedział nam Maciej Kowalski.

Zapytaliśmy także o przewidywany termin pierwszej emisji akcji KK:

O dacie pierwszego notowania za wcześnie, żeby mówić, bo to zależy od tego, jak długo wniosek będzie rozpatrywany, ile pojawi się pytań itd. – ale obsługujący nas dom maklerski mówi o pierwszym kwartale. Tak samo nie sposób czegokolwiek powiedzieć o kursie, po jakim akcje będą notowane – to zależy bowiem od równowagi między sprzedającymi a kupującymi. Na bieżącą działalność Kombinatu nie ma to większego wpływu, ale oczywiście liczymy na to, że pojawienie się na giełdzie pomoże w jeszcze lepszej rozpoznawalności – w ostatnim czasie udało nam się „rozgryźć” reklamy na Facebooku, dzięki którym w czwartym kwartale ’25 zaczęliśmy obserwować dynamiczny wzrost przychodów.

-powiedział nam Kowalski, dodając:

Po więcej szczegółów na temat naszej codziennej działalności zapraszam niezmiennie na grupę inwestorską, którą ostatnio otworzyliśmy dla wszystkich chętnych, także jeśli ktoś przed decyzją o tym, czy dokupić akcji Kombinatu chciałby bliżej nas poznać – zapraszamy! Jednym naszym krokiem złego wrażenia, jakie pozostawiły po Palikocie i innych spółki crowdfundingowe nie zatrzemy, ale mam po cichu nadzieję na to, że stopniowo zacznie się to zmieniać. Także pomimo tego, że zostanie jedną z zaledwie kilkuset firm w kraju notowanych na giełdzie jest oczywiście spełnieniem ważnej obietnicy i takim personalnym, ambicjonalnym wyzwaniem, to u nas po staremu – ciśniemy, żeby drzwiami i oknami wprowadzać polskie konopie do polskich domów!

Kombinatowi gratulujemy sukcesu i życzymy kolejnych!

Oby konopie pojawiły się we wszystkich polskich domach!

 

Amerykański Kongres zdelegalizował produkty z THC, które pochodzi z konopi siewnych. Gdy w 2018 roku w Stanach Zjednoczonych w życie weszła ustawa „Farm Bill”, szybko znaleziono w niej lukę prawną, która umożliwiała w pełni legalne sprzedawanie produktów zawierających THC w całym kraju, także w stanach gdzie zioło nie zostało jeszcze zalegalizowane. Na podstawie wspomnianej luki prawnej, w USA powstał ogromny rynek wspomnianych produktów, które są oczywiście odurzające. Kongres postanowił to ukrócić i wprowadzić zmiany, które podpisał już Donald Trump. Oto więcej informacji.

USA: Kongres zdelegalizował produkty z THC pochodzącego z konopi siewnych

W 2018 roku w USA zaczęła obowiązywać ustawa „Farm Bill”, która miała m.in. wesprzeć rolników uprawiających konopie siewne zawierające maksymalnie 0,3% THC. 

Nowe przepisy stworzyły też lukę prawną, na podstawie której całkowicie legalnie można było sprzedawać produkty zawierające m.in. THC, które było pozyskane właśnie z konopi siewnych, a nie indyjskich – przez co wg. prawa było legalne, także w stanach gdzie marihuana rekreacyjna nie jest jeszcze zalegalizowana. Mówiąc w skrócie – każda część rośliny konopi siewnych była legalna, a skoro tak to znajdujące się tam THC także. Dlatego rolnicy uprawiali rośliny z THC na poziomie 0,3%, aby następnie je wyekstrahować i dodać do np. napojów.

Od jakiegoś czasu część amerykańskich polityków domagała się zmiany przepisów tak, aby zlikwidować lukę dającą możliwość legalnej sprzedaży produktów z THC.  

Część polityków była temu oczywiście przeciwna, przeciwni byli oczywiście także przedsiębiorcy oraz uprawiający konopie rolnicy gdyż zmiana przepisów to dla nich strata wielomilionowego rynku.

Przeciwna wprowadzaniu ograniczeń była także amerykańska… branża alkoholowa, która ostatnio wyznała, że alkohol sprzedaje się coraz gorzej i nowe źródło przychodów w postaci napojów z THC brzmi dla nich kusząco, pisaliśmy o tym T U T A J

Branża alkoholowa radzi sobie coraz gorzej i w konopiach widzi ratunek dla swoich finansów. Ostatnio padła nawet propozycja, że t własnie firmy dystrybuujące alkohol powinny jako jedyne zajmować się dystrybucją marihuany, informowaliśmy o tym T U T A J.

waporyzatory hero
-reklama-

Niestety mimo wielu głosów sprzeciwu owe przepisy zostały przyjęte przez Kongres USA i niebawem zaczną obowiązywać na poziomie federalnym.

Nowe regulacje zawarte w dołączonej do prowizorium ustawie budżetowej dotyczącej rolnictwa ostatecznie zamykają lukę utworzoną przez analogiczną ustawę z 2018 r. (Farm Bill), która zalegalizowała uprawę konopi siewnych, w których zawartość THC (tetrahydrokannabinolu) nie przekraczała 0,3%.

Kongres zdelegalizował produkty z THC pochodzącego z konopi siewnych – wprowadzone zmiany

Nowe przepisy federalne, zawarte w niedawnym projekcie ustawy o finansowaniu rządu i podpisane przez prezydenta Trumpa, zmieniają prawną definicję konopi w całym USA.

Najważniejsze zmiany to:

  • Definicja całkowitego THC: Konopie siewne nie mogą zawierać więcej niż 0,3% całkowitego THC, licząc zarówno Δ9, jak i THCA.

  • Zakaz stosowania syntetycznych i półsyntetycznych kannabinoidów: Kannabinoidy „wytwarzane poza rośliną” lub niewystępujące naturalnie w konopiach są teraz nielegalne.

  • Limit zawartości THC w opakowaniu: Każdy produkt konopny dla konsumentów musi zawierać mniej niż 0,4 mg całkowitego THC w opakowaniu, w tym produkty spożywcze, olejki i waporyzatory.

  • Ograniczenia w sprzedaży detalicznej: Sprzedaż „odurzających produktów na bazie konopi”, takich jak Delta-8 i HHC, w sklepach całodobowych, na stacjach benzynowych i w Internecie będzie zabroniona .

  • Okres przejściowy: Branża ma około 12 miesięcy na dostosowanie się do przepisów, zanim zaczną obowiązywać przepisy federalne.

To nie jest drobna zmiana przepisów – to federalne represje wobec całego sektora gospodarki konopnej.
Według amerykańskiego okrągłego stołu ds. konopi , może to wyeliminować nawet 95% sprzedaży produktów pochodnych konopi.

Dla konsumentów skutki będą natychmiastowe:

  • Produkty zawierające kwiaty Delta-8 i THCA prawdopodobnie znikną ze sklepów internetowych i stacjonarnych.

  • Niektóre olejki CBD i produkty o pełnym spektrum mogą również podlegać ograniczeniom, jeśli zawierają śladowe ilości THC przekraczające nowy limit.

  • Testowanie i etykietowanie staną się kluczowe — kupując niezweryfikowane produkty, możesz narazić się na nowe ryzyko prawne.

Ustanowione też, że w tej kwestii prawo federalne stoi nad stanowym zatem nawet jeśli dany stan dopuszcza produkty z THC pochodzącym z konopi siewnych – to i tak prawo federalne tego zabrania.

Rynek shotów konopnych rozwija się w szybkim tempie, a marka BombDope znów dorzuca coś ciekawego do tej kategorii. Tym razem przyjrzyjmy się BombDope Mojito Sleep — produktowi zaprojektowanemu z myślą o świadomym wieczornym relaksie. Jest to naprawdę dobrze przemyślany shot konopny, który nie tylko działa, ale też po prostu przyjemnie smakuje. Oto więcej informacji.

BombDope Mojito Sleep — balans i relaks po długim dniu

Formuła Mojito Sleep powstała po długich testach i faktycznie daje się to odczuć. Shot oparty jest na naturalnych fitoskładnikach i flawonoidach — w smaku czuć miętowy vibe inspirowany klasycznym mojito, ale co istotne – bez typowej dla olejków konopnych goryczy.

Każdy łyk to sposób na naturalny relaks po intensywnym dniu. Dobrze sprawdza się w wieczornym rytuale — zamiast drinka, który często zaburza sen i oniża jego jakość, tutaj mamy coś, co faktycznie pomaga się wyciszyć i przygotować do spokojnego i jakościowego snu.

BombDope Mojito Sleep – solo czy w towarzystwie? Obie opcje na plus

Shot doskonale sprawdza się zarówno solo, w domowym klimacie — jako element wyciszenia na koniec dnia oraz w gronie znajomych w wersji „bezalkoholowego chill drinka”, wtedy również robi robotę.

Zero alkoholu, maksimum relaksu i świeżości — a przy tym można mieć pewność, że rano wstaje się bez zbędnych skutków ubocznych.

Dlaczego BombDope Mojito Sleep to coś więcej niż zwykły shot konopny?

BombDope po raz kolejny pokazało, że shot konopny może być ciekawym, funkcjonalnym produktem. W tym przypadku:

  • działa — realnie pomaga się wyciszyć i zrelaksować,

  • smakuje — bez goryczki, przyjemny miętowy aromat,

  • pasuje do wieczornego klimatu — czy to na domowy chill, czy na luźne spotkanie.

Fajnie też, że skład oparty jest na fitoskładnikach i naturalnych komponentach, bez ciężkiego, przetworzonego profilu.

O czym warto pamiętać?

To produkt przeznaczony dla osób dorosłych (+18). Jak każdy produkt tego typu, warto go stosować zgodnie z zaleceniami producenta. W przypadku BombDope Mojito Sleep kluczowe jest odpowiedzialne dawkowanie — wtedy efekty są najbardziej odczuwalne i komfortowe.

Podsumowanie — orzeźwiający shot konopny na dobry sen

BombDope Mojito Sleep to produkt, który zdecydowanie warto mieć pod ręką — zwłaszcza jeśli ktoś szuka naturalnego sposobu na wieczorne wyciszenie i poprawę jakości snu.

Smak na duży plus, działanie faktycznie wspierające relaks, a do tego bardzo nowoczesny, stylowy produkt. Na obecnym rynku shotów konopnych — zdecydowanie jedna z ciekawszych propozycji.

Ten oraz inne konopne shoty znajdziesz T U T A J

Czym jest shot konopny BombDope? Miłośnicy konopi coraz częściej poszukują nowoczesnych, wygodnych form korzystania z dobroczynnych właściwości roślinnych składników. Jednym z hitów ostatnich miesięcy są właśnie shoty konopne – płynne formuły, które w niewielkiej butelce kryją naprawdę solidny potencjał. Czym dokładnie jest shot konopny i jakie rozwiązania proponuje marka BombDope?

Shot konopny BombDope – co to właściwie jest?

Mówiąc najprościej, shot konopny BombDope to gotowa do spożycia płynna forma suplementu diety, zawierająca naturalne fitoskładniki w tym terpeny i flawonoidy, które mają właściwości wspierające naturalne procesy organizmu. Mogą wspierać w redukcję stresu, wspierać układ odpornościowy, działać łagodząco na układ nerwowy, wspierać w regeneracji po wysiłku fizycznym.

W składzie znajdują się też kannabinoidy, które wpływają na układ endokannabinoidowy człowieka regulując poziom stresu, nastrój, rytm snu, odczuwanie bólu, apetyt czy regenerację organizmu. 

W odróżnieniu od klasycznych olejków czy kapsułek, shoty konopne BombDope są wygodne, łatwe do dawkowania i oferują przyjemny smak — bez charakterystycznej goryczki. Każda porcja to standaryzowana ilość składników roślinnych wspierających naturalne procesy relaksacji, regeneracji czy wieczornego wyciszenia.

bomb dope shot konopny
-reklama-

Bez palenia, bez waporyzacji, bez kompromisów – tylko szybki i czysty chill, dostępny w każdej chwili.

Dlaczego warto wybrać shot konopny BombDope?

BombDope to marka, która w świecie shotów konopnych wyznacza nowe standardy. To nie tylko wygoda stosowania — to także realne wsparcie dla tych, którzy szukają sposobu na złapanie balansu.

Co wyróżnia shoty BombDope?

  • Gotowe do spożycia – bez przygotowania, zawsze pod ręką, idealne na szybki chill po pracy czy przed snem.

  • Precyzyjne dawkowanie – łatwo odmierzasz porcję, którą potrzebujesz.

  • Naturalne fitoskładniki i kannabinoidy – kompozycja wspierająca codzienną regenerację i odprężenie.

  • Wielość zastosowań – relaks, energia, lepszy sen – wybierz shot konopny idealny dla siebie.

Co ważne, chociaż shoty zawierają naturalne kannabinoidy obecne w konopiach, nie mają w składzie żadnych ekstraktów. Dzięki temu produkt zachowuje pełen profil roślinny, bez zbędnych przetworzonych składników.

Chill, który robi robotę

Shoty BombDope działają szybko i konkretnie — mocno relaksujące formuły towarzyszą w chwilach, kiedy najbardziej ich potrzebujesz. Wieczorny reset po długim dniu, przygotowanie do snu albo leniwe popołudnie? Idealne rozwiązanie.

Podsumowując 

Jeśli szukasz nowoczesnego, wygodnego i przyjemnego sposobu na wprowadzenie roślinnych składników konopnych do codziennej rutyny — shot konopny od BombDope to strzał w dziesiątkę.

Różnorodność wariantów smakowych i funkcjonalnych (relaks, energia, lepszy sen) sprawia, że każdy znajdzie opcję dopasowaną do swojego stylu życia.

BombDope tworzy produkty dla dorosłych, którzy chcą świadomie korzystać z mocy natury — bez dymu, bez zbędnego stresu, za to z pełną kontrolą nad tym, jak czują się na co dzień.

Bliscy Tupaca wypalili jego prochy w bluncie – przyznał jego przyjaciel Suge Knight, który także był w aucie, w którym zginął Tupac. Wypalenie prochów zmarłego rapera miało znaczenie symboliczne, a żeby mogło do tego dojść trzeba było wydać sporo gotówki, wynika z relacji Knighta, założyciela Death Row Records. Oto więcej informacji.

Bliscy Tupaca wypalili jego prochy w bluncie – przyznaje Suge Knight

Suge Knight i Tupac zostali postrzeleni 7 września 1996 r. w Las Vegas, po gali bokserskiej Mike’a Tysona. Gdy ich BMW zatrzymało się na czerwonym świetle. Wtedy napastnicy otworzyli do nich ogień raniąc lekko raniąc głowę Suga i czterokrotnie trafiając Tupaca.

Wysiadłem i próbowałem powiedzieć policji, co się stało, cały we krwi. Potem odpiąłem pas Tupaca i próbowałem go wyciągnąć

– relacjonował Knight, założyciel legendarnej wytwórni Death Row Records.

Tupac trafił do szpitala, gdzie przeszedł dwie operacje, w tym usunięcie płuca. Niestety mimo podjętych starań lekarzy zmarł kilka dni po zamachu – 13 września 1996 r. o 16:03.

 

Teraz Knight ujawnia, że matka Tupaca, Afeni Shakur, chciała natychmiastowej kremacji bez pogrzebu.

„Zapłaciłem milion dolarów w gotówce, żeby to załatwić” –  mówi Knight.

Jeszcze tej samej nocy, w gronie bliskich, doszło do niecodziennego gestu.

Przekazywali sobie woreczek z jego prochami. Jego ziomki go skręcili i wypalili – twierdzi Suge Knight. To miało sens. Było symboliczne, jakby część jego została z nimi – dodaje przyjaciel Tupaca.

Co ciekawe sam Suge nie zapalił blunta z prochami Tupaca gdyż… przebywał na zwolnieniu warunkowym co wiązało się z regularnymi testami na obecność prawnie zabronionych substancji.

Powiedziałem jego mamie: Mamo, chciałbym, ale jak się zaciągnę choć raz, pójdę siedzieć.

Knight przyznaje, że był jedynym który wtedy nie zapalił.

Podróżny zostawił w pociągu plecak z marihuaną i postanowił się po niego zgłosić do PKP, gdy zorientował się, że czegoś mu brakuje. Niestety, nie przewidział, że PKP jest na dzień dzisiejszy znacznie bardziej nadzorowane i pilnowane, niż jeszcze do niedawna, a każda pozostawiona torba czy bagaż, są natychmiastowo sprawdzane przez służby. Oto więcej informacji.

Podróżny zostawił w pociągu plecak z marihuaną i postanowił się po niego zgłosić

W piątek, 19 grudnia, obsługa pociągu dalekobieżnego, przejeżdżającego przez stację Lublin Główny, zauważyła pozostawioną bez nadzoru kurtkę oraz plecak. Zgodnie z procedurami bezpieczeństwa o znalezisku natychmiast powiadomiono dyżurnego Straży Ochrony Kolei oraz policję.

Po zgłoszeniu sprawy komendant zmiany skierował na miejsce patrol, a o zdarzeniu poinformowano również policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli pozostawiony bagaż i sprawdzili jego zawartość. W plecaku znajdowała się nieznana substancja, którą zabezpieczono do badań. Wstępna analiza wykazała, że była to marihuana 

– poinformował st. insp. Piotr Żłobicki, rzecznik prasowy SOK.

W czasie, gdy służby w Lublinie analizowały zawartość plecaka, na stacji w Chełmie rozegrała się druga część historii.

Do pełniącego służbę na peronie patrolu SOK podszedł młody pasażer. Mężczyzna poinformował funkcjonariuszy, że w pociągu, którym podróżował, zostawił swoje rzeczy  – kurtkę i plecak

waporyzatory hero
-reklama

Funkcjonariusze przyjęli zgłoszenie, a po chwili ustalili, że opis przedmiotów podany przez pasażera idealnie pasował do bagażu zabezpieczonego chwilę wcześniej w Lublinie, w którym znaleziono marihuanę.

Dyżurny z Posterunku SOK w Chełmie niezwłocznie przekazał tę informację swoim kolegom z Lublina. Ustalono, że „roztargniony” właściciel zostanie doprowadzony przez patrol do stacji Lublin Główny nie tylko po to, by odebrać swoją własność…

Na miejscu zamiast miłej obsługi i odzyskania zguby czekały na niego niestety problemy. Na stacji Lublin Główny został zatrzymany przez funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei oraz policji.

Dalsze czynności w tej sprawie prowadzi obecnie Komisariat III Policji w Lublinie. Za posiadanie środków odurzających młodemu mężczyźnie grozi teraz kara do 3 lat pozbawienia wolności. Ta podróż z pewnością zostanie zapamiętana na długo i raczej nie będą to miłe wspomnienia.

Młody Portugalczyk chciał przemycić do Polski 24 kg zioła z Tajlandii. To kolejna tego typu sytuacja w ostatnich tygodniach. I zawsze jest to podobna ilość – średnio 22 kg w jednej walizce, a przemytnicy często lecą z więcej niż jedną sztuką. Z czego to wynika i czy możliwe, że takie transporty przechodzą niezauważone? Oto więcej informacji.

W Bangkoku spakował 24 kg zioła do walizki i poleciał do Polski – znów rośnie skala przemytu konopi z Tajlandii do Europy

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej z Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie wytypowali do kontroli pasażera, który przyleciał z Bangkoku. W jego walizce znaleziono 42 foliowe pakiety zielonego suszu roślinnego.

Badania narkotestem oraz analizy w Laboratorium Celno-Skarbowym w Otwocku potwierdziły, że była to marihuana. Zabezpieczono ponad 24 kg narkotyków o szacunkowej czarnorynkowej o wartości od pół miliona do ponad miliona złotych.

Zatrzymany 22-latek usłyszał w prokuraturze zarzuty przemytu znacznej ilości środków odurzających. Na wniosek śledczych sąd aresztował go na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara grzywny oraz pozbawienia wolności od 3 do 20 lat.

To już drugi w ostatnich tygodniach przypadek próby przemytu znacznej ilości marihuany na Lotnisku Chopina – w listopadzie funkcjonariusze wykryli prawie 40 kg narkotyku w bagażu 26-letniej obywatelki Szwecji – pisaliśmy o tym T U T A J.

Tajlandia: Marihuana pozostanie legalna, poinformował premier Srettha.

Czy mamy do czynienia z drugą falą przemytu marihuany z Tajlandii do Europy?

Bo pierwsza taka fala miała miejsce rok temu – pisaliśmy o tym  T U T A J.

We wspomnianym artykule z marca tego roku informowaliśmy:

 Rośnie liczba prób przemytu marihuany do Europy, na lotnisku w Chiang Mai zatrzymano w poniedziałek 5 osób, każdy miał w walizce znacznie ponad 20 kg i każdy leciał do Europy, a konkretnie do Anglii i Belgii. We wtorek na Koh Samui zatrzymano dwóch Brytyjczyków, którzy w walizkach mieli 165 kg suszu. Tylko od lutego przejęto 3,1 tony zioła i 8 ton produktów otrzymanych z konopi (np. ekstrakty), które miały lecieć do Wielkiej Brytanii. Od 16 lutego tajski Departament Celny ściśle współpracuje z brytyjskim Home Office International Operations, aby rozwiązać ten „problem”.

Tylko od początku lutego do połowy marca, tajskie służby przejęły ponad 3 tony marihuany oaz blisko 8 ton produktów z niej wytworzonych takich jak ekstrakty, olejki czy nasiona.

Proceder nieco ustał gdy w Tajlandii doszło do pewnych zmian prawnych, o których pisaliśmy T U T A J.

O ile marihuana nie została w pełni zdelegalizowana (pomimo plotek, które rozwiewamy w artykule T U T A J) o tyle pojawił się chwilowy problem dla jej producentów. A to właśnie nadprodukcja była w Tajlandii głównym czynnikiem powodującym próby przemytu.

W Tajlandii zalega nadal wiele ton marihuany, której nie ma szans sprzedać na lokalnym rynku. Dlatego ci najbardziej zdesperowani, którzy wydali ogromne pieniądze, a czasem oszczędności życia na uruchomienie upraw indoor, mając nadzieje na intratny interes – teraz szukają rozwiązania decydując się także na te nielegalne metody.

Dlatego tego typu przemyty przez „mułów”, którzy pakują do walizki tyle zioła ile się da (a da się ok 22 kg bez zbytniego sprasowania) i lecą z tym do Europy, gdzie popyta na marihuanę jest spory, a ceny znacznie lepsze niż w Tajlandii. Czy zatem próby przemytu konopi z Tajlandii do Europy znów staną się codziennością? Jest to możliwe chociaż skala będzie zapewne raczej maleć ponieważ mało kto otwiera nowe uprawy w tamtej części świata.

Władze Amsterdamu chcą wprowadzić zakaz sprzedaży marihuany turystom. Nowe przepisy zakładają, że zakupy w popularnych Coffee Shopach będą mogły robić jedynie osoby zameldowane w Holandii. Samo zioło nie jest dla mieszkańców Amsterdamu problemem, ale turystyka, którą nakręca legalna marihuana już tak. Nie jest to pierwszy raz, gdy władze tego miasta mówią o ograniczeniu ziołowej turystyki ze względu na spokój mieszkańców. Przepisy uniemożliwiające turystom zakup zioła od lat funkcjonują w holenderskiej gminie Maastricht, czy zdały egzamin? Oto więcej informacji.

Amsterdam: Władze chcą wprowadzić zakaz sprzedaży marihuany turystom

Amsterdam, a raczej jego mieszkańcy, od wielu lat zmagają się z problematyczną turystyką, która powodowana jest legalną tam marihuaną i prostytucją. 

Trzeba powiedzieć jasno – w znacznej większości przypadków, turyści nie jadą do Amsterdamu, aby zwiedzać jego zabytki tylko w celach imprezowych. Takich turystów przyjeżdża tam tysiące dziennie, a pewne części miasta i ich mieszkańcy cierpią na tym najbardziej.

Dlatego władze Amsterdamu od jakiegoś czasu starają się jakoś ulżyć swoim obywatelom.

W zeszłym roku wprowadzono zakaz palenia marihuany na ulicy, który dotyczył głównie tzw. „dzielnicy czerwonych latarni”, pisaliśmy o tym T U T A J.

Kilka lat temu także pojawiały się głosy o zakazie sprzedaży zioła turystom, pisaliśmy o tym T U T A J, jednak nigdy nie doszły one do skutku.

Teraz pomysł powrócił. Największa partia koalicyjna, PvdA, uwzględniła nawet tę propozycję w swoim programie wyborczym. VVD również ją popiera. Politycy dążą do ograniczenia uciążliwości „turystyki narkotykowej”. Holenderscy politycy chcą dla sprzedaży marihuany zastosować przepis „Ingezetencriterium”  (kryterium I / kryterium rezydenta), który stanowi, że jedynie mieszkańcy zameldowani w danej gminie mogą na jej terenie dokonywać zakupów w Coffee Shopach.

konopny shot bomb dope
-reklama-

Nie wszyscy politycy jednak są to tego pomysłu przekonani. Partia D66 sprzeciwia się temu planowi, natomiast partia GroenLinks póki co nie zajęła w sprawie stanowiska.

Przedsiębiorcy, zwróćcie uwagę: „To zepsuje atmosferę w Amsterdamie” – mówi Joachim Helms, właściciel Coffee Shopu, który uważa, że ​​politycy nie rozumieją problemu.

Zakaz sprzedaży marihuany turystom nie sprawdził się w gminie Maastricht?

Przedsiębiorcy z Maastricht natomiast stanowczo odradzają Amsterdamowi wprowadzenie kryterium I.

Argumentują to faktem, że zakaz sprzedaży marihuany turystom spowodował rozwój handlu ulicznego: „Ci ludzie i tak tam są. Chcą tego” – mówi Stephanie Korsten, właścicielka czterech Coffee Shopów w Maastricht, dodając, że turyści, którym odmówiono wstępu do legalnych lokali, trafiali prosto na ulicę.

Pojawiają się zarzuty o brak kontroli i napięcie: Bond van Cannabis Detaillisten (BCD) mówi, że  „Handel uliczny nasilił się. Incydenty zdarzają się codziennie, a policja ma trudności z ich opanowaniem.”

W Maastricht „kryterium I” doprowadziło do zwolnienia od 200 do 300 pracowników Coffee Shopów. Rotacja gwałtownie spadła. Firmy zgłaszają dyskryminację i wzmożone napięcia przy wejściu podczas kontroli tożsamości.

Co na to władze gminy Maastricht?

Lokalne władze zaznaczają, iż Maastricht ma także na swoim koncie sukcesy związane ze zmianą przepisów. Urzędnicy mówią, że wprowadzenie nowych regulacji było bolesne, ale przyniosło efekty w statystykach.

Oficjalne dane pokazują, że liczba incydentów narkotykowych spadła o dwie trzecie od 2012 r.

Jednak mimo to uliczni dilerzy nadal prężnie działają w centrum miasta. Władze regularnie zamykają również nielegalne punkty sprzedaży narkotyków.

Należy też pamiętać, że Amsterdam to całkiem inny świat w stosunku do Maastricht i inny poziom oraz skala zorganizowanej przestępczości, która dzięki nowym przepisom miałaby nowy, bardzo dochodowy obszar działalności. 

Handlowa porcja marihuany, takie stwierdzenie pada dość często, gdy policja lub media informują o przestępstwach związanych z konopiami indyjskimi. Często też jest to jedyny podawany do informacji wyznacznik ilości zabezpieczonego suszu, zamiast o wadze policja informuje o przejętej ilości porcji handlowych. Czemu tak jest, ile wynosi ta legendarna porcja oraz czemu to pojęcie jest niebezpieczne dla użytkowników konopi?

Handlowa porcja marihuany

Jest to pojęcie pojawiające się bardzo często w kontekście problemów prawnych za posiadanie zabronionego suszu konopnego. Pojawia się zarówno w informacjach prasowych oraz aktach oskarżenia w sądzie. Jednak przeważnie nawet sądy nie wiedzą jaka to konkretnie ilość.

Opinia biegłego

Podczas jednej ze spraw sądowych, w której występowałem w roli oskarżonego o niesłychane przestępstwo tj. posiadanie niespełna stu gramów suszu marihuany. W akcie oskarżenia napisano, że posiadałem sto gramów ok tysiąca porcji handlowych. Akt oskarżenia brzmiał od razu znacznie groźniej.

Nie zgodziłem się z opinią prokuratury i wyraziłem swoją, że sto gramów to jest porcja na kilkadziesiąt ciastek i trochę skrętów. Jednak oskarżyciel, który chwilę wcześniej oznajmił, iż już jeden gram marihuany uzależnia stwierdził teraz, że sto gramów to ilość, którą jednorazowo może się odurzyć tysiąc osób. Nie potrafił jednak tego uargumentować, czym według niego jest odurzenie też nie powiedział. Dlatego sad, aby rozstrzygnąć tę kwestię powołał biegłego.

Biegły sądowy przedstawił swoją oficjalną wersję porcji handlowej, oto ona:

Ilość/porcja handlowa, to najczęściej znajdywana najmniejsza ilość suszu. czyli tzw. lufka.

-oznajmił sądowy biegły

Nie dowierzali wszyscy na sali sądowej, po za prokuratorem oczywiście.

Okazuje się, że nie ma konkretnego określenia wagowego dla handlowej porcji marihuany. Jak określił biegły – jest to lufka, czyli bardziej miara objętości niż wagi.

Przeliczanie przez policję suszu na „lufki” brzmi niedorzecznie i może mieć tragiczne konsekwencje dla użytkownika zatrzymanego z suszem. Gdy znajdą przy kimś 15 gramów marihuany i to zostanie wpisane do aktu oskarżenia to ok. Natomiast jeżeli obok w nawiasie pojawi się informacja, że jest to ok 150 porcji to wyrok może być surowszy. Weźmy pod uwagę, że sędzia nie ma zielonego pojęcia o konopiach indyjskich. Gdy trafi mu się sprawa o 150 porcji handlowych, może stwierdzić, że na ławie oskarżonych siedzi diler, a nie zwykły użytkownik, który miał zaledwie 15 gramów.

Dlaczego używa się określenia handlowa porcja marihuany

Robią to policja oraz prokuratura i w mojej opinii wynika to tylko i wyłącznie z chęci wykazania, jak groźne przestępstwo i jak groźnego przestępce się zatrzymało i oskarżyło. Po raz kolejny idzie o sztuczne zawyżanie statystyk etc. Dochodzi do tego ogłupianie i manipulowanie nieświadomym społeczeństwem. Straszenie ludzi, że w ich pobliżu mieszkał przestępca, który posiadał 150 porcji handlowych marihuany, 15 gramów nie robi takiego wrażenia, nie wywołuje takiego lęku.

Służby kochają jeszcze jeden zabieg, który to jakoby podnosi „rangę” czynu. Chodzi o wartości przejętego suszu. Przykład – ostatnio informowaliśmy o likwidacji sporej plantacji urządzonej w pieczarkarni. W trakcie tej realizacji funkcjonariusze zabezpieczyli 30 kg marihuany, której podana wartość to 13 000 000 zł! Dokładnie tak, 13 grubych baniek za 30 kg suszu! Jego wartość w hurcie to ok 600 000 zł a w detalu max 1500000 zł. Jednak jak się wartość zarekwirowanego suszu pomnoży razy 20 i taka informację poda opinii publicznej to efekt PR-owy będzie znacznie lepszy.

Policja nie ma sukcesów związanych z przestępczością narkotykową! Mało tego, prawo zabraniające posiadania marihuany to jest jedna wielka porażka, która ośmiesza policje i samo prawo! Pomyślcie, powiedzmy, że policja zabezpieczy w ciągu całego roku tonę marihuany. Zapewne odtrąbią w mediach sukces. Szkoda tylko, że nikt nie wspomni, że w naszym kraju spala się delikatnie licząc ok 1,5 – 2 tony suszu dziennie. Daje to przynajmniej te 500 ton rocznie, czyli policja przechwyciła w tym założeniu jakieś 0.2% tego co trafiło do obrotu. Dlatego, nie mając sukcesów na tym polu, wolą cie oskarżyć o 150 porcji, zamiast 15 gramów.

Marihuana i związane z nią wokandy to bardzo często dobitne przykłady łamania konstytucji oraz obowiązującego prawa. W świetle kodeksu karnego posiadanie kilku czy nawet kilkuset gramów marihuany na własny użytek nie jest przestępstwem, a jedynie czynem zabronionym. O tym jednak w mediach głównego nurtu nie usłyszysz. Nie usłyszysz też o tym jak włodarze tego kraju zlecali aresztowania konopnych aktywistów, o tym jak funkcjonariusze i prokuratorzy z polecenia przełożonych kłamali przed sądem ani o tym jak łamali konstytucję i prawo na wszelkie sposoby aby nas uciszyć.

Użytkownicy marihuany vs. sądy

Kodeks karny otwiera art. 1 – warunki odpowiedzialności karnej, którego paragraf 2 brzmi następująco:

Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma.

W świetle kodeksu karnego posiadanie kilku czy nawet kilkuset gramów marihuany na własny użytek nie jest przestępstwem, a jedynie czynem zabronionym. Bo jaka szkodliwość społeczna wynika z tego, że ktoś uprawia, posiada i pali konopie? No właśnie – ŻADNA! Mało tego, w zestawieniu z alkoholem, wybór marihuany jest korzystniejszy zarówno dla użytkownika jak i społeczeństwa. O tym, że alkohol to narkotyk dużo cięższy, o wiele bardziej społecznie szkodliwy i destruktywnie wpływający na społeczeństwo aniżeli marihuana, nikogo przekonywać chyba nie muszę.

Niestety, sądy, prokuratorzy i policja mają prawo w dupie – dla nich liczą się statystyki.

Konstytucja

Przedstawiciele państwa polskiego często gardzą też konstytucją, która mówi o gwarancji ochrony zdrowia oraz wolności wyznania. Gdyby te dwa zapisy dopasować to tego jak jest na prawdę powinny one brzmieć następująco, art. 68 dot. ochrony zdrowia:

„Państwo gwarantuje każdemu obywatelowi dostęp do opieki zdrowotnej ale tylko tej oferowanej przez koncerny farmaceutyczne dla których liczy się tylko i wyłącznie zysk, a których „leki” zabijają miliony osób rocznie. Zakazuje się stosowania naturalnych leków, które leczą dziesiątki dolegliwości bez skutków ubocznych. Zabrania się leczyć darami natury, których koncerny nie mogą opatentować”

Natomiast zapis o wolności wyznania, art. 53 konstytucji, powinien brzmieć:

„Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Każdy kto jako swoją religię wybrał Rastafari i w ramach obrządków religijnych używa świętego ziela konopi zamiast trującego alkoholu – zostanie pozbawiony wolności.”

Niektórzy, sądzą, że żyjemy w wolnym kraju. Nic bardziej mylnego! Żyjemy w kraju gdzie za podporządkowanie się systemowi otrzymujesz pseudo-wolność, jej marną namiastkę.

Konopni aktywiści vs. system

Gdy tylko zdałem sobie z tego wszystkiego sprawę postanowiłem coś z tym zrobić. Był rok 2010, a ja jeszcze nie wiedziałem, że to będzie trudna batalia, a przedstawiciele naszego państwa udowodnią mi, że znacznie bliżej im do reżimu niż do demokracji.

Zaczęło się od tego, że ówczesny prezydent Wrocławia nie zezwolił na przemarsz Wrocławskiego Marszu Wyzwolenia Konopi, zrobił to łamiąc konstytucję. Na manifie stawiło się ok 1,5 tys. osób. Służby uniemozliwiały nam korzystanie z naszych konstytucyjnych praw, na co my usiedliśmy na jezdniach i pojawił się problem. Funkcjonariusze otrzymali zadanie zatrzymać organizatora i przewieźć na komendę. Tak też zrobili. Po czym na komendzie oznajmili mi, że mają przykaz zatrzymać mnie na 48h ponieważ na dzień następny zgłoszoną miałem kolejną manifestację. Czytaj zostałem zatrzymany za korzystanie z gwarantowanego przez konstytucję prawa do zgromadzeń. Będąc na taką sytuacje przygotowanym, oznajmiłem, iż nie mają takiego prawa, nie mają podstaw. Panowie bezczelnie przy mnie zastanawiali się jaki zarzut mogą mi postawić, aby kwalifikował się do zatrzymania. Stwierdzili, że sprowadzenie możliwości katastrofy w ruchu lądowej przez zablokowanie jezdni jest zbyt niedorzeczne. Nagle dowiedziałem się, że jestem zatrzymany za naruszenie nietykalności funkcjonariusza. Co było kompletnym kłamstwem. Kolejne 48h na dołku, druga manifa się nie odbyła.

Jakiś czas później odbyła się rozprawa, byłem oskarżony o wspomniane naruszenie nietykalności policjanta na służbie. Na wokandę wszedłem pełny wiary i nadziei gdyż miałem ze sobą nagranie na którym widać, że funkcjonariusze kłamią i to bardzo. Doszło do tego, że funkcjonariusz, który był jedynym świadkiem w sądzie, który rzekomo widział całe zajście – w rzeczywistości nawet go tam nie było co wykazałem nagraniem video. Na nagraniu nie tylko nie ma policjanta, który twierdził, że stał obok, ale też widać wyraźnie, że nikogo nie kopałem ani nie uderzałem. Na ogłoszenie wyroku wchodziłem pewny, iż prawda wygra. Po chwili stało się dla mnie jasne w jakim skurwiałym kraju żyję i jak skurwiali ludzie noszą orzełka. Sędzia oznajmiła mi, iż jestem winny. Uzasadnienie wprawiło mnie w osłupienie – sąd nie ma podstaw nie wierzyć funkcjonariuszom – tak argumentował swoje postanowienie sąd! A gdy wykrzyknąłem w złości o nagraniu kazano mi opuścić salę. Po raz kolejny szczęka mi opadła gdy w ustnym uzasadnieniu wyroku, sędzie stwierdziła, że nie można pochwalać tego co robię! Tego, że korzystam ze swoich konstytucyjnych wolności? Ciekawe podejście. W takim „demokratycznym” kraju żyjemy.

Wielokrotne zatrzymania, funkcjonariusze po cywilnemu obserwujący moje mieszkanie, podsłuchy na telefonach i policyjne prowokacje – tak wyglądał konopny aktywizm dekadę temu. Byliśmy traktowani jako zorganizowana grupa przestępcza – a jedynie manifestowaliśmy swoje niezadowolenie korzystając z gwarantowanych przez konstytucję praw! Mimo to nasz zapał nie słabł, nie udało im się nas wystraszyć. Na kolejne manifestacje przychodziło już nie 1,5 tys., a 5-7 tys. uczestników!

Władza zamiast z nami rozmawiać wolała nasyłać na nas służby. I tak pewnego razu zostałem zatrzymany pod zarzutem sprzedaży marihuany nieletnim. Jak sie okazało, owi nieletni to 16-sto oraz 17-sto latek, których przysłała na spotkanie WK Wrocław policja w celu prowokacji. Mieli kupić ode mnie zioło. Mimo, iż z mojej strony usłyszeli odmowę, zeznali, że kupili ode mnie kilka gramów. Jednak ich kłamliwe zeznania były tak bardzo niespójne, że nawet jak by sąd chciał dać im wiarę, to były nie do obrony, a na sali były media i sporo osób. Niestety dla prokuratury, oprócz zarzutu sprzedaży nieletnim, który jest zbrodnią zagrożona karą 3-15 lat więzienia, jedyny zarzut to było posiadanie kilku gramów marihuany, prokuratura musiała coś szybko wymyślić. I w ten oto sposób postawiono mi chyba najbardziej absurdalny zarzut w historii tego kraju. Otóż brzmiał on następująco: W okresie 2005-2010 oskarżony, nieznanym osobom, w nieznanym miejscu i w nieznanym czasie udostępnił marihuanę w ilości nie mniejszej niż 700g!!! Bez ŻADNYCH podstaw, bez żadnych zeznań, nawet bez pomówień!

Takich zarzutów różniących się tylko ilościami oraz przedziałem czasowym usłyszałem kilka. Nie sądziłem, że to w ogóle przejdzie. Ale reżimowa prokuratura postawiła wyssane z palca i absurdalne zarzuty, a reżimowy sąd reprezentujący RP wydał wyrok skazujący. W ten sposób trafiłem na 2 lata do zakładu karnego, mimo iż nie popełniłem żadnego przestępstwa! Zamknięto mnie tylko dlatego, że miałem odwagę wyjść na ulicę i wyrazić swoje niezadowolenie. Nadal ktoś uważa, że żyjemy w wolnym kraju?

Pewnego razu podczas przesłuchania w prokuraturze, mój obrońca stwierdzając, że tymczasowe aresztowanie to przesada usłyszał od prokuratora, że ten zdaje sobie sprawę, iż jestem jego klientem i chce on dla mnie jak najlepiej, ale on też ma swoich mocodawców i oni chcą aby pan Leśniański poszedł siedzieć. Oto w jak wolnym kraju żyjemy.

Rzygać mi się chce gdy widzę tych wszystkich polityków bandytów mówiących o wolności, praworządności i konstytucji.

W Nowogardzie doszło ostatnio do niecodziennej sytuacji. Wszyscy funkcjonariusze otrzymali nagłe wezwanie do komisariatu, będący na urlopach musieli je przerwać i także się stawić. Powód? Obowiązkowe testy na narkotyki po tym, jak w jednym z radiowozów znaleziono młynek do marihuany. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Oto więcej informacji.

Nowogard: Wszyscy policjanci wezwani na testy narkotykowe. Powód? W radiowozie znaleziono młynek do marihuany

Z informacji uzyskanych przez dziennikarzy Onetu wynika, że funkcjonariuszy z Nowogardu pod koniec grudnia zaskoczyło nagłe polecenie stawiennictwa w komisariacie. W niedzielę 28 grudnia ubiegłego roku, komendant powiatowy policji w Goleniowie nakazał obowiązkowe przybycie także tym policjantom, którzy tego dnia nie pełnili służby lub przebywali na urlopie. Powodem było znalezienie w jednym z radiowozów młynka do suszu marihuany.

Komendant nowogardzkiej policji zarządził przeprowadzenie wśród policjantów testów na obecność narkotyków w organizmie. O sprawę zapytano oficera prasowego goleniowskiej komendy, który potwierdził ustalenia Onetu. Jak wynika z informacji, młynek do marihuany został znaleziony przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę 28 grudnia. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła do komendanta.

Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna, czyli Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie, a także prokurator

-przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak z goleniowskiej policji.

Jeden z funkcjonariuszy z powiatu przyznał, że najprawdopodobniej młynek mógł zostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli, a policjanci mieli go tam zostawić przez przypadek. Został znaleziony w przedniej części radiowozu. Jak ocenił policjant, reakcja komendanta była prawidłowa. – „On trzyma ludzi dość krótko” – mówił zapytany o sprawę.

Do stawiennictwa w komisariacie wezwano wszystkich funkcjonariuszy, którzy w ostatnim czasie użytkowali radiowóz, w którym znaleziono młynek. Policjanci zostali przebadani na obecność narkotyków w organizmie. – „Wszyscy uzyskali wynik negatywny” – zaznaczył z kolei podkom. Paweł Grzelak.

Źródło: Onet

Kanadyjska firma Canopy Growth oznajmiła kilka dni temu, że ekstrakcja CBD przy użyciu CO2 jest procesem chronionym patentem, którego właścicielem jest Canopy. Kanadyjski gigant złożył jednocześnie pozew przeciwko GW Pharmaceuticals, producentowi Epidiolexu – leku opartego o CBD. Przedmiotem pozwu jest naruszenie patentu w procesie produkcji Epidiolexu ponieważ pozyskiwane do leku CBD ekstrahowane jest za pomocą CO2.  Wygrana sądowej batalii przez Canopy może mieć wpływ nie tylko na GW Pharmaceutics lecz na całą branżę konopną w USA i nie tylko.

Ekstrakcja CBD przy użyciu CO2 chroniona patentem?

Epidiolex produkowany przez GW Pharmaceuticals to na chwilę obecną jedyny lek oparty na CBD dopuszczony do obrotu oraz spełniający wymagania amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Jest to syrop zawierający 10% CBD, które pozyskiwane jest przy użyciu CO2. Metoda ekstrakcji kannabinoidów, w której to CO2 jest rozpuszczalnikiem, jest najpopularniejszą metodą ekstrakcji na świecie.

Firma Canopy Growth z siedzibą w Ontario poinformowała, że ​​uzyskała patent w USA, kupując niemiecki C³ Cannabinoid Compound Co. w 2019 r.(wartość transakcji to 251 milionów dolarów).

Sam wniosek patentowy na proces ekstrakcji kannabinoidów przy pomocy CO2 został po raz pierwszy złożony przez wynalazcę o nazwisku Adam Mueller w 2000 r. Canopy w Urzędzie Patentowym Stanów Zjednoczonych wykazało, że 4 grudnia firma zapłaciła Spectrum Therapeutics, które jest niemieckim oddziałem Canopy, 1 dolara za technologię oraz wszelkie dobra materialne oraz niematerialne i aktywa, poinformował Forbes.

Aby wygrać w sądzie, Canopy musi wykazać, że patent, którego są właścicielem, jest pierwszym odnotowanym przykładem zastosowania omawianej technologii.

Natomiast GW Pharmaceuticals będzie musiało wykazać, że używana przez nich technologia ekstrakcji różni się od tej w patencie Canopy, lub że technologia Canopy chroniona patentem była „znana lub oczywista” w chwili złożenia pierwszego wniosku patentowego w 2000 r.

Jeżeli sąd przyzna rację Canopy Growth i uzna, że GW Pharmaceuticals wykorzystał należącą do nich własność intelektualną podczas ekstrakcji CBD do Epidiolexu, Canopy może złożyć roszczenia patentowe przeciwko prawie każdemu dużemu producentowi oleju z konopi w Stanach Zjednoczonych.

Prawa Canopy wynikające z patentu obowiązują do połowy 2022 roku. Jednak nawet w 18 miesięcy, posiadając wyłączność na technologię ekstrakcji CO2, może przynieść firmie ogromne zyski oraz bardzo mocno zaszkodzić konkurencji. Oznacza to, że nawet gdy patent wygaśnie, Canopy może być liderem rynku o bardzo silnej pozycji.

Nie trudno dojść do wniosku, że taki ruch ze strony Canopy to próba wejścia na rynek leków opartych o CBD, który obecnie zdominowany jest przez GW Pharmaceuticals i ich Epidiolex.

Oto pozew złożony przez Canopy Growth

W obliczu szalejącej pandemii koronawirusa świat medycyny intensywnie poszukuje sposobów na jego zwalczenie i wyleczenie chorych osób, a przeróżni eksperci ekonomiczni głowią się nad remedium na załamanie gospodarcze, które postępuje od czasu rozpełznięcia się koronawirusa z chińskiego Wuhan na świat. My postaramy odpowiedzieć sobie, czy w walce z koronawirusem może pomóc kannabidiol?

We własnym zakresie próbują sobie pomóc ludzie – stosują się bardziej do zasad higieny osobistej, dbają o dietę oraz uświadamiają w kwestii zwiększenia prewencji zdrowotnej. Dotyczy to także kannabidiolu, który, jak się okazuje, może być pomocny także w przypadku groźnego i podstępnego koronawirusa. O ile nie leczy wywoływanej przez niego choroby, Covid-19, to regularne stosowanie olejków CBD pomaga w zbudowaniu odporności i uniknięciu ewentualnego zachorowania, jak i może skracać czas regeneracji organizmu w trakcie procesu leczenia.

Czy w walce z koronawirusem może pomóc kannabidiol?

Pytanie, czy olejki CBD i produkty konopne zawierające kannabidiol mogą być pomocne przy koronawirusie, zadaje sobie coraz więcej osób. Na dzisiejszy dzień nie ma żadnych dużych badań dotyczących wpływu czy to marihuany medycznej bogatej w THC, czy też samego CBD na organizmy osób zarażonych i chorujących akurat na koronawirusa SARS CoV-2. Istnieją za to liczne mówiące o wpływie marihuany na wirusy jako takie, w ujęciu generalnym. Ich wyniki sprawiają, że kwestią, czy olejki CBD i generalnie medyczna marihuana mogą być pomocne w walce z koronawirusem, zaczęli się interesować szerzej świat medycyny.

Ceniony profesor z Wydziału Medycyny Żydowskiego Uniwersytetu w Jerozolimie przez długi czas badał swoistego protoplastę obecnego koronawirusa, SARS-CoV, którego epidemia w 2017 roku wstrząsnęła Azją. Badacz zauważył, że oba koronawirusy są bardzo podobne w budowie oraz działaniu. Naukowiec zakłada, że pomóc w walce z obecnym koronawirusem, SARS-CoV-2 mogą kannabinoidy zawarte w medycznej marihuanie. Ich rola polegałaby na tonizowaniu stanu zapalnego i wydatnego zwiększania odporności zarówno fizycznej, jak i psychicznej osób zarażonych. Tutaj szczególne nadzieje pokłada świat nauki w cennym CBD.

Kannabinoidy są szczególne pomocne w przypadku zabezpieczania naszych płuc, a te są głównym celem ataku Covid-19 – choroby wywoływanej przez SARS-CoV-2. Niemal identyczne objawy daje „klasyczny” SARS.

Na początku infekcja jest ukryta, pojawia się stan zapalny, osoba chora bardzo często nie zdaje sobie sprawy, że jest zarażona. Jednym z pierwszych objawów jest suchy, duszący kaszel. Pojawia się gorączka. Potem mamy już zakażenie ogólnoustrojowe, pojawiają się duszności, finalnie zapadają się pęcherzyki płucne, a one same ulegają zwłóknieniu i przestajemy oddychać.

Osoby młode i nie posiadające dodatkowych obciążeń zdrowotnych w postaci różnych chorób przechodzą infekcję koronawirusem raczej łagodnie i często nawet o tym nie wiedzą, odbierając swoje lekkie objawy za przeziębienie. Wirus jest szczególnie niebezpieczny dla seniorów i osób przewlekle chorych. W ich przypadku rokowania co do ich wyzdrowienia nie są takie pomyślne.

Jak CBD może pomóc w walce z koronawirusem?

Komórki płuc posiadają na sobie receptory kannabinoidowe CB1 i CB2. Kannabidiol (CBD) łącząc się z nimi pobudza zdolności odpornościowe organizmu i intensyfikuje działanie przeciwciał obecnych w naszych organizmach. I o ile kannabinoidy, w tym CBD, nie są w stanie zniszczyć wirusa, to mogą być skutecznym sposobem na spowolnienie procesów replikacji jego RNA i co za tym idzie, przyhamować marsz koronawirusa przez układ odpornościowy, chroniąc nabłonek komórek. I dlatego warto rozważyć podjęcie stosowania olejków CBD tyle, że należy pamiętać, aby sięgać po sprawdzone i w pełni naturalne pochodzące z certyfikowanych upraw – takim produktem jest na przykład olejek marki kusHaze. Jest to produkt otrzymany za pomocą ekstrakcji freonowej TET (Tetra Extraction Technology) o pełnym spektrum fitokannabinoidów oraz terpenów.

Tutaj ważne jest głównie to, aby, jeżeli to możliwe, korzystać z dobroci „żywej” rośliny – rozumiemy przez to ekstrakty uzyskane dzięki ekstrakcji tetrafluoroetanem (freonem) .

W przypadku korzystania z importowanych produktów warto upewnić się, że są to produkty sprawdzone, bez zawartości metali ciężkich, a także warto przyjrzeć się etykiecie i poprosić o badania potwierdzające, że jest to produkt o pełnym składzie, a nie jedynie wyizolowany kannbiodiol rozpuszczony w oleju konopnym – taki produkt nie zapewni nam oczekiwanego działania.

Czym jest live rosin i live resin? Na to pytanie postaramy odpowiedzieć sobie w dzisiejszym artykule poświęconym właśnie tym koncentratom. Live Rosin i Live Resin są dwoma różnymi rodzajami ekstraktów z konopi, które bardzo często się ze sobą myli.

Sam termin Live Rosin jest technicznie niedokładny i chociaż wydaje się, że tak już pozostanie, to czołowi twórcy koncentratów postanowili w końcu postawić sprawę jasno i wyjaśnić proste różnice, które dzielą te dwa ekstrakty.

Czym jest Live Rosin?

Live Rosin jest bezrozpuszczalnikowym, żywicznym ekstraktem z konopi. Często wytwarza się go poprzez sprasowanie tzw. bubble hash wytworzonego ze świeżo zamrożonych lub „żywych” kwiatów. Ten proces rejestruje żywy profil terpenowy konopi indyjskich bez użycia rozpuszczalników.

Zadajesz sobie pewnie pytanie, czy do prasy ekstrakcyjnej możesz włożyć świeżo ścięte kwiaty. Odpowiedź oczywiście brzmi: nie. Próbując sprasować świeże kwiaty, nawet te świeżo zamrożone wytworzy się para, która powstaje na wskutek wrzenia wody zawartej w kwiatach. To czego nie uda ci się otrzymać, to pożądany produkt, który jest przydatny do użycia.

Jak więc zatem otrzymać „żywą kalafonię”? Aby udało się nam stworzyć Live Rosin, to kwiaty muszą być uprzednio zamrożone lub najpierw musimy zrobić bubble hash, suszymy za pomocą suszarki sublimacyjnej, a dopiero wtedy wyciskamy rosin, dzięki temu otrzymujemy produkt zawierający pełne spektrum kannabinoidów oraz wysoką zawartość terpenów. Torby z sitami do tworzenia bubble hash znajdziesz praktycznie w każdym dobrym growshopie.

Cena najlepszej jakości Live Rosin może oscylować nawet  przy 100 USD za gram, biorąc też pod uwagę jej często niezrównany profil terpenowy

Czym jest Live Resin?

Ten termin odnosi się do ekstraktu na bazie rozpuszczalnika. Zazwyczaj jest to klasyczny BHO(Butane Hash Oil), który wytwarzany jest z zamrożonego materiału roślinnego. Jest to ekstrakcja jednoprzebiegowa, która wychwytuje profil terpenowy rośliny poprzez ekstrakcję gruczołów żywicznych przed ich wyschnięciem i utwardzeniem.

Koncentrat otrzymany z ekstrakcji na klasycznie suszonym materiale roślinnym nie będzie już mógłby być nazywany Live Resin. Jest to po prostu BHO – butanowy, żywiczny koncentrat.

Powinniśmy chronić zdrowie publiczne i zdrowie osobiste przed szkodliwymi skutkami zażywania konopi włóknistych – czytamy w stanowisku Ministerstwa Zdrowia ws. planowanego zakazania obrotu suszem konopi siewnych (susz CBD, CBG). Resort wprost pisze, że jego celem jest likwidacja rynku konopi siewnych CBD czy CBG. „Projektowane przepisy wpłyną na zmniejszenie dostępności na polskim rynku konopi włóknistych i produktów z nich wytworzonych, sprzedawanych z przeznaczeniem do palenia lub wdychania bez spalania i w konsekwencji tego zwiększona zostanie ochrona zdrowia publicznego” – czytamy w rządowym dokumencie. Oto więcej informacji.

Powinniśmy chronić zdrowie publiczne i zdrowie osobiste przed szkodliwymi skutkami zażywania konopi włóknistych – twierdzi resort zdrowia

Informacja o tym, że polski rząd planuje zdelegalizować obrót suszem konopi siewnych (susze CBD, CBG, etc) pojawiła się na początku tego roku, pisaliśmy o tym T U T A J.

Od tego czasu minął blisko rok czasu i niestety wszystko wskazuje, że susz konopi siewnych do palenia i waporyzacji zostanie u nas zdelegalizowany. Niestety nie ma w naszym kraju żadnego stowarzyszenia, które mogłoby skutecznie zainterweniować w tej sprawie. Stowarzyszenie Wolne Konopie nie robi nic nie tylko w tej ale w żadnej sprawie dot konopi w naszym kraju. Za to chętnie lansuje swoje biznesy od wielu lat jedynie szkodząc polskiej sprawie konopnej. Wiceprezes Wolnych Konopi, Jakub Gajewski, nawet pochwala pomysł rządu, aby zdelegalizować susz konopi siewnych do palenia i waporyzacji, pisaliśmy o tym T U T A J

Jesteśmy przez to jedynym państwem na świecie, w którym nie ma kompletnie żadnych kampanii społecznych w momencie gdy np. ważą się losy nowelizacji ustawy, która depenalizowałaby posiadanie niewielkich ilości ziela na własny użytek. 

Przypomnijmy planowane zmiany w Ustawie o Przeciwdziałaniu Narkomanii, które chce wprowadzić rząd:

  • Kto wbrew przepisowi art. 45 ust. 8 umyślnie wprowadza do obrotu konopie włókniste lub produkty z nich wytworzone w ilości innej niż znaczna, lub w celu osiągnięcia korzyści majątkowej udziela konopi włóknistych lub produktów z nich
    wytworzonych w ilości innej niż znaczna osobie pełnoletniej
    – podlega karze grzywny 

po art. 65 dodaje się art. 65a w brzmieniu:

  • Art. 65a. Kto, wbrew przepisowi art. 45 ust. 8, wprowadza do obrotu konopie włókniste lub produkty z nich wytworzone w znacznej ilości, lub w celu osiągnięcia korzyści majątkowej udziela konopi włóknistych lub produktów z nich wytworzonych w znacznej ilości osobie pełnoletniej, lub w celu osiągnięcia korzyści majątkowej udziela konopi włóknistych lub produktów z nich wytworzonych małoletniemu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

W art. 1 UoPN pkt 34, który definiuje „wprowadzanie do obrotu”, dodano konopie włókniste:

  • wprowadzanie do obrotu – udostępnienie osobom trzecim, odpłatnie lub nieodpłatnie, środków odurzających, substancji psychotropowych, prekursorów, środków zastępczych, nowych substancji psychoaktywnych, konopi włóknistych lub produktów wytworzonych z konopi włóknistych;

Kolejna zmiana to zakaz reklamy suszu CBD do palenia i waporyzacji:

  • po art. 20 dodaje się art. 20a w brzmieniu:
    „Art. 20a. Zabrania się reklamy i promocji konopi włóknistych lub produktów z nich wytworzonych przez sugerowanie, że mogą być przeznaczone do palenia lub do wdychania bez spalania.”

Od stycznia z projektem niewiele się działo, na etapie „konsultacji publicznych” nastał zastój. Jedna ostatnio, po kilku miesiącach ciszy pojawiła się aktualizacja procesu legislacyjnego i wszystko wskazuje na to, że projekt zmian może niebawem trafić pod sejmowe głosowanie.

waporyzatory hero
-reklama-

Teraz w ramach prac legislacyjnych, Sekretarz Stałego Komitetu Rady Ministrów zasugerował, że proponowana zmiana może być niezgodna z przepisami unijnymi. Projektowany zakaz reklamy i promocji konopi włóknistych lub produktów z nich wytworzonych do palenia lub wdychania bez spalania może prowadzić do naruszenia art. 3 ust. 2 dyrektywy 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 8 czerwca 2000 r. – stwierdził Sekretarz.

Jakie jest stanowiska resortu zdrowia w tej kwestii?

Państwa Członkowskie mogą podejmować środki mające na celu odstąpienie od ust. 2 w odniesieniu do określonej usługi społeczeństwa informacyjnego, jeżeli są konieczne m.in. ze względu na ochronę zdrowia publicznego, podejmowane w celu jego ochrony i proporcjonalne do tych celów.

-czytamy w stanowisku Ministerstwa Zdrowia

medycyna cbd
-reklama-

Dalej jest tylko gorzej:

Wprowadzenie zakazu reklamy i promocji przedmiotowych substancji na terytorium RP jest konieczne, aby zapobiec nabywaniu ich przez konsumentów za pośrednictwem Internetu w innych krajach i tym samym w celu zwiększenia ochrony zdrowia publicznego przed szkodliwymi następstwami palenia i wdychania konopi włóknistych. Reklama i promocja takich substancji jest szkodliwa społecznie i wysoce niepożądana

-z upoważnienia Ministra Zdrowia napisała Katarzna Kęcka, cały dokument znajduje się T U T A J (punkty I i III)

Oczywiście to wszystko dla dobra obywateli:

Takie rozwiązania są konieczne do ochrony zdrowia publicznego przed szkodliwymi następstwami palenia, i podejmowane „przeciw” produktom, które przyjmowane w tej postaci, są szkodliwe dla zdrowia. Należy również uznać, że zastosowany środek jest proporcjonalny do realizowanego celu
w postaci ochrony zdrowia.

-pisze przedstawicielka resortu

recepta na medyczną marihuanę online AnandaMed
-reklama-

Dalej w rządowym dokumencie czytamy, że:

Projektowane przepisy wpłyną na zmniejszenie dostępności na polskim rynku konopi włóknistych i produktów z nich wytworzonych, sprzedawanych z przeznaczeniem do palenia lub wdychania bez spalania i w konsekwencji tego zwiększona zostanie ochrona zdrowia publicznego i zdrowia osobistego osób zażywających takie substancje lub potencjalnych ich nabywców.

-pisze Kęcka.

Przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia twierdzi także, że społeczeństwo należy chronić przed skutkami zażywania konopi siewnych ponieważ są szkodliwe, podobnie do tytoniu! Dla pani Kęckiej nawet nie ulega to wątpliwości, oczywiście żadnych badań potwierdzających tę tezę nie przedstawiono.

Nie ulega wątpliwości, że palenie konopi włóknistych, podobnie jak palenie tytoniu, wpływa na zmniejszenie wydajności płuc, uszkodzenie oskrzeli, zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia raka płuc i narządów układu oddechowego. Państwo powinno w sposób właściwy chronić zdrowie publiczne i zdrowie osobiste przed szkodliwymi skutkami zażywania produktów z konopi włóknistych, przeznaczonych dopalenia przez wprowadzenie właściwych regulacji. 

-czytamy w dokumencie

Czy hodowcy marihuany mogą wykorzystać AI do tworzenia nowych odmian? Przeprowadzone w tej materii badania pokazują, że jest to jak najbardziej możliwe i może przynieść korzyści. Autorzy badania uważają, że wykorzystanie sztucznej inteligencji może skrócić tradycyjne cykle hodowlane, które mogą trwać nawet do ośmiu lat, do ułamka tego czasu, a jednocześnie poprawić stabilność genetyczną – odwieczne wyzwanie, z którym zmagają się komercyjni hodowcy konopi. Oto więcej informacji.

Hodowcy marihuany mogą wykorzystać AI do tworzenia nowych odmian? Badania pokazują, że tak

Hodowcy marihuany mogą być w stanie zaprojektować nowe odmiany i przyspieszyć ich cykle wzrostu, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję (AI), sugerują nowe badania.

Naukowcy odkryli, że wprowadzając do modeli sztucznej inteligencji markery genetyczne, pomiary wzrostu, dane środowiskowe i testy chemiczne, hodowcy mogą symulować tysiące potencjalnych krzyżówek i stymulować „szybką hodowlę” za pomocą uczenia maszynowego jeszcze przed zasadzeniem nasion.

Hodowla konopi wspomagana sztuczną inteligencją, oznacza zmianę paradygmatu w rozwoju odmian, umożliwiając precyzyjną kontrolę profili kannabinoidów i terpenów, jednocześnie skracając czas cykli hodowlanych i zapotrzebowanie na zasoby

-mówią autorzy badania

waporyzatory hero
-reklama-

W artykule podkreślono również rolę metabolomiki, rozwijającej się dziedziny nauki, która kataloguje szeroką gamę substancji chemicznych wytwarzanych przez organizmy żywe. Metabolomika to dziedzina nauki badająca metabolity takie jak cukry, kwasy organiczne czy aminokwasy.

Systemy sztucznej inteligencji korelują te zbiory danych, aby przewidzieć, w jaki sposób określone kombinacje genetyczne wpłyną na skład chemiczny i cechy wzrostu roślin,  umożliwiając precyzyjny wybór szczepów rodzicielskich do krzyżowania

– zauważyli badacze.

medycyna cbd
-reklama-

Techniki takie jak selekcja genomiczna, analiza regresji i głębokie uczenie są już stosowane w głównych uprawach rolnych. W przypadkukonopi, narzędzia te poszukują wzorców łączących warianty genetyczne z cechami chemicznymi, takimi jak zawartość THC lub obecność rzadkich kannabinoidów, takich jak CBG czy THCV.

Jednym z największych wyzwań w uprawie konopi jest złożona interakcja między genetyką a środowiskiem. Spektrum światła, wilgotność, dostępność składników odżywczych i subtelne wahania temperatury mogą wpływać na produkcję chemiczną rośliny.

Badanie, które opublikowano w serwisie naukowym ResearchGate, opisuje, w jaki sposób systemy sztucznej inteligencji mogą uwzględniać te zmienne, aby przewidywać wydajność w różnych środowiskach uprawowych — narzędzie, które może okazać się szczególnie cenne w miarę ekspansji branży na różne regiony klimatyczne.

Sieci neuronowe potrafią śledzić nieliniowe interakcje pomiędzy dziesiątkami genów, które wpływają na chemię roślin, a także uwzględniać warunki środowiskowe.

Te innowacje obiecują szybszy rozwój szczepów, lepszą spójność chemiczną i zwiększoną zdolność adaptacji do zróżnicowanych środowisk wzrostu

– zauważyli autorzy, związani z University of Saskatchewan i Renaissance Bioscience.

Korzystając z instrumentów takich jak spektrometry masowe do chromatografii gazowej, naukowcy mogą wykorzystać sztuczną inteligencję do pomiaru kannabinoidów i terpenów w całym cyklu życia rośliny. W połączeniu z narzędziami obrazowania, które oceniają cechy takie jak gęstość trichomów czy reakcje na stres, te dane dostarczają modelom sztucznej inteligencji surowego materiału do tworzenia coraz dokładniejszych prognoz.

Dzięki tej możliwości hodowcy mogą projektować szczepy nie tylko pod kątem profili chemicznych, ale także pod kątem odporności i zdolności adaptacji w zróżnicowanych środowiskach uprawowych

– napisali badacze

recepta na medyczną marihuanę online AnandaMed
-reklama-

Podkreślili też znaczenie powtarzalności i zauważyli, że „światowy przemysł konopny wymaga wysokiej jakości, powtarzalnych szczepów, co stwarza potrzebę precyzyjnych technologii hodowlanych, które skracają czas wprowadzania na rynek, a jednocześnie maksymalizują plony i moc”.

Autorzy jednocześnie zaznaczają, że pomimo wszystkich swoich zalet, hodowla konopi wspomagana sztuczną inteligencją napotyka na wyzwania, w tym ograniczenia jakości danych, które wpływają na dokładność prognoz genotypowych i fenotypowych. Zwracają również uwagę na komplikacje związane ze złożonymi cechami poligenicznymi, względami etycznymi i barierami regulacyjnymi, zauważając, że „ograniczenia prawne w badaniach nad konopiami mogą ograniczać dostęp do danych”.

Źródło: MarijuanaMoment

Import medycznej marihuany – Niemcy biją kolejne rekordy. Tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku, nasi sąsiedzi zaimportowali blisko 40 ton medycznego suszu co jest wzrostem 450% rok do roku. Wszystko za sprawą zmiany kwalifikacji medycznej marihuany wynikającej z ustawy CanG, która częściowo zalegalizowała marihuanę w Niemczech i jednocześnie zmieniła jej status na lek nienarkotyczny. Co nakręca Niemiecki rynek konopi? Zioło jest w Niemczech dostępne „na telefon” i jeszcze nigdy nie było tak tanie. Oto więcej informacji.

Import medycznej marihuany – Niemcy biją rekord, niemal 40 ton w pierwszym kwartale 2025

37,22 ton – tyle medycznej marihuany prowadzono do Niemiec jedynie w trzech pierwszych miesiącach bieżącego roku. Jest to wzrost o 450% rok do roku.

Jakie są przyczyny tego, że niemiecki rynek medycznej marihuany rozwija się w tak szybkim tempie? Oczywiście chodzi o lokalne Niemieckie przepisy dotyczące marihuany.

Ustawa częściowo legalizująca w 2024 marihuanę rekreacyjną dla dorosłych, objęła także medyczną marihuanę.

Gdy ustawa CanG weszła w życie, medyczna marihuana trafiła do tej samej kategorii leków co Ibuprofen 600, przeczytasz o tym T U T A J.

Sprawiło to, że medyczny susz nie jest już w Niemczech klasyfikowany jako środek odurzający, na który receptę można uzyskać  ramach telemedycyny – bez wychodzenia z domu.

Import medycznej marihuany - Niemcy

A gdy już zamówienie zostanie złożone – zostanie dostarczone pod drzwi zamawiającego. I to w bardzo przystępnych cenach gdyż w Niemczech na chwilę obecną susz można zamówić z dostawą do domu już od 4 Euro za gram.

Jesteśmy na dobrej drodze, aby w 2025 roku zaimportować do Niemiec 150 ton marihuany na potrzeby medyczne i naukowe. Niemiecki model służy zatem całej UE jako wzór, jak zapewnić bezpieczny, niezawodny i cyfrowo zasilany dostęp do medycznej marihuany, a przede wszystkim, jak skutecznie przekształcić nielegalny system opieki nad pacjentami w legalny na szeroką skalę.

– powiedział Niklas Kouparanis, współzałożyciel i dyrektor generalny konopnej spółki Bloomwell Group z siedzibą we Frankfurcie.

420free
-reklama-

W pierwszym kwartale tego roku Niemcy zaimportowali najwięcej medycznej marihuany z:

  1. Kanada – 16,05 tony
  2. Portugalia – 12,05 tony
  3. Dania – 2,63 tony

Niemcy importują medyczną marihuanę z całego świata w tym z Australii, Afryki, Wielkiej Brytanii, Czech czy Argentyny.

Posadź konopie włókniste w ogródku. Konopie to wspaniałe rośliny o jeszcze wspanialszych właściwościach. Wiele osób nie wie natomiast, że konopie włókniste można posadzić we własnym ogrodzie. Dokładnie tak, wystarczy zgłosić do KOWR, że uprawia się na swojej działce rośliny konopi i gotowe, można rozpoczynać własną uprawę roślin bogatych m.in. w CBD i CBG. Jak się za to początkowo zabrać? Jak zgłosić uprawę oraz gdzie nabyć legalne nasiona konopi z katalogu odmian dopuszczonych do uprawy? Tego dowiesz się z naszego artykułu.

Posadź konopie włókniste w ogródku – to prostsze niż myślisz

Konopie to niesamowite rośliny, które mogą znacząco podnieść jakość życia. Na co dzień stosowanie konopi CBD i CBG dodaje energii, poprawia nastrój, pomaga w koncentracji i ogólnie pozytywnie wpływa na nasze zdrowie poprzez aktywowanie układu endokannabinoidowego, który jest regulatorem pracy naszego organizmu i pomaga uzyskać stań homeostazy organizmu.

Jakość kwiatów konopi zależy w głównej mierze od uprawianej genetyki oraz d tego jak ogrodnik o rośliny dbał, w jakich warunkach rosły i jak były nawożone.

Niestety wiele produktów konopnych dostępnych na rynku pozostawia wiele do życzenia, a te lepszej jakości są z kolei odpowiednio droższe.

A co gdyby samemu posadzić konopie? W końcu to tylko rośliny!

Niestety w przeciwieństwie np. do uprawiania róż, uprawę konopi włóknistych należy zgłosić do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), ważne jest to, że nie występuje się i pozwolenie czy zgodę, a jedynie zgłasza uprawę.

Aby złożyć wniosek o wpis do rejestru producentów konopi włóknistych, potrzebujesz:

  • Profilu Zaufanego – umożliwia złożenie wniosku online. Można go założyć przez większość banków lub na rządowej stronie t u t a j
  • Wniosku o wpis producenta do rejestru konopi włóknistych – formularz dostępny na stronie KOWR, o tutaj
  • Certyfikowanego materiału siewnego – nasiona konopi włóknistych z odpowiednim certyfikatem. Można je zakupić w opakowaniach od 10 szt. ? TUTAJ
  • Skanu etykiety z kwalifikowanego materiału siewnego – etykieta dołączona do paczki nasion.
  • Skanu faktury zakupu materiału siewnego – otrzymasz ją drogą mailową lub w paczce z nasionami.
  • Potwierdzenia przelewu opłaty skarbowej – opłata wynosi 30 zł; należy ją uiścić na konto właściwego oddziału KOWR.
  • Zgody właściciela gruntu – jeśli nie jesteś właścicielem działki, na której planujesz uprawę, potrzebujesz pisemnej zgody właściciela.

2. Wypełnij i złóż wniosek

  • Wypełnij wniosek o wpis do rejestru producentów konopi włóknistych, podając wszystkie wymagane informacje, w tym dokładną powierzchnię uprawy (z dokładnością do 5%) oraz cel uprawy (np. na potrzeby własne).
  • Złóż wniosek wraz z wymaganymi załącznikami (instrukcja wypełnienia poniżej):
    • Elektronicznie – przez platformę ePUAP, korzystając z Profilu Zaufanego.
    • Tradycyjnie – wysyłając dokumenty pocztą do właściwego oddziału terenowego KOWR – swój oddział terenowy znajdziesz tutaj

3. Oczekuj na decyzję

  • KOWR ma 14 dni na rozpatrzenie wniosku od momentu jego otrzymania. Po pozytywnym rozpatrzeniu otrzymasz zaświadczenie o wpisie do rejestru producentów konopi włóknistych.

Negatywna odpowiedź może być spowodowana jedynie błędami formalnymi podczas wypełniania dokumentów.

Dodatkowe informacje

  • Wpis do rejestru jest bezterminowy – nie musisz odnawiać go co roku. Jednak w przypadku zmiany odmiany konopi, powierzchni uprawy lub lokalizacji, musisz złożyć aktualizację wniosku.
  • Uprawa konopi włóknistych na potrzeby własne jest legalna po uzyskaniu wpisu do rejestru, pod warunkiem przestrzegania wszystkich wymogów formalnych.
  • Brak rejonizacji – od 7 maja 2022 r. zniesiono przepisy dotyczące rejonizacji upraw konopi, co oznacza, że możesz uprawiać konopie włókniste w dowolnym

 Instrukcja wypełniania wniosku do KOWR – krok po kroku

  Co przygotować wcześniej?

  • Fakturę zakupu nasion (potrzebna będzie jako załącznik).
  • Etykietę nasion (dołączona do paczki).
  • Numer działki, na której będzie prowadzona uprawa, znajdziesz ją tutaj, instrukcję jak znaleźć konkrety numer działki znajdziesz tutaj
  • Profil zaufany (jeśli chcesz złożyć wniosek online).
  • Opłatę skarbową 30 zł – potwierdzenie przelewu dołączysz do wniosku.

  Jak wypełnić wniosek?

Przykładowy wzór wniosku do KOWR znajdziesz T U T A J

  1. DANE OSOBOWE / FIRMY
    • Wpisz swoje imię i nazwisko, PESEL (lub NIP, jeśli prowadzisz działalność i w jej ramach chcesz uprawiać konopie).
    • Podaj adres zamieszkania i kontaktowy numer telefonu.
  2. DANE UPRAWY
    • Powierzchnia uprawy – dokładna w m² lub ha, np. 0,015 ha (150 m²).
    • Lokalizacja – gmina, obręb, numer działki – www.geoportal-krajowy.pl.
    • Województwo i powiat.
  3. ODMIANA KONOPI
    • Nazwa odmiany (np. Midwest, Nortwest – zależnie od wybranych nasion).
    • Potwierdź, że nasiona pochodzą z certyfikowanego materiału siewnego (dołącz kopię etykiety i fakturę).
  4. CEL UPRAWY
    • Wybierz „własne potrzeby”
  5. ZAŁĄCZNIKI (wymagane):
    • Kopia faktury zakupu nasion z firmy.
    • Kopia etykiety z opakowania nasion.
    • Potwierdzenie przelewu opłaty skarbowej (30 zł).
    • Zgoda właściciela gruntu (jeśli działka nie jest twoja).

Posadź konopie włókniste w ogródku – jakie odmiany wybrać do swojego konopnego ogrodu

Jakie rośliny konopi posadzić we własnym ogrodzie? Bogatsze w CBD czy może w CBG? Rośliny autokwitnące czy fotoperiodyczne? Ciężko ci podjąć decyzję?

W przypadku gdy nie wiemy do końca jakie odmiany wybrać do naszego ogrodu warto wybrać kilka genetyk np, część nasion autokwitnących, część CBG i część CBD. Posadzenie po 10 roślin z każdego rodzaju  w odpowiednich warunkach może dać 0,5 – 1 kg suszu danej odmiany.

hemp pant
-reklama-

Świetnej jakości genetykę, w opakowaniach od 10 szt., której zdarzyło się m.in. wygrać The Hemp Cup w ramach WeedFest  – największych polskich targów konopi, ma do zaoferowania firma Hemp Plant, której ofertę nasion znajdziesz T U T A J.

Nasiona kupione, zgłoszenie do KOWR wysłane – co dalej?

W zależności od panujących warunków atmosferycznych możesz swoje rośliny wysadzić bezpośrednio na dwór, lub też najpierw małe sadzonki przez kilka dni (do 14) trzymać w małych doniczkach produkcyjnych o pojemności 0,1 l. Oczywiście jeżeli trzymamy je najpierw w domu, to robimy to na parapecie gdzie jest najwięcej słońca (południowa strona).

O tym jak konopie kiełkować, sadzić oraz przesadzać informacje znajdziesz w naszym artykule T U T A J

Do dzieła! zamów nasiona, złóż wniosek do KOWR i rozpocznij własną uprawę konopi!

Za kilka dni przybliżymy proces uprawy tej cudownej rośliny i porady jak wyciągnąć 100% z każdej genetyki.

USA: Organizacja katolicka „CatholicVote” sprzeciwia się zmianie klasyfikacji marihuany na poziomie federalnym, którą niedawno zatwierdził Donald Trump. Ta znana w USA konserwatywna katolicka grupa obrońców praw politycznych, domaga się zaprzestania wszelkich prób zmiany klasyfikacji zioła i szykuje w tej kwestii petycję do prezydenta. Organizacja poinformowała w tym tygodniu, że mobilizuje swoich zwolenników, aby wywrzeć presję na Biały Dom, by powstrzymał wysiłki mające na celu zmianę klasyfikacji ziela. Oto więcej informacji.

USA: Organizacja katolicka „CatholicVote” sprzeciwia się zmianie klasyfikacji marihuany na poziomie federalnym

CatholicVote to amerykańska organizacja zajmująca się obroną praw politycznych, która opisuje swoją misję jako „inspirowanie katolików do postępowania zgodnie wiarą w życiu publicznym”. Choć zakorzeniona w tożsamości katolickiej, grupa działa przede wszystkim jako konserwatywna organizacja polityczna, często prowadząc kampanie na tematy kulturalne, społeczne i dotyczące polityki publicznej.

Teraz katolicka grupa, zachęca swoich zwolenników do podpisania petycji i bezpośredniego kontaktu z administracją rządu Stanów Zjednoczonych, aby powstrzymać zmianę klasyfikacji marihuany. O samej zmianie, którą podpisał już prezydent Trump i co ona dokładnie oznacza dowiesz się  T U T A J.

Mówiąc najprościej – marihuana została przeniesiona z wykazu I gdzie znajdują się substancje o wysokim potencjale uzależniającym oraz nie mające zastosowania medycznego takiej jak np. heroina. W Wykazie III, do którego ma teraz trafić marihuana, znajdują się substancje o umiarkowanym lub niskim potencjale uzależnienia, takie jak paracetamol z kodeiną, ketamina czy sterydy anaboliczne.

Zmiana klasyfikacji oznacza możliwość nowych badań i leków opartych o konopie, a nie legalizację marihuany na poziomie federalnym.

Jednak według CatholicVote, zmiana klasyfikacji marihuany wysłałaby niebezpieczny sygnał społeczeństwu, a w szczególności młodym ludziom, zmniejszając postrzegane ryzyko związane z jej używaniem.

Ich główne argumenty obejmują:

  • Obawy dotyczące zwiększonego użycia marihuany po jej legalizacji lub normalizacji

  • Twierdzenia o wyższym wskaźniku uzależnienia i ryzyku dla zdrowia psychicznego

  • Obawy związane z prowadzeniem pojazdu pod wpływem marihuany i wizytami na pogotowiu

  • Przekonanie, że federalna reorganizacja „osłabi” ochronę zdrowia publicznego

Grupa argumentuje również, że marihuana nie przeszła przez taką samą procedurę zatwierdzania przez FDA jak leki farmaceutyczne i ostrzega, że ​​zmiana klasyfikacji może wyprzedzić długoterminowe badania nad bezpieczeństwem.

Stanowisko CatholicVote wpisuje się w szerszy schemat historyczny: debaty na temat reformy prawa dotyczącego marihuany w USA często opierają się w mniejszym stopniu na danych farmakologicznych czy faktach naukowych, a w większym na przesłankach moralnych i nieuzasadnionym przekonaniu, że konopie to bardzo ciężkie narkotyki.

Alkohol i tytoń natomiast pozostają legalne pomimo dobrze udokumentowanych szkód zdrowotnych. Z kolei marihuana nadal spotyka się ze sprzeciwem, którego podłożem są wpojone urojenia i strach.

Kościół katolicki od zawsze potępia i ostro krytykuje jakiekolwiek próby liberalizacji prawa dot. konopi na całym świecie jednocześnie nigdy nie bojkotując alkoholu czy tytoniu. Gdy Kanada wprowadzała legalizację ziela, tamtejsi biskupi też bili na alarm, że jej palenie to grzech etc. Pisaliśmy o tym T U T A J

Zmiana klasyfikacji marihuany w USA nie jest jeszcze ostatecznie zatwierdzona, jednak wszyscy uważają, że jest niemal pewna, szczególnie po uzyskaniu aprobaty prezydenta Donalda Trumpa.

Z wpisów CatholicVote można też wywnioskować, że nieco pomylili zmianę klasyfikacji z legalizacją marihuany. Jednak nawet gdyby mieli rację, to wszelkie zebrane dane wskazują, że legalizacja marihuany zmniejsza jej spożycie wśród młodzieży i to znacząco.

Źródło: International HighLife

Amsterdam Empire to tytuł nowego serialu Netlflixa, który opowiada historię właściciela sieci coffeeshopów. Jack, główny bohater, ma romans, gdy dowiaduje się o tym jego żona – postanawia zniszczyć jego oraz jego konopne imperium. Co ciekawe, nieoficjalnie mówi się, że fabuła oraz pewne elementy scenografii sugerują, iż jest to opowieść o właścicielu legendarnej sieci coffeeshopów – The Bulldog. Oto więcej informacji. 

Amsterdam Empire – serial o perypetiach właściciela coffeeshopu, premiera wkrótce na Netflix

Serial Amsterdam Empire to dramat kryminalny, którego akcja osadzona jest wokół właściciela sieci coffeeshopów i jego pracy.

Niestety, Jack, główny bohater, zdradza swoją żonę, a gdy na jaw wychodzi romans Jacka, dotychczasowa partnera, Betty, staje się jego największym i groźnym wrogiem.  Zdradzona żona postanawia go zniszczyć i przejąć jego ukochane imperium coffeeshopów.

Wielu konsumentów konopi uważa, że bycie właścicielem coffeeshopu to wygrana na loterii. Czy, aby na pewno? W końcu nie jest to normalny i legalny rynek, jest to szara strefa, której pod wieloma względami bliżej do bandyterki niż legalnego biznesu.

Nielegalna produkcja, mafijne klany, haracze i wymuszenia, a nierzadko strzelaniny – tak wygląda Holenderska codzienność właścicieli „kofików”, bliżej im do podziemia niż legalnego interesu.

Po krótkim zwiastunie filmu można się spodziewać, że część tego wszystkiego zostanie pokazana w produkcji, chociaż i tak będzie zapewne nieco fabularyzowana. 

Premiera Amsterdam Empire odbędzie się 30 października na platformie Netflix, zapowiedź znajdziesz T U T A J

[vc_row][vc_column][vc_column_text]Paluch nagrał numer o medycznej marihuanie – M&M, który od kilku dni lata po serwisach muzycznych. Utwór jest lekki, a sam refren wpada w ucho przez co wielu przewiduje, że stanie się jednym z hitów tego lata, szczególnie wśród użytkowników zioła. Niestety warstwa tekstowa  pozostawia wiele do życzenia, a sam klip przedstawia pacjentów jako zwykłych „zjarusów” cały dzień oglądających Netflixa w towarzystwie Coca-Coli i czipsów. 

Paluch nagrał numer o medycznej marihuanie

„Bo to medyczna marihuana, dzisiaj legalna, choć kiedyś zakazana, nie jeden ziomal grzał przez to lata puchę, bo leczył głowę, bez podatku buchem.”

Nawija Paluch w swoim nowym numerze M&M – Medyczna Marihuana.

Paluch to jeden z najbardziej znanych polskich raperów, który na scenie jest już od lat. Dlatego większość rzeczy, które tworzy – odbija się szerokim echem.

Utwór utrzymany jest w luźnym, lekko popowym letnim klimacie, który z pewnością wielu przypadnie do gustu, a w szczególności użytkownikom zioła.

Niestety, M&M uważam za zmarnowaną szansę, Palec mając tak duże zasięgi mógł jednak coś zrobić dla konopi i postarać się o merytoryczny przekaż traktujący np. o pozytywnych aspektach korzystania z marihuany lub o tym, iż należy to robić z głową i świadomie. Mógł wspomnieć ciężki los biedniejszych pacjentów uprawiających własne rośliny, którzy robią to ryzykując swoją wolność, aby ratować swoje zdrowie, a czasem życie.

Zamiast tego mamy bardzo przeciętny tekstowo utwór, który medyczną marihuanę ma tylko w tytule. Obraz powstały do numeru także nie pozostawia wątpliwości, że mówimy o używaniu marihuany w celach rekreacyjnych.

Zamiast konopnej merytoryki mamy też promowanie najgorszych stereotypów związanych z używaniem marihuany. Teledysk do M&M przedstawia Palucha jarającego sobie na luzie z ziomkami, wszyscy wspólnie siedzą w pokoju jarając zioło, pijąc Coca-Colę i zajadając się czipsami etc. Klip momentami przypomina bardziej reklamę Coca-Coli niż rapowy teledysk.

Szkoda, że postanowiono przedstawić pacjentów medycznej marihuany jako zjarusów, którzy tylko oglądają Netflixa wpierdalając przy tym wysoko przetworzony syf i popijając go Coca-Colą. 

Na plus natomiast należy wspomnieć propagowanie waporyzacji, jednak i tu mamy powielanie bzdur gdyż palenie marihuany nie zniszczy ci płuc substancjami smolistymi – w przeciwieństwie do tego co mówi Paluch płuca wieloletnich palaczy zioła są w bardzo dobrym stanie co potwierdzają badania.

A oto wspomniany teledysk, oceńcie sami:

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=2R34bXRINrw”][/vc_column][/vc_row]

Snoop Dogg przestał palić zioło. Raper o swojej decyzji poinformował na X. Jest to sytuacja dla wielu lekko szokująca, gdyż Snoop oprócz muzyki, kojarzony jest właśnie z ziołem. Swego czasu zatrudnił nawet człowieka na stanowisko „joint rollera”, czyli po prostu skręcacza gibonów dla muzyka. Oto więcej informacji.

Snoop Dogg przestał palić zioło

52-letni raper znany jest z dwóch rzeczy – swojej muzyki oraz zamiłowania do marihuany, której wypalał tak dużo, że potrzebował zatrudnić osobę, która skręcała mu jointy. Pisaliśmy o tym T U T A J

Snoop jest od lat uważany za jedną z osób potrafiących wypalić najwięcej zioła np. w trakcie jednej sesji. Marihuana od lat jest nieodłącznym elementem wizerunku i życia Snoopa, któremu udało się zapalić nawet w Białym Domu, siedzibie prezydenta USA.

Teraz ma się to jednak zmienić, tak przynajmniej wynika z treści, którą raper zamieścił na portalu X, dawnym Twitterze

Po długich rozważaniach i rozmowach z rodziną zdecydowałem się rzucić palenie

-czytamy na X.

Proszę, uszanujcie teraz moją prywatność.

– napisał Snoop, a właściwie Calvin Broadus, na X.

Snoop Dogg przestał palić zioło
Snoop Dogg przestał palić zioło

W komentarzach pojawiają się różne domysły fanów, dlaczego Snoop podjął taką decyzję.

„Dzisiaj nie jest Prima Aprilis, Snoop” – skomentował wpis jeden z obserwujących.

Inni natomiast uważają, że to taka, nomen omen, zasłona dymna i Snoop przerzuca się na zioło w postaci do zjedzenia jak np. ciastka (tzw. Edibles – produkty spożywcze z marihuaną).

Jeszcze inni twierdzą, że może chodzić o pewne problemy natury zdrowotnej.

„W zeszłym roku miałem zatorowość płucną i musiałem też rzucić palenie; więc dla Edible Dee jest więcej artykułów spożywczych; ale wiem, jak trudna jest ta zmiana, szczególnie dla kogoś jak ty. Poświęć zdrowiu tyle czasu, ile potrzebujesz.”

-pisze inny obserwujący.

Póki co nie wiemy dlaczego Snoop Dogg  rzucił palenie i czy jest to decyzja długoterminowa, musimy poczekać na kolejne informacje w tej sprawie.

Po dziesięciu godzinach Snoop na swoich socjalach zamieścił swoje zdjęcie z podpisem: „Uszanujcie moją prywatność”.

O życiu naszych słowiańskich przodków nie wiemy dziś wszystkiego, mamy jednak solidne dowody, by przypuszczać, iż konopie miały w ich codziennym życiu ważne miejsce. I nie chodzi wyłącznie o ich rytualną oraz magiczną rolę, ale przede wszystkim użyteczną oraz kulinarną. Jakie znaczenie dla nas ma fakt, że Słowianie spożywali konopie? Czy żywność z nasion konopi powinna mieć szczególnie miejsce w jadłospisie Polaków? Jeśli tak, to dlaczego? Odpowiedź na te oraz inne pytania znajdziesz w artykule.

Nasiona konopi w kuchni – czy Słowianie jedli konopie?

Z rekonstrukcji życia naszych przodków, przeprowadzonej przez Kazimierza Moszczyckiego, autora „Kultury ludowej Słowian” dowiadujemy się, że wykorzystanie konopi w różnych dziedzinach życia na terenach ziem polskich sięga czasów prasłowiańskich.

Konopie odegrały dużą rolę jako roślina magiczna, związana z obrzędami i rytuałami. Nie tylko kultowymi, bowiem odkrycia archeologiczne sugerują, że w otoczeniu słowiańskich grodów uprawiano zarówno zboża jak i konopie, które stanowiły nie tylko materiał do produkcji papieru, lin, czy ziele do okadzania, ale też pożywienie.

Wykopaliska, w których odnaleziono miejsca przygotowywania posiłków, oraz analizy znalezionych naczyń kuchennych, palenisk czy wędzarni sugerują, że konopie stanowiły ważny element menu naszych przodków. Odkryte w większości słowiańskich skupisk narzędzie o nazwie międlica – było prymitywnym tłuczkiem, służącym do rozcierania łodyg konopnych na płótno oraz do obłuskiwania i miażdżenia ich ziaren.

Wydaje się, że w większości gospodarstw dominowały potrawy jednogarnkowe, oparte na kaszach, gęste polewki, z dodatkiem mięsa, ziół czy serów. Popularne były między innymi zboża, jak proso, żyto czy pszenica, z nich pieczono chleby i podpłomyki. Ważnym składnikiem były także kasze, na przykład gryczana czy jęczmienna, ale nie tylko. Istnieje przypuszczenie, że staropolskie określenie kasza konopna, czyli gotowane ziarna konopne mogła zostać zapożyczone jeszcze z okresu słowiańskiego. Ważnym elementem kultury kulinarnej był także olej, a z raczej omasta, czyli tłusta polewa z nasion, do kaszy, czy klusków. Ze względu na fakt, iż len oraz konopie były powszechnie uprawiane w tamtym okresie stanowiły one główny surowiec do produkcji olejków kulinarnych. 

Konopie – pokarm średniowiecznej Europy

W średniowiecznej Europie, to konopie, len i wełna były podstawowym surowcem do wyrobu tkanin. Jednak te pierwsze coraz bardziej zyskiwały na znaczeniu. Świadczą o tym liczne znaleziska, na przykład 21 fresków prezentujących uprawę i tkanie płótna konopnego, znalezionych w 1865 roku na fasadzie domu wiejskiego w Niemczech.

Ruś była kolejnym, ważnym producentem konopi w tamtym okresie, czego świadectwem jest ustęp, znajdujący się w prawie cerkiewnym z lat 1051-1054. Z dawnych polskich źródeł wiadomo, że z nasion lnianych lub konopnych przyrządzano zupę zwaną „siemieńcem”. Taką polewkę opisywał między innymi Szymon Syreński (Syrenius) – polski profesor Akademii Krakowskiej, lekarz, botanik i wybitny zielarz żyjący w XVI wieku.

W tamtym okresie nie tylko Polacy, ale też Łotysze czy mieszkańcy Rusi jadają zupę z konopi. W średniowiecznych klasztorach ruskich „bito” również masło z nasion konopi, znane również jako przysmak w Rumunii. W zamkach Zakonu Krzyżackiego, według notatki kronikarza Treichel`a, spożywano ogromne ilości nasion konopnych. Zapiski rachunków klasztornej kuchni z 1500 roku zawierały 2 tony i 29 buszli (8 galonów) nasion konopnych do celów kulinarnych.

Popularność nasion konopnych oraz oleju obejmowała nie tylko wschodnią część Europy, ale większość terenów starego świata. Konopie jako element średniowiecznej kultury rolniczej w Europie, były powszechnie wykorzytywane w kuchniach regionalnych. Między innymi takie kraje jak Włochy, Niemcy, Litwa, Polska, Szwecja i Słowacja udokumentowały, w jaki sposób konopie można wykorzystać nasiona konopne do przyrządzania potraw. Jedna z najstarszych książek kucharskich, De Honesta Voluptate Et Valetudine, opublikowana w 1475 roku przez Bartolommeo de Sacchi Platina, włoskiego kucharza, przedstawia przepisy z dodatkiem oleju konopnego oraz przepis na napój z kwiatów konopi. 

Nasiona konopi w kuchni staropolskiej i współczesnej

Jednym z najstarszych zachowanych polskich przepisów z udziałem konopi jest receptura na siemieniotkę. Inaczej zwana konopiotką, siemieńcem czy siemieniatką, była to prosta zupa bazująca na nasionach konopnych z dodatkiem kaszy, czasem cebuli lub boczku. Jej przygotowanie w sposób tradycyjny obejmowało: ugotowanie siemienia konopnego i ucieranie go się z pewną ilością wody, następnie odcedzenie pasty, połączenie z wywarem i dodanie kaszy jęczmiennej lub jaglanej, według upodobania.

Zupa ta zasłynęła jako wigilijna potrawa serwowana w Wielkopolsce i na Śląsku Obecność przepisów z dodatkiem konopi w tradycyjnych, staropolskich recepturach stanowi dowód na to, że konopie były obecne w diecie naszych przodków. Dzisiaj, kiedy konopie wracają do łask, warto rozważyć włączenie ich do naszej diety z kilku ważnych powodów.

Dlaczego warto włączyć nasiona konopne do naszej diety?

Przede wszystkim dzisiejsza, oferowana w sklepach i marketach żywność, warzywa i owoce, są dużo uboższe w składniki odżywcze w porównaniu z tym co było jeszcze 20 czy 30 lat temu. Nasiona konopi w kuchni zapewniają nam wysoką zawartość substancji odżywczych i to z dużą koncentracją. Znajdziemy w nich pełnowartościowe białko, zdrowe tłuszcze omega 3, 6 i 9, ważne dla zdrowia witaminy, jak A, D, E, B2, B6 minerały, np. żelazo, wapń, magnez, selen, dużo błonnika pokarmowego i wiele innych cennych związków.

Nasiona konopne to żywność funkcjonalna, która może stanowić doskonałą nieprzetworzoną alternatywę dla suplementów diety  – jeśli potrzebujemy odżywić swój organizm. Jest jeszcze jeden ważny argument. Ponieważ pokarm ten jedli nasi przodkowie, jego trawienie mamy wpisane w naszym DNA. To oznacza, że nasze systemy trawienne wykorzystają konopie o wiele efektywniej niż nawet najbogatsze w składniki odżywcze super food zza oceanu. Z tego samego powodu lepiej przyswoimy składniki z czarnej porzeczki czy żurawiny niż z jagód goi.

Źródła:

S.Benetowa, „Konopie w wierzeniach i zwyczajach ludowych”, wyd. Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Warszawa 1936 r.

Moszyński, „Kultura ludowa Słowian”, Kraków 1929 r.

  1. I.Abras, „Z historii stosowania konopi w Polsce”, Kwartalnik historii nauki i techniki 35/2-3,1990 r.

 

Ostatnie w tym roku warsztaty kulinarne „Konopie w kuchni” odbędą się stacjonarnie we Wrocławiu w ostatnią niedzielę października. Tematem zbliżających się warsztatów będzie m.in. to, jak prawidłowo używać w kuchni produktów takich jak: olej z nasion konopi, białko konopne, nasiona konopne łuskane, białko konopne oraz mąka konopna. Pojawią się także konopne infuzje. Wydarzenie poprowadzą dwie znane w branży dietetyczki – Gosia Szakuła (Smilling Spoon) oraz Justyna Gwóźdź. Z artykułu dowiesz się dlaczego warto wziąć w nich udział.

Ostatnie w tym roku warsztaty kulinarne „Konopie w kuchni”

Warsztaty kulinarne „Konopie w kuchni” to cykl wydarzeń prowadzony od kilku lat przez Gosię Szakułę (Smilling Spoon), autorkę m.in. książki „konopie i marihuana w kuchni”. Gosia od lat zajmuje się dietetyką konopną i ma niesamowitą widzę na temat tego jak prawidłowo stosować konopie w kuchni.

Tym razem warsztaty wraz z Gosią poprowadzi Justyna Gwóźdź, która także zajmuje się dietetyką konopną. Ukończyła także  studia z zakresu żywienia człowieka, analizy żywności i zarządzania jakością oraz rolnictwa.

Justyna zajmuje się też terapią holistyczną jako konopny terapeuta i dietetyk.

Warsztaty

27.10 we Wrocławiu podczas warsztatów uczestnicy będą mieli okazję m.in. nauczyć się jak przygotowuje się:

-konopną infuzję CBD (wyciąg z ziela konopi)

-smoothie z białkiem konopnym

-gryczane pankejki z mąką konopną, z pesto konopnym z dodatkiem sałatki z nasionami konopi

-praliny z konopne z masłem orzechowym i CBD

-napar z konopi zawierający CBD

warsztaty kulinarne "Konopie w kuchni"

Konopie w kuchni – trochę wiedzy teoretycznej

Co ważne, przed częścią praktyczną odbędzie się wprowadzenie czyli część teoretyczna, podczas której dowiecie się więcej o roślinach Cannabis sativa L. Uczestnicy dowiedzą się o jej właściwościach i wpływie na organizm, a także o związkach zawartych w konopnych produktach i co ważne –  o tym jak obchodzić się z nimi w kuchni, by zachować ich cenne właściwości.

Warsztaty odbędą się w dogodnej lokalizacji w centrum Wrocławia przy ulicy Tęczowej 57. Jako uczestnik nie potrzebujesz żadnych produktów ani akcesoriów.

Weź ze sobą buty na zmianę (klapki) lub ciepłe skarpety – spotkanie odbywa się w studiu jogi gdzie nie chodzi się w butach.

Zapisy oraz więcej informacji znajdziesz T U T A J

Termin i miejsce warsztatów:

Niedziela 27 października, godzina: 13:00-15:30

Studio Jogi Drzewo Życia ul. Tęczowa 57 Wrocław.

Konopie w kuchni: Konopne infuzje w Twojej kuchni – zapraszamy na szkolenie online, które odbędzie się 1. października. Zeszłoroczna edycja kursu cieszyła sie sporym zainteresowaniem. Czego możecie spodziewać się w tym roku?  Nadchodzące szkolenie organizowane przez Gosię Szakułę czyli Smiling Spoon, będzie poświęcone nauce przygotowaniu domowych infuzji, czyli potraw z  wyciągami z ziela konopi. W trakcie szkolenia uczestnicy zdobędą kompleksową wiedzę i praktykę związaną z prawidłowym przeprowadzeniem procesu ekstrakcji, obliczeniem dawki CBD lub THC w swoim ekstrakcie, używaniem infuzowanego konopiami tłuszczu w swoich przepisach i wiele więcej. Mamy też niespodziankę dla naszych czytelników w postaci darmowego udziału w szkoleniach. Oto więcej informacji.

Konopie w kuchni: Konopne infuzje w Twojej kuchni – zapraszamy na szkolenie online

Kurs „Konopie w kuchni: konopne infuzje to świetna okazja na zdobycie rzetelnej wiedzy z zakresu konopnej kuchni. Konopie to niesamowicie cenne źródło zarówno kannabinoidów jak i wielu mikro i makro składników (ziarno, mąka olej).

Wszystkim, którzy chcieliby włączyć konopie do swojej diety, a którzy nie posiadają kulinarnych zdolności i wiedzy, z pomocą przychodzi Gosia Szakuła znana jako Smiling Spoon ze swoją książką kucharską poświęconą konopiom. pozycja zawiera 30 przepisów na dania z CBD oraz 30 przepisów na dania z THC (medyczna marihuana). Więcej o książce „Konopie i marihuana w kuchni” przeczytasz T U T A J.

Oprócz pozycji wydawniczej Smiling Spoon co jakiś czas organizuje kursy z konopnego gotowania. Podczas nadchodzących warsztatów zaplanowanych na 1. października dowiesz się wszystkiego o konopnych infuzjach i przygotowywaniu ekstraktów.

Po za kompletną teorią, dotyczącą każdego etapu tworzenia domowych wyciągów z konopi, uczestnicy poznają także właściwości rośliny. Natomiast po wykładzie odbędą się zajęcia praktyczne online, podczas których uczestnicy będą przygotowywać własne ekstrakty.

Teoria oraz praktyka konopnej kuchni

Podczas kursu zaplanowanego na 1. października, uczestnicy otrzymają sporą dawkę wiedzy teoretycznej dotyczącej stosowania konopi w kuchni w taki sposób, aby nie utraciły swoich właściwości. Ale to oczywiście nie wszystko, prócz tego i wiedzy o konopnych infuzjach uczestnicy poznają tajniki gotowania z produktami konopnymi i przygotują razem:

Smoothie z białkiem konopnym
Kanapki z wegańskim twarożkiem na bazie konopnego serka
Letnia sałatka z brzoskwinią, kozim serem z aromatyczną posypką z nasion konopi
Placuszki z cukinii z dodatkiem mąki konopnej z konopnym pesto, jogurtem greckim
Błyskawiczny krem czekoladowy z kaszy jaglanej z dodatkiem masła infuzowanego konopiami

W cenie kursu uczestnicy otrzymują także książkę „Konopie i marihuana w kuchni” oraz zestaw wyjątkowych produktów konopnych, potrzebnych do przygotowania potraw marki Full Spectrum. W zestawie znajdują się między innymi: nasiona konopi łuskane, olej z nasion konopi, białko konopne, 5g suszu CBD oraz herbatka.

Uczestnictwo w warsztatach daje uczestnikom wyjątkowy pakiet wiedzy i doświadczenia oraz narzędzia do ich pogłębiania i kontynuowania przygody z kuchnią konopną.

Polecamy!

Więcej informacji o warsztatach znajdziesz T U T A J

A dla naszych czytelników mamy niespodziankę – możliwość zgarnięcia darmowego uczestnictwa w warsztatach. Co zrobić, aby mieć szansę takowe zgarnąć? Wystarczy wejść na naszego Facebook’a i publicznie udostępnić post zapowiedzą szkolenia. Wśród czytelników, którzy to uczynią wybierzemy dwie osoby, które otrzymają od nas vouchery na darmowy udział w kursie.

III Festiwal Terapii Konopnych w ujęciu holistycznym – tak brzmi pełna nazwa tegorocznego wydarzenia, które tak jak w latach poprzednich, odbędzie się na Plantacji Konopi Kryształowice – niedaleko Wrocławia. Wszystko będzie miało miejsce już w najbliższy weekend. Pomimo swojej nazwy, jest to festiwal poświęcony nie tylko konopiom, ale zdrowiu w ogóle. Dlatego w jego trakcie będzie można zapoznać się z wieloma naturalnymi metodami terapii. Panele i wykłady poprowadzi ponad dwudziestu zaproszonych gości – program znajdziesz w artykule. Zeszłoroczna edycja była rewelacyjna, a w tym roku będzie jeszcze lepiej! Dla odwiedzających organizatorzy przygotowali także możliwość noclegu w namiocie lub kamperze.

III Festiwal Terapii Konopnych już w ten weekend pod Wrocławiem – polecamy każdemu

Jest to bardzo ciekawe wydarzenie, które zdecydowanie polecamy każdemu, kto świadomie interesuje się swoim zdrowiem czy to profilaktycznie czy z powodu choroby. Zeszłoroczna edycja zrobiła na wszystkich bardzo pozytywne wrażenie. Co ciekawe, bardzo dużo tematów pojawiających się na Festiwalu – nie dotyczy bezpośrednio konopi lecz różnych metod terapii naturalnych. 

Całość odbywa się na Plantacji Konopi Kryształowice – właśnie w Kryształowicach pod Wrocławiem. Na miejsce można dostać się zarówno samochodem jak i komunikacją z Wrocławia (Bus do Siedlakowice gm. Sobótka)

Wydarzenie jest dość kameralne i ma niesamowitą atmosferę.

„Kiedy w 2023 roku ogłosiliśmy nasz pierwszy Festiwal Terapii Konopnych, przez środowisko konopne przeszedł głos, że taka inicjatywa jest potrzebna i warta zainteresowania. W tym roku mamy już trzecią edycję!

Część środowiska wspiera nas oficjalnie lub po cichu, część pęka z zazdrości, że o nich tu nie mówimy, a niektórych trawi inne niezadowolenie. Bo obalamy mity oraz omawiamy skuteczność dostępnych wyrobów i procedur terapeutycznych, przez co wychodzi na jaw prawda o tym, co działa, a co nie, co jest po prostu dobre, a co wyprodukowane i reklamowane dla zysku korzystając z mody na konopie.

SKUTECZNOŚĆ MIARĄ PRAWDY – takie motto od dawna towarzyszy w mojej praktyce terapeuty, niech więc stanie się też sloganem Festiwalu, gwarantując uczestnikom rozpoznanie w skutecznym stosowaniu konopi dla zdrowia.”

-czytamy na stronie wydarzenia na FB

Tak jak i rok temu, w tym roku także będzie wiele możliwości zapoznania się z terapiami innymi niż tylko konopne. Będzie sporo muzykoterapii (gongi, misy, kamertony), refleksjologia, dietetyka, ziołolecznictwo wszelkiego rodzaju, zagadnienia totalnej biologii, elementy terapii psychologicznej, itp.

III Festiwal Terapii Konopnych w ujęciu holistycznym – program

3FTK dzień 2 – sobota:
Scena główna „Suszarnia”
————————
10:00
Otwarcie bram, uruchomienie stoisk. Powitanie i otwarcie Festiwalu.
————————
10:10 
Wszystko zaczyna się w głowie – choroba, czy zdrowie – podejmij decyzję. – Dariusz Młynarczyk (dyplomowany terapeuta konopny, gospodarz Festiwalu) i Wadim Żarski (terapeuta psychonumerologi, mentor duchowy)
————————
11:11 
Mądrość ciała, rozmowy homeopatyczne, psychosomatyka – Emilia Młynarczyk, holistycznaprzystan.pl
————————
12.12
Powrót tarczycy do zdrowia. Nie tylko jod! – Mirosław Surma, mistrz naturopatii, Iodica.pl
————————
13.13 
Fizjologia żywienia. Białko konopne i olejki dla pacjentów onkologicznych – Justyna Gwóźdź, mgr. inż. żywienia człowieka.
————————
14.14
Jednak można?! Obalamy stereotypy o terapiach i roli konopi w zdrowym życiu
– Agnieszka Kowalska. Dyplomowana terapeutka konopna, tzw. „Konopna księgowa”, autorka książki „Wszystko dobrze, mamo”
————————
15.15
Wszystko co byście chcieli wiedzieć o konopiach na początku terapii – Krzysztof Jodłowski. Dyplomowany terapeuta konopny tzw. „Konopny naturopata”
————————
16:16 
Zrozumieć człowieka, nie tylko chorobę. Jak Medycyna Chińska personalizuje odżywianie? Przypadki podopiecznych (niedoczynność tarczycy, depresja, inne). – Monika Grobelna, dyplomowana naturoterapeutka, edukatorka profilaktyki zdrowia, tzw. DobroHerba Med.
————————
17.17 
Równowaga elektryczna ciała, a nasze zdrowie. – Przemysław Siwacki. Autor książek „Czas na uważność” i „Globalne oślepienie”
————————
18.18 
Zastosowanie medycyny energo-informacyjnej. Przykłady terapeutyczne. – Iwona Alakai. Nauczycielka duchowa, lekarka, szamanka.  www.szamanskaszkolazycia.pl
————————
19:19 
Przejście do Kręgu Natury na sesję muzykoterapii „Kąpiel w dźwiękach” – „Mario Szaman”, Stanisław Kubaszek, i inni
————————
22:00
Koniec programu tego dnia.
 
3FTK dzień 3 – niedziela:
Scena główna „Suszarnia”
————————
10:00 
Otwarcie bram, uruchomienie stoisk. Powitanie i otwarcie Festiwalu.
————————
10:10 
Uważność w zauważaniu znaków w ciałach i świadomość astro-numerologii jako element procesu zdrowienia i równowagi. – Wadim Żarski (terapeuta psychonumerologi, mentor duchowy)
————————
11:11 
„Dlaczego nie osiągamy pełni zdrowia mimo stosowania wielu terapii” – Agnieszka Chrzanowska, terapeutka konopna, naturopata, „Ziołowa magia”.
————————
12.12
Konopie w onkologii i leczeniu chorób cywilizacyjnych. Przykłady łączenia z innymi terapiami. – Rafał Błażejewski, fitoterapeuta, dyplomowany terapeuta konopny, ratownik medyczny.
————————
13:13 
Naprawa pracy mózgu i neuroprotekcja jako sposób na wyjście ze stanów lękowych, mgły mózgowej, depresji, udarów i chorób neurodegradacyjnych. – Dariusz Młynarczyk (dyplomowany terapeuta konopny, gospodarz Festiwalu)
————————
14:14
Klaudia Kopiec Zdrowia
„10 zasad zdrowia i regeneracji”
————————
15:15
Konopie w gabinecie psychologa. Przydatność w terapiach autyzmu, demencji i zaburzeń od-neurodegradacyjnych.- Magdalena Majka Jankowiak, psycholog, dyplomowana terapeutka konopna.
————————
16.16
Od jelit do mózgu – naturalne wsparcie w chorobach mózgu i układu nerwowego (ADHD, autyzm, Alzheimer, Parkinson, SM) – Monika Grobelna, dyplomowana naturoterapeutka, edukatorka profilaktyki zdrowia, tzw. DobroHerba Med.
————————
17:17
Tajniki aromaterapii – warsztat, domowe sposoby robienia kosmetyków i naturalnej pielęgnacji z udziałem konopi. Warto się zapisać! Liczba miejsc ograniczona. – Justyna Gwóźdź oraz Emilia Młynarczyk.
————————
18:18
Przejście do Kręgu Natury na sesję muzykoterapii „Kąpiel w dźwiękach” – „Mario Szaman”, Stanisław Kubaszek, i inni
 

Warsztaty tworzenia naturalnych kosmetyków z konopi

 

Na polskim rynku regularnie pojawiają się kolejne propozycje kursów konopnych, niestety nie wszystkie prezentują wysoką jakość, jeśli chodzi o merytorykę oraz podejście do kształcenia. Kurs „Konopie w praktyce” to szkolenie przede wszystkim praktyczne – czyli warsztatowe, podczas którego uczestnicy odwiedzą konopną uprawę, zobaczą na żywo proces ekstrakcji, zgłębią tajniki przetwarzania i gotowania z użyciem surowców z tej rośliny. Nie zabraknie też teorii z zakresu terapii konopnych, uprawy czy zastosowania rośliny w dermatologii i weterynarii. Warsztaty i wykłady poprowadzą specjaliści i praktycy z wieloletnim stażem w branży konopnej. Oto więcej informacji.

Kurs konopie w praktyce – Praktyczna wiedza o konopiach 

Kurs powstał jako odpowiedź na potrzeby kształcenia specjalistów w branży konopnej i dedykowany jest wszystkim osobom zmęczonym wielogodzinnymi kursami teoretycznymi na temat konopnych upraw, terapii czy ekstrakcji.

Organizatorem kursu „Konopie w Praktyce” jest Instytut Botaniki Dermatologicznej, którego założycielem jest Ewa Rogala – członek Polskiego Towarzystwa Zielarzy i Fitoterapeutów, dyplomowany fitoterapeuta, towaroznawca zielarski, wykładowca uniwersytecki na Akademii Górnośląskiej oraz na Akademii Łomżyńskiej, edukatorka na SGGW, autorka kursów w Instytucie Botaniki Dermatologicznej.

Instytut od wielu lat organizuje specjalistyczne kursy z zakresu fitoterapii, apiterapii, aromaterapii i wielu innych, w kameralnych grupach, umożliwiając kursantom zdobycie wiedzy przez zajęcia praktyczne.

Dla kogo jest kurs „Konopie w praktyce”?

Kurs „Konopie w praktyce to pierwszy kurs konopny organizowany przez Instytut, co świadczy o coraz większym zainteresowaniu tą rośliną w branży fitoterapeutycznej i zielarskiej. Kurs jest kierowany do wszystkich osób zainteresowanych konopiami, w tym do fitoterapeutów, naturopatów, dietetyków, praktyków medycyny holistycznej, rolników, farmaceutów czy lekarzy. Wysoka jakość kursów organizowanych przez Instytut Botaniki Dermatologicznej została potwierdzona przez setki kursantów.

To wyjątkowa okazja, by zanurzyć się w tej fascynującej dziedzinie jaką są konopie i nauczyć się wykorzystywać tę roślinę w różnych branżach – od kuchni, przez terapię, po uprawy i kosmetyki.

Jak wygląda kurs?

Kursy Instytutu Botaniki Dermatologicznej mają ograniczoną liczbę miejsc – tylko 14 osób na całym kursie, głównie ze względu na warsztatowy charakter kształcenia. Kurs obejmuje takie zagadnienia jak:

  • uprawa konopna i przetwarzanie na potrzeby przemysłowe
  • konopie w kuchni i przetwarzanie surowców z tej rośliny w warunkach domowych na potrzeby kulinarne i kosmetyczne,
  • prawo konopne i bezpieczeństwo,
  • terapie konopne,
  • zastosowanie konopi w weterynarii
  • konopie w kosmetykach i terapiach skóry

Zajęcia na kursie poprowadzą praktycy, osoby, które pracują z konopiami od wielu lat i posiadają certyfikaty potwierdzające swoje kompetencję oraz wiedzę. Są to miedzy innymiMikołaj Gruziel zielarz, przedsiębiorca prowadzący uprawę konopi i dystrybucję sprzętu do ich przetwórstwa, Małgorzata Szakuładietetyk, terapeuta konopny, autorka książki „Konopie i marihuana w kuchni” oraz bloga Smiling Spoon,Monika Kolanowska – fitoterapeutka, specjalistka medycznych konopi, współorganizatorkatrzech edycji kursu„Terapeuta konopny”w Brzegu.

Kurs trwa 3 miesiące, a zajęcia odbywają się w Warszawie oraz na konopnym polu (dojazd autokarem w ramach kursu). W cenie warsztatu wliczony jest także nocleg w hotelu i wyżywienie.

Dlaczego warto wziąć udział?

  • Praktyczna wiedza, którą możesz od razu zastosować.
  • Wykłady prowadzone przez ekspertów w branży.
  • Dostęp do plantacji konopi i praktyczne doświadczenie.
  • Możliwość rozwoju zawodowego i zdobycia certyfikatu ukończenia kursu.

Więcej informacji o kursie znajdziesz T U T A J

Właśnie wystartowały targi Mery Jane Berlin 2025 – największe wydarzenie konopne w tym roku – jak informują organizatorzy. I faktycznie tegoroczna edycja zapowiada się na najgrubszą w historii. Bo Mery Jane Berlin to nie tylko targi, to święto zioła i pełna celebracja wprowadzonej w zeszłym roku częściowej legalizacji marihuany. Na miejscu pojawią się chyba wszystkie możliwe postacie związane z branżą konopi, do Berlina dotarli zarówno ci mniej jak i ci najbardziej rozpoznawalni w branży jaracze, growerzy, breederzy, edukatorzy i wszyscy, którzy coś w świecie zioła znaczą. My właśnie meldujemy się na miejscu i będziemy robić dla was relacje na żywo. Jeżeli ktoś dzisiaj zdecyduje, że także chciałby być częścią tego zacnego wydarzenie to ma ostatnią szansę – zaprzyjaźniona ekipa WeedWeek organizuje polski wyjazd na MJ ’25, który startuje dziś w nocy i zostały ostatnie bilety w trzeba przyznać dobrej cenie w szczególności jak ktoś się zdecyduje w ostatniej chwili. Oto więcej infirmacji.

Mery Jane Berlin 2025 – największe wydarzenie konopne na świecie już w ten weekend + zorganizowany wyjazd z Polski

Od dzisiaj przed chwilą do niedzielnego wieczora Berlin jest konopną stolicą świata! Na Mery Jane Berlin 2025 zjechała cała światowa wierchuszka konopnej społeczności.

To, że możecie osobiście sprawdzić ofertę produktów wszystkich liczących się firm z sektora konopnego to jedno.

Natomiast poza częścią komercyjną jest to niesamowite święto marihuany, podczas którego spotkać możecie legendy ziołowego świata i porozmawiać z nimi na żywo. Targi, ludzie, marihuana z najwyższej półki, koncerty, strefa festiwalowa, mnogość wydarzeń pobocznych – no jest tego w opór, a wszystkie szczegóły znajdziesz na stronie wydarzenia o T U T A J.

Mery Jane Berlin 2025 – Polski wyjazd na Mery Jane Berlin z ekipą WeedWeek

Zaprzyjaźniona ekipa organizuje wspólny wyjazd do Berlina, który startuje dziś w nocy. Szczegóły:

Dwudniowy wyjazd na Targi Mary Jane Berlin 2025

Kiedy? 21-22 czerwca 2025.
Gdzie? Berlin, największe targi konopne w Europie.
Cena: 799 zł.

Przeżyj niezapomnianą przygodę w gronie prawdziwych stonerów podczas Mary Jane Berlin 2025 – targów, na których czekają na Ciebie najnowsze produkty od topowych firm z całego świata!

Co zawiera nasz wyjazd?

✅ Przejazd komfortowym autokarem z Warszawy (przystanki w Łodzi i Poznaniu).
✅ Ubezpieczenie na czas przejazdu.
✅ Nocleg w hostelu Three Little Pigs Berlin (ze śniadaniem w cenie).
✅ Bilet wstępu na targi Mary Jane Berlin 2025.

Dlaczego warto?

✨ Zobacz stoiska najlepszych marek z całego świata.
✨ Spotkaj ludzi o tych samych zainteresowaniach.
✨ Poznaj najnowsze trendy i produkty w branży konopnej.
✨ Ciesz się wspólną atmosferą wyjazdu.

PLAN WYJAZDU

SOBOTA 21/06/2025:

  • 1:00 – Wyjazd z Warszawy: Warszawa Centralna, al. Jerozolimskie 54
  • 2:40-3:10 – Przystanek w Łodzi: Manufaktura, Drewnowska 58, 91-002 Łódź
  • 5:30-6:00 – Przystanek w Poznaniu: Posnania, Pleszewska 1, 61-136 Poznań
  • 10:00 – Przyjazd do Berlina: Eichenstraße 4, 12435 Berlin, Niemcy
  • Nocleg w Three Little Pigs Hostel Berlin

NIEDZIELA 22/06/2025

  • 18:00-18:30 – Wyjazd z Berlina: Eichenstraße 4, 12435 Berlin, Niemcy
  • 21:30 – Przystanek w Poznaniu: Posnania, Pleszewska 1, 61-136 Poznań
  • 0:00 – Przystanek w Łodzi: Manufaktura, Drewnowska 58, 91-002 Łódź
  • 1:40 – Przyjazd do Warszawy: Warszawa Centralna, al. Jerozolimskie 54

Jeśli cokolwiek ulegnie zmianie, będziemy was informować na bieżąco!

Koszt wyjazdu

799 zł – Przejazd, ubezpieczenie na czas przejazdu, nocleg, bilet wstępu.

Liczba miejsc ograniczona! Nie czekaj – zarezerwuj swoje miejsce już dziś i przygotuj się na wyjazd pełen wrażeń!

Co należy zaznaczyć, to fakt, że jest to wyjątkowo korzystna oferta last minute bo gdyby ktoś chciał taki wyjazd z przejazdem i noclegiem załatwiać dzisiaj – zapłaciłby przynajmniej dwa razy tyle.

Więcej info i rezerwacja ostatnich kilku biletów są T U T A J

A wszystkich tych, którzy nie mogą być w tym roku z nami w Berlinie, zapraszamy na naszą relację na żywo już jutro tj. w sobotę o godzinie 14.00 na naszym kanale Facebook o T U T A J

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.